Przykładowa lekcja podstaw przedsiębiorczości w jednym z warszawskich liceów. Scenariusz zajęć typu „problemowo-podawczego z dziedziny rynku kapitałowego”. Licealistom będzie tłumaczone, po co istnieje giełda papierów wartościowych, kto może na niej grać, jak inwestować oraz minimalizować ewentualną stratę.

Pani lekko plącze się głos, wypisuje na tablicy kolejne pojęcia, licząc na to, że dzwonek zadzwoni szybciej, niż ustawa przewiduje. Sama na giełdzie nigdy nie była. Widziała tyle, ile na amerykańskich filmach, ale od czego jest podręcznik. Dlaczego nie zaprosi kogoś, kto miał z tym do czynienia? Goście na jej lekcjach pojawiają się niezmiernie rzadko. W zasadzie zaprosiła kogoś raz, na samym początku liceum. Gość dużo mówił o zakładaniu własnej firmy, namieszał młodzieży w głowie nowymi pojęciami i potem były tylko programowe zaległości. Teraz więc przedmiotem zarządza sama, trzymając się wytycznych resortowych. Niegdyś matematyczka, ukończyła swego czasu specjalistyczny kurs, dzięki któremu może uczyć podstaw przedsiębiorczości. Odmowa zdobycia dodatkowych kwalifikacji byłaby równoznaczna ze stratą etatu. To, że ekonomia nie jest jej pasją, niestety na jej lekcjach widać.

Szału nie ma

Lekcje przedsiębiorczości odbywają się w polskich szkołach ponadgimnazjalnych od 2002 r. I od tego czasu są nieustannie wychwalane pod niebiosa przez resort edukacji. Przynajmniej raz w roku MEN podkreśla, że Polska jako jedyny kraj w Europie ma przedsiębiorczość w programie nauczania. I zdaniem prawdziwych ekspertów ds. przedsiębiorczości wszystko byłoby dobrze, gdyby na lekcjach uczono trochę więcej niż mało przemawiającej do młodych ludzi teorii.

Przeciwnicy przedmiotu zarzucają, że uczenie młodzieży przedsiębiorczości przez kogoś, kto nigdy przedsiębiorcą nie był, jest kpiną. Ich zdaniem zdecydowanie większą korzyść młodzi ludzie mieliby z zajęć prowadzonych przez przedstawicieli różnych gałęzi gospodarczych zamiast ze znudzoną panią nauczycielką. – Lekcje w obecnej formule są zbędne, a nawet częściowo szkodliwe – podkreśla Piotr Szumlewicz, ekspert i doradca Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych. – Przedsiębiorczość nie jest nauką, tylko określoną postawą w relacjach międzyludzkich, w tym na rynku pracy. W podstawach programowych podstaw przedsiębiorczości dowartościowuje się egoizm, indywidualizm, bardzo prymitywny i jednostronny model relacji na rynku pracy. Bardzo niewiele można przeczytać o współpracy, empatii, szkodliwym wpływie nierówności społecznych, stresie w pracy, mobbingu, łamaniu praw pracowniczych. Warto byłoby podjąć pracę nad zastąpieniem podstaw przedsiębiorczości podstawami ekonomii i polityki społecznej – proponuje.

Nastolatki jak to nastolatki, mówią na nie skrótowo. W dużych miastach PP cieszą się w miarę przyzwoitą opinią, chociaż nawet w klasach o profilu ścisłym traktowane są zazwyczaj jako dodatek do nauki. Maja, 16 lat, z klasy o profilu matematyczno-informatycznym prywatnego liceum w Warszawie uważa, że jej nauczyciel PP potrafi zainteresować tematem i trzeba przyznać, że mówi całkiem z sensem. Ostatnio uczyła się np. o giełdzie papierów wartościowych. Wprawdzie lekcja skupiała się na teorii, ale głodni wiedzy uzupełniają wiedzę w sieci czy oglądając amerykańskie seriale.

Im dalej od dużych miast, tym z formułą zajęć PP jest nieco gorzej. W szkole średniej w Mińsku Mazowieckim uczniowie uznają lekcje za przeciętne. Nauczycielka jest miła, ale szału nie ma. Znajomość podstawowych pojęć ekonomicznych też jest nieco mniejsza. – Ostatnim tematem na lekcji PP były CV i list motywacyjny – mówi jeden z uczniów, Kajetan.

W szkole średniej w Staszowie, do której chodzi 18-letni Maciej, z PP bywa jeszcze słabiej. – Lekcje wyglądają zazwyczaj tak, że nauczyciel ma już przygotowany w slajdach cały program, który zawiera tematy i podpunkty, do przepisania do zeszytu, a następnie uczymy się z książki. Niektórzy nauczyciele starają się skupić na sobie jak najwięcej uwagi, a dla innych po prostu ma być zrobiony program i nic poza tym.

Także studenci oceniają z perspektywy czasu lekcje przedsiębiorczości jako, delikatnie rzecz ujmując, „mało przydatne”. – Chodziłam do najlepszego liceum w powiecie. Przedsiębiorczość mieliśmy w drugiej klasie. Jedyne, co z tych zajęć pamiętam, to praca w grupach nad wybranym zagadnieniem. Poświęciliśmy też sporo czasu na komunikację interpersonalną oraz na rozmowy o osobowościach – opowiada Justyna Piasecka, studentka Uczelni Łazarskiego. – Rozmów stricte o przedsiębiorczości było na tyle niewiele, że nie mogę sobie nawet takiej przypomnieć. Książka, która została nam polecona (mam ją do tej pory) – „Podstawy przedsiębiorczości” Jacka Musiałkiewicza – była całkiem dobrą pozycją, tyle że kiepsko omówioną.

– W szkole średniej lekcja przedsiębiorczości nie miała wiele wspólnego z przedsiębiorczością. Zajęcia polegały na czytaniu nic niewnoszących do tematu definicji. Jedyna rzecz, którą zapamiętałem, to dwa progi podatkowe oraz co to są popyt i podaż. W trakcie programu zabrakło mi praktycznych elementów i warsztatów, które mogłyby pozwolić na odkrycie przedsiębiorczości przez samego siebie. Z jednej strony brzmi to jak błahostka, ale z drugiej strony może wpłynąć na decyzję związaną z wyborem kierunku studiów czy też planów na kolejne 10 lat – dodaje kolega Justyny, Paweł Wielądek.

Zdaniem Piotra Szumlewicza młodzi ludzie powinni wiedzieć, jakie problemy mogą ich spotkać na rynku pracy, jakie patologie na nim istnieją, jak im przeciwdziałać, jakie mają prawa jako pracownicy, czym są związki zawodowe. Powinni też być uwrażliwiani na kwestie związane z ubóstwem, wykluczeniem społecznym, bezdomnością, bezrobociem czy niepełnosprawnością. Szkoła powinna edukować ludzi wrażliwych na problemy innych ludzi, a nie egoistów nastawionych na krótkoterminowy zysk. OPZZ chętnie przyłączyłoby się do prac nad tworzeniem podstaw programowych nowego przedmiotu.

Opinie te podziela dr Anita Zarzycka, prodziekan ds. dydaktyki i jakości kształcenia na Wydziale Ekonomii i Zarządzania Uczelni Łazarskiego, która przyznaje, że według młodzieży PP jest przedmiotem traktowanym marginalnie, a uczą go ludzie niepotrafiący zainteresować tematyką. – Zajęcia są nudne i polegają na wkuwaniu definicji. Nie chodzi tu więc nawet o to, czego młodzi ludzie się uczą, ale o to, jak uczą się treści ekonomicznych – mówi dr Zarzycka. – Z pewnością najlepszym sposobem na zarażenie młodzieży przedsiębiorczością jest prowadzenie praktycznych projektów, podczas których spotyka się z zagadnieniami z zakresu ekonomii. Samodzielne zaplanowanie budżetu wycieczki klasowej czy zorganizowanie pikniku, podczas którego odbędzie się zbiórka pieniędzy na autobus szkolny, to naprawdę doskonałe uzupełnienie wiedzy podręcznikowej.

