Krajowa produkcja oleju napędowego nie zaspokaja potrzeb, importujemy więc coraz więcej, głównie z Niemiec i Białorusi (47 proc. importu). Orlen chce wykorzystać koniunkturę: import z Białorusi to jeden z nowych priorytetów spółki.

- Szukamy partnerów w tym kraju. Mamy sygnały o chęci współpracy - przyznaje Jacek Krawiec, prezes Orlenu.

Koncern nie chce jednak dzielić się udziałami w rynku z innymi graczami.

- Na Białorusi jest nadpodaż diesla, chcemy to wykorzystać. Naszym celem będzie przejęcie tych kanałów importowych - zapowiada Sławomir Jędrzejczyk, wiceprezes PKN.

Zdaniem ekspertów byłoby to dobrym ruchem z punktu widzenia koncernu.

- Orlen chce wykorzystać lukę na rynku diesla. Zapewnienie dopływu tańszego oleju zabezpieczyłoby marże spółki - ocenia Maciej Janiec, niezależny analityk rynku.

Jak zaznacza, porozumienie z Białorusinami może być też sposobem na przygotowanie gruntu pod planowane inwestycje w tym kraju.

- To może być próba tworzenia przyczółku pod przyszłą działalność detaliczną, a w dalszej perspektywie zaangażowania kapitałowego w tamtejszej rafinerii - tłumaczy.

Zdaniem Marka Pietrzaka, prezesa Stowarzyszenia Niezależnych Operatorów Stacji Paliw, realizacja planów Orlenu odbędzie się jednak ze szkodą dla polskiego rynku, może osłabić bowiem konkurencję i wpłynąć na podniesie ceny paliw, zwłaszcza na wschodzie Polski. Na razie silna konkurencja sprawia, że różnice w cenach diesla w poszczególnych regionach Polski sięgają nawet kilkudziesięciu groszy na litrze.

- Gdy Orlen przejmie import, różnice te zostaną spłaszczone. Podobnie było, gdy Orlen kupił rafinerię w Możