KE proponowała ograniczenie emisji do tego pułapu już od 2012 roku. Na skutek oporu niemieckich, francuskich i włoskich producentów aut, redukcja będzie jednak stopniowa i obejmie w 2012 roku tylko 65 proc. nowo produkowanych samochodów, zaś wszystkie dopiero w 2015 r.

To wynik negocjacji między broniącymi przemysłu motoryzacyjnego krajami członkowskimi a eurodeputowanymi, którzy naciskali na jak największe redukcje emisji CO2 przez samochody osobowe, stanowiące 12 proc. wszystkich emisji w UE (ogółem transport drogowy - 20 proc.).

Dyrektywa zakłada średnią redukcję emisji CO2 przez nowo produkowane samochody. Obecnie średnia wynosi 158 g/km. Obowiązek redukcji, wymagający inwestycji w proekologiczne silniki, będzie różny dla różnych producentów aut - uwzględniający ich specyfikę.

Dla przykładu, Fiat będzie musiał obniżyć emisje w swoich samochodach do średnio 122 g/km (z obecnych 141 g), francuskie koncerny Citroen i Renault do 127 (z obecnych 141-146 g), Volkswagen do 133 (ze 163), zaś Daimler i BMW - do 137 (z obecnych 170-181 g). Wyjątkowo, wysokie limity mają obowiązywać dla producentów luksusowych aut takich jak Jaguar, Porsche, Ferrari, Maserati...

Dla Niemiec i Francji redukcja emisji CO2 przez samochody była sprawą najwyższej wagi

Kary finansowe mają zmusić producentów do przestrzegania limitów. Mają być tym, większe, im więcej "nielegalnego" CO2 emituje samochód: 95 euro za gram, jeśli nadwyżka przekracza 3 g i 5 euro, gdy wynosi tylko 1 g. Zdaniem organizacji ekologicznych, to zbyt mało, by osiągnąć cel redukcji 130 g/km w roku 2015. Dopiero od 2018 kary wzrosną do 95 euro - już za pierwszy niedozwolony gram CO2.

Zgodnie z popartą przez eurodeputowanych propozycją KE, kary miały sięgnąć 20 euro za każdy gram CO2 ponad limit już w roku 2012. Eurodeputowani nie we wszystkim poszli jednak na ustępstwa wobec krajów członkowskich. Podtrzymany został limit emisji 95 g/km od 2020 roku - kraje członkowskie zastrzegły jednak, że będzie to musiało zostać potwierdzone w roku 2013.

Propozycja KE wpisuje się w walkę UE ze zmianami klimatycznymi i została włączona do pakietu klimatyczno-energetycznego, który ma zapewnić, że emisje CO2 w UE spadną o 20 proc. do 2020 r. Ma wymusić osiągnięcie zakładanego średniego pułapu emisji CO2 przez samochody w wysokości 120 gramów na kilometr. Emisje samych silników będą musiały zostać ograniczone do 130 g/km, bowiem pozostałe 10 gramów ma być "zaoszczędzone" dzięki poprawie innych części samochodów (opony, energooszczędna klimatyzacja).

Dla Niemiec i Francji redukcja emisji CO2 przez samochody była sprawą najwyższej wagi - w czerwcu podczas wizyty w Bawarii prezydent Nicolas Sarkozy porozumiał się z kanclerz Angelą Merkel, by odwlec w czasie wprowadzenie surowszych limitów. Do tego sojuszu jesienią dołączyły Włochy, uzyskując koncesje dla swoich koncernów. Kryzys gospodarczy, który boleśnie odczuła europejska branża motoryzacyjna, stał się dla ministrów dodatkowym argumentem za złagodzeniem limitów emisji.