Małoletnie wyczucie rynku

Ale nawet przy marnej realizacji PP nadzieja w młodym pokoleniu nie ginie. Już 15-latkowie wiedzą, że pieniądze nie spadają z nieba, i potrafią oszczędzać przez dłuższy czas, żeby kupić sobie wymarzoną rzecz. Tylko czy to wystarczy, żeby z powodzeniem radzili sobie w zawiłościach ekonomicznych w przyszłości?

Bartosz Majewski z Centrum Przedsiębiorczości i Transferu Technologii Szkoły Głównej Handlowej uważa, że młodzież doskonale wie, skąd się biorą pieniądze, ale gdyby po tym pytaniu zadać kolejne: „Skąd ty bierzesz pieniądze?”, to już część nie mogłaby wyjść poza odpowiedź: „Otrzymuję od rodziców/rodziny i jeszcze nigdy w życiu ich nie zarobiłem”. – A jeżeli doświadczenie w zarządzaniu finansami ogranicza się wyłącznie do wydawania, to trudniej wyrobić sobie właściwe poczucie wartości pieniądza – podkreśla Majewski. – Trzeba jednak podkreślić, że część nastolatków ma doświadczenie w zarządzaniu finansami – nawet jeśli tylko ograniczone do dysponowania własnym kieszonkowym. Potrafią przez dłuższy czas oszczędzać jakąś część, żeby uzbierać na większy zakup – dodaje Majewski.

Zdaniem Majewskiego w grupie nastolatków znajdziemy wszystkie typy postaw wobec pieniądza opisywane w finansach behawioralnych i różne poziomy dojrzałości finansowej. A jako że ogólny poziom dojrzałości finansowej wszystkich Polaków jest niski, nastolatki nie są żadnym wyjątkiem. – Jedynym rozwiązaniem jest kształtowanie dojrzałości finansowej, kierowanej do konkretnej grupy wiekowej. Jednak nie do końca w taki sposób, w jaki jest przedstawiana w ramach przedmiotu podstawy przedsiębiorczości – wyjaśnia ekspert. – Jeszcze 10 lat temu można było obserwować pozytywny efekt wprowadzenia podstaw przedsiębiorczości do szkół ponadgimnazjalnych. Ale z czasem ranga przedmiotu spadła (nie udało się wprowadzić matury z przedsiębiorczości, zmniejszono liczbę godzin, przesunięto przedmiot w siatce nauczania do pierwszych klas, a to z kolei sprawiło, że nauczyciele przestali weń inwestować) – uważa Majewski. – Spadek jakości zajęć z przedsiębiorczości jest częściowo rekompensowany aktywnością edukacyjną innych podmiotów, ale nie rozwiązują one problemu.

Według dr Anny Hełki, psychologa biznesu z Uniwersytetu SWPS, w większości przypadków nastolatkowie mają podobną świadomość jak dorośli, jeśli chodzi o „pochodzenie” pieniędzy. Wiedzą, że można je zarobić, odziedziczyć, a także utrzymywać się z odsetek od kapitału czy też korzystnie inwestując. – Niestety wielu młodych ludzi nie potrafi regularnie oszczędzać. Wynika to zarówno z nieumiejętności odmawiania sobie natychmiastowych przyjemności, spełniania zachcianek w imię przyszłych korzyści, jak i z braku właściwej socjalizacji ekonomicznej. A dla niej bardzo cenne i ważne jest doświadczanie pracy, choćby dorywczej, w niewielkim wymiarze, ale jednak pracy zarobkowej. Nawet jeśli jest to np. odpłatna pomoc dla sąsiadów – podkreśla dr Hełka.

Maja, od kiedy pamięta, oszczędza kieszonkowe, które dostaje od rodziców. – Staram się uzbierać jakąś większą sumę, zanim wydam je na konkretną, potrzebną mi rzecz. Od czasu do czasu zdarza mi się zarobić coś samej – mówi Maja. Z kolei 18-letni Michał ze Staszowa o studiach i pracy myśli praktycznie cały czas. – Z jednej strony czekam na ten etap z niecierpliwością, z drugiej jednak przeraża mnie życie na swoim. Oczywiście bardzo pragnę zdobyć wymarzoną pracę, ale nikt nie powiedział, że na pewno ją dostanę, nawet jeżeli skończę prestiżowe studia.

Zabawy fakultatywne

 Na ustaloną przez MEN podstawę programową przedmiotu składają się: przedsiębiorczość indywidualna, funkcjonowanie rynku, instytucji finansowych, zabezpieczenia emerytalnego, finansów publicznych i osobistych, zachowania konsumenta, rynek pracy, planowanie własnej kariery. Uczeń ma wykorzystywać formy komunikacji werbalnej i niewerbalnej, podejmować decyzje i oceniać ich skutki, zarówno pozytywne, jak i negatywne. Wszystko to jednak w teorii. Ponieważ program nauki przedsiębiorczości uczy definicji zamiast praktyki.

Piotr Szumlewicz podkreśla, że dzieci nie powinny być instruowane, jak być dobrymi przedsiębiorcami. – Przecież część z nich zostanie nauczycielami, część pielęgniarkami, a jeszcze inni urzędnikami, taksówkarzami, górnikami czy listonoszami. Dlatego w szkole nie powinno być nauki, jak być dobrym przedsiębiorcą, tylko bardziej uniwersalna wiedza o prawie pracy czy relacjach między pracownikami i pracodawcami – podkreśla doradca OPZZ. – Przedsiębiorcy nie są ekspertami od ekonomii, podobnie jak seniorzy nie muszą być ekspertami od systemów emerytalnych. Dlatego nauczycielami przedmiotu powinny być osoby mające wiedzę odnośnie do zagadnień poruszanych na lekcjach – ekonomiści, politycy społeczni, historycy, matematycy itd. Eksperci OPZZ chętnie prowadziliby pilotażowe lekcje dotyczące rynku pracy czy polityki społecznej. Kluczowe jest tu natomiast przygotowanie podstaw programowych, które byłyby o wiele szersze niż te, które obecnie są w podstawach przedsiębiorczości czy wiedzy o społeczeństwie.

Michał Misztal z Akademickiego Inkubatora Przedsiębiorczości na Uczelni Łazarskiego przyznaje, że sam miał kiedyś zajęcia z przedsiębiorczości z człowiekiem, który był nauczycielem geografii i ukończył kurs nauczania przedmiotu. Tymczasem takie lekcje mają sens tylko wtedy, gdy są prowadzone przez praktyków. – Na początkowym etapie najważniejsze jest bowiem zaszczepienie wizji i pokazanie możliwości. Zajęcia, które prowadzimy, koncentrują się na pokazaniu pozytywnych przykładów ludzi, którym się udało, a zaczynali bardzo często w młodym wieku. Opowiadamy o tym, co trzeba zrobić, żeby znaleźć najlepszy dla siebie pomysł na biznes, wskazujemy najczęściej popełniane błędy i pokazujemy drogę, jaką trzeba przebyć, aby wypracować optymalny produkt. Wierzymy, że w ten sposób inspirujemy młodych do tego, by rozpoczęli własną przygodę z przedsiębiorczością.

18-letniego Michała inspirować nie trzeba. Jest bowiem przekonany, że dorośli wciąż podążają przetartymi szlakami, nie zważając na to, co się dzieje wokół, a mowa tu o wszechobecnym postępie i rozwoju technologicznym. – Naprawdę czasem rozmawiając z rodzicami znajomych czy też klientami, mam wrażenie, jakby czas się dla nich zatrzymał. W przedsiębiorczości też jest ten problem. Dzięki komputerom samo to pojęcie się zmieniło, a patrząc na niektórych, to wciąż ich strategie wyglądają jak taktyki dobrze prosperującego Pewexu w czasach komunizmu – podkreśla Michał.

Zdaniem specjalistów ds. ekonomii mała liczba zajęć i konieczność wyrobienia godzin w ramach etatu prowadzą do tego, że nauczyciele najczęściej uczą w wielu szkołach lub uzupełniają godziny pensum, ucząc innych przedmiotów (a w praktyce przedsiębiorczość traktują jako dopełnienie pensum). – Sama zmodyfikowana podstawa programowa daje szanse na prowadzenie bardzo dobrych zajęć z przedsiębiorczości (mamy doświadczenia współpracy z najlepszymi szkołami, między innymi zbierając doświadczenia najlepszych uczniów startujących w organizowanej przez SGH Olimpiadzie Przedsiębiorczości), ale też są szkoły, w których uczniowie przez większość lekcji wypełniają ręcznie PIT-y, formularze ZUS i wszelkie dokumenty związane z rejestracją działalności gospodarczej – przy czym działalność jest odgórnie wskazana przez nauczyciela – mówi Bartosz Majewski z SGH.

Od 2005 r. organizowana jest w corocznych edycjach w szkołach ponadpodstawowych Olimpiada Przedsiębiorczości, zaliczana do ogólnopolskich olimpiad przedmiotowych. Przygotowuje ją i prowadzi wspólnie pięć znanych wyższych uczelni ekonomicznych. Rokrocznie w Olimpiadzie Przedsiębiorczości bierze udział ponad 20 tys. uczniów z ponad tysiąca szkół z całej Polski. Najlepsi zdobywają bez egzaminów indeksy umożliwiające podjęcie studiów na uczelniach organizujących olimpiadę. 1 października ruszył nabór do XII edycji, której hasłem przewodnim jest „Przywództwo w biznesie”. – Organizujemy również olimpiadę z przedsiębiorczości dla gimnazjalistów, kafeterię przedsiębiorczości – z najnowszymi formami edukacji – czy też innowatorium przedsiębiorczości – doktoranci prowadzą zajęcia pobudzające przedsiębiorczość w małych miejscowościach. Jest też Akademia Młodego Ekonomisty – cykl zajęć z ekonomii, zarządzania i finansów dla gimnazjalistów – opowiada Majewski.

Nauczyciele przedsiębiorczości mogą przebierać w kilkudziesięciu projektach uatrakcyjniających przedmiot, jakiego nauczają, ale z braku czasu i godzin rzadko kiedy wykazują zainteresowanie. Tak jak Klubem Przedsiębiorczych Nauczycieli NBP IMPULS, który umożliwia zainteresowanym dostęp do bogatej bazy programów, materiałów i gotowych scenariuszy lekcyjnych z zakresu nauczania i ćwiczenia zagadnień związanych z przedsiębiorczością. Albo z iPrzedsiębiorczości – cyklu interaktywnych lekcji prezentujących podejmowane tematy w oryginalnym ujęciu. Na przykład „Świat finansjery według Terry’ego Pratchetta” – zajęcia dla uczniów szkół ponadgimnazjalnych. Satyryczna proza Terry’ego Pratchetta została w takiej lekcji skontrastowana z powagą funkcji instytucji bankowych i zagadnień finansowych. Oryginalnie i z pomysłem. Tyle że nauczycieli chętnych na podchwycenie pomysłu można policzyć na palcach jednej ręki. 

Młodzież doskonale wie, skąd się biorą pieniądze, ale gdyby za tym pytaniem zadać kolejne: „Skąd ty bierzesz pieniądze?”, to już część nie mogłaby wyjść poza odpowiedź: „Otrzymuję od rodziców i jeszcze nigdy w życiu ich nie zarobiłem”

Kup w kiosku lub w wersji cyfrowej