Turkmenistan ogłosił, iż będzie miał 40 miliardów metrów sześciennych nadwyżki gazu rocznie, który chętnie sprzeda krajom UE. Zrobi to z tym większą ochotą, że dywersyfikacja eksportu surowca jest częścią jego strategii rozwoju. Wraca zatem nadzieja na zbudowanie gazociągu Nabucco, który mógłby dostarczać Europie, w tym Polsce, błękitne paliwo z pominięciem Rosji. Ma on szansę, tym bardziej że Gazpromowi brakuje funduszy na sfinansowanie projektu konkurencyjnego, czyli South Stream. Nadszedł czas, by ze zdwojoną siłą promować Nabucco na forum UE.

O ile na flance północnej klamka – jak się wydaje – zapadła, Nord Stream powstanie, na południu Rosjanie mogą okazać się przegranymi. Ich kompleksowa strategia pominięcia niepewnej Europy Wschodniej i Środkowej w tranzycie gazu nie powiedzie się, a przynajmniej powiedzie się połowicznie.

Stanowisko Turkmenistanu jest kluczowe w tej układance, to obecnie jedyny pewny dostawca surowca do Nabucco. Azerbejdżan ma go za mało, Iran z powodów politycznych nie wchodzi w grę, a Irak wciąż trudno nazwać państwem stabilnym, dodatkowo nie ma sieci, którymi gaz mógłby popłynąć na północ.

W przeszłości Turkmenistan wahał się. Raz obiecywał Europie gaz, innym razem gwarantował Rosji, że pozostanie ona wyłącznym odbiorcą jego surowca. Była to niewątpliwie gra na uzyskanie od każdej ze stron jak najkorzystniejszych warunków, ale decydował też lęk przed gniewem Moskwy. Rosja wszak od upadku komunizmu odkupuje turkmeński gaz i sprzedaje go dalej własnymi sieciami przemysłowymi. Gdyby zmieniła zdanie, Turkmenistan zbankrutowałby.

Przełom nastąpił pod koniec 2009 r., gdy został otwarty nowy gazociąg z Turkmenistanu do Chin. Moskwa nie zdołała zablokować inwestycji. Zachęcone sukcesem władze w Aszchabadzie wróciły więc do pomysłu eksportu błękitnego surowca do Europy przez Nabucco. Oferują nawet więcej gazu, niż będzie wynosić jego przepustowość (ok. 30 miliardów metrów sześciennych). Projekt zaczyna mieć ręce i nogi.

Nabucco będzie się kończyć w Austrii, skąd surowiec zostanie rozprowadzony dalej już istniejącymi sieciami. Możemy skorzystać na nim także my. Z dwóch powodów. Pierwszy ma charakter geopolityczny – im mniej Gazpromu w Europie i większa dywersyfikacja dostaw, tym łatwiej w przyszłości negocjować z Rosją cenę i warunki tranzytu gazu dla Polski. Po drugie możemy kupować gaz z Nabucco poprzez interkonektor na granicy z Czechami, który zacznie działać w przyszłym roku. Inna droga to Niemcy, dokąd gaz trafi poprzez sieci austriackie.

W ostatnim czasie cios pozycji Gazpromu w Europie zadał tani gaz LNG, Nabucco utrwaliłby trend stopniowego minimalizowania dostaw rosyjskich do Europy. A tego właśnie chcieliśmy, walcząc w UE o bezpieczeństwo energetyczne. Polskie firmy nie są udziałowcem Nabucco, ale możemy lobbować w Unii za zwiększeniem funduszy unijnych na ten projekt. Warto.