To okazja, by wymusić na niej trwałą zmianę polityki zagranicznej, a nawet reformy wewnętrzne. Jeśli nawet nie wprowadzenie demokracji, to chociaż respektowanie praw własności czy uczciwe traktowania obcych firm inwestujących w Rosji.

Pojednanie z Polską, zawarcie umowy o granicy morskiej z Norwegią, a wcześniej pójście na rękę niemieckim, francuskim i włoskim koncernom energetycznym w sprawie ceny gazu, to oczyszczanie pola dla unijno-rosyjskiego sojuszu gospodarczego. W pomyśle tym nie ma nic złego, współpraca Unii i Rosji służy interesom obu stron. Pod jednym wszakże warunkiem: Rosjanie muszą zaakceptować i wprowadzić w życie uczciwe zasady prowadzenia interesów, równe dla Rosjan i cudzoziemców, otworzyć rynek surowcowy nie tylko na zachodnie know-how, ale i kontrolę nad niektórymi polami gazowymi.

Jeśli tak się stanie, a warunki do robienia interesów będą w Rosji takie jak w Europie, a nie w Azji, zyskamy wszyscy, w tym polski biznes. Jeśli będzie inaczej – niech Moskwa modernizuje się bez unijnej pomocy.