Szacunkowy koszt wprowadzenia waluty euro w Polsce wyniesie ok. 3,5 mld złotych. Dla przedsiębiorstw oznacza to jednorazowy koszt rzędu 0,3 proc. swoich rocznych dochodów. Wydatki poniesione na wprowadzenie euro zwrócą się jednak bardzo szybko - twierdzą eksperci Deloitte.
Z raportu Deloitte na temat konsekwencji z wprowadzenia euro dla polskich przedsiębiorców wynika, że "z przedstawionej przez rząd mapy wdrożenia euro wynika, że polskie przedsiębiorstwa powinny zacząć odpowiednie przygotowania najpóźniej w pierwszym kwartale 2009 roku. Instytucje publiczne w budżetach na przyszły rok powinny zaś uwzględnić konieczne na ten cel wydatki".
Zdaniem partnera Deloitte Marcina Zdrala, wprowadzenie euro największe wyzwania stawia przed sektorem finansowym. "Zdecydowanie najwięcej pracy będą miały banki. W instytucjach tego typu okres przygotowania potrwa około 2,5 roku" - uważa Zdral.
"Banki także mają najwięcej do stracenia. Duża konkurencja w tym sektorze sprawia, że wygrają ci, którzy najlepiej dostosują swoje produkty do nowej waluty" - powiedział Zdral. Koszt wprowadzenia euro dla dużego banku komercyjnego to około 10,5 mln złotych - dodał ekspert.
Zdaniem Deloitte można wyróżnić cztery etapy wprowadzania euro. Każdy z nich stawia przed firmami inne zadania. Najpóźniej do połowy 2009 r. przedsiębiorstwa powinny zdefiniować strategię wdrożenia euro oraz opracować plan konwersji. Zdaniem ekspertów, "powinny zrobić to nie czekając na ogłoszenie Narodowego Planu Przyjęcia euro".
Do połowy przyszłego roku należy przeprowadzić m.in. ocenę ryzyk, jakie niesie za sobą wprowadzenie nowej waluty oraz oszacowanie kosztów - twierdzą eksperci Deloitte. Drugi etap, okres do końca pierwszej połowy 2011 roku, to czas zdefiniowania nowych strategii cenowych, zwłaszcza zaś określenia cen marketingowych.
"Kolejne dwa etapy niosą za sobą wyzwania związane głównie z fizycznym wprowadzeniem waluty euro tj. zabezpieczenie bilonów i banknotów do obsługi kasowej, wprowadzenie nowej waluty do obiegu, a w okresie po wprowadzeniu europejskiej waluty (po 1 stycznia 2012 - PAP) nadzór nad poprawnością funkcjonowania przedsiębiorstwa w nowym środowisku" - czytamy w raporcie Deloitte.
Zdaniem Jakuba Bojanowskiego eksperta Deloitte, "wprowadzenie nowej waluty niesie za sobą ogromne wyzwanie dla sektora publicznego". Ekspert uważa, że największe problemy może mieć ZUS.
Według eksperta Deloitte Emiliana Półrolnika, średni czas przygotowania polskiego przedsiębiorstwa do wprowadzenia euro wyniesie: dla instytucji finansowych 2,5 roku, dla przedsiębiorstw branży telekomunikacyjnej 1-1,5, a dla firm produkcyjnych i usługowych 6-9 miesięcy.
Na podstawie doświadczeń Słowacji eksperci oszacowali, że na dostosowanie się do nowej waluty firmy wydadzą średnio 0,3 proc. swoich rocznych przychodów. Koszty te mogą wahać się w granicach 0,2 - 0,5 proc.
Z przygotowanej przez ekspertów Deloitte symulacji wynika, że dla taksówkarza o rocznych dochodach rzędu 120 tys. złotych koszt ten wyniesie ok. 360 złotych. W Ministerstwie Finansów, ZUS-ie, czy Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa wydatki sięgną kilkuset milionów złotych.
Analitycy Deloitte są przekonani, że korzyści szybko prześcigną straty: "sama korzyść wynikająca z konwersji na euro kredytów udzielonych obecnie przedsiębiorstwom w złotówkach i wynikającej stąd niższej stopy procentowej, to ok. 5 mld złotych w skali całej gospodarki".
1: ole z IP: 81.219.102.* (2008-12-09 15:28)
to jest jasne że euro jest dobre nie odkryliście Ameryki tylko niech rząd wyjaśni starszym ludziom że ceny będa podawane od stycznia 2012 do czerwca 2012w 2 walutach dlatego zadnych podwyżek nie będzie tak jak to teraz jest na Słowacji !
2: Kamil z IP: 213.25.175.* (2008-12-09 16:56)
Dobrze by bylo opracowanie przez firme Deloiite w Polsce jak mozna by bylo zminimalizowac podwyzki spowodowane wprowadzeniem wspolnej waluty w euro tak zeby nie odczuli tego najbiedniejsi. Taka analiza powinna dotyczyc takze inflacji w 2012 roku (zeby nie byla zbyt duza po wprowadzeniu euro) czyli zeby zminimalizowac skutki wprowadzenia euro (podwyzek cen).
3: Zorro z IP: 84.40.163.* (2008-12-09 17:20)
Wiadomość została ukryta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
4: shaq-u z IP: 83.26.41.* (2008-12-09 18:53)
kolejna propaganda; śmierdzi komuną na odległość
Euro nic nie zmieni, nikt nie może powiedzieć, że dla Polaków przyjęcie Euro to same korzyści. Zawsze jest tak, że pewna grupa osób coś traci, a pewna zyskuje. W tym przypadku zyski z wprowadzenia Euro są nieporównywalnie MNIEJSZE z kosztami i stratami.
Zyska stosunkowo niewielka grupka Polaków, a stracą miliony prostych ludzi, tak jak zawsze, to na tym polega propaganda UE i dzisiejsza polityka...
5: Oszołom z IP: 78.154.72.* (2008-12-09 22:38)
"Wydatki poniesione na wprowadzenie euro zwrócą się jednak bardzo szybko - twierdzą eksperci Deloitte" - jasne. Zabulą frajerzy (tj. społeczeństwo) dla których "dobra" wprowadzane jest euro. Ha, ha, ha...
"Koszt wprowadzenia euro dla dużego banku komercyjnego to około 10,5 mln złotych" - spoko ww. frajerzy zapłacą
"Drugi etap, okres do końca pierwszej połowy 2011 roku, to czas zdefiniowania nowych strategii cenowych" - będą decydować jakie ceny dowalić frajerom (tj. na ile ich wydoić).
"korzyści szybko prześcigną straty: "sama korzyść wynikająca z konwersji na euro kredytów udzielonych obecnie przedsiębiorstwom w złotówkach i wynikającej stąd niższej stopy procentowej, to ok. 5 mld złotych w skali całej gospodarki" - UFFFFF!!! Ale mnie uspokoili. Ależ szmalu dostanę! Już planuje co sobie kupię!
"dla taksówkarza o rocznych dochodach rzędu 120 tys. złotych" - tylko to zdanie wiele mówi o REALIZMIE tych bujd na resorach zwanych raportem
ALE SZWINDELEK SIĘ KROI!!!
6: emeryt z IP: 83.23.102.* (2008-12-10 09:20)
chcą zapoznać społeczeństwo i zachęcić do euro to rząd powinien podać jak będą przeliczane pensje gdyż to będzie miało znaczenie-jak ktoś teraz zarabia 1600 może dostać około 500euro albo mniej i co z tym zrobi a ceny na pewno wzrosną ok 20% szczególnie energetyka będzie chciała zarobić i inni

Od początku maja baryłka ropy potaniała o 15 proc. Nie oznacza to jednak, że możemy się spodziewać spadku cen na stacjach w Polsce, bo przeszkadza w tym umacniający się dolar.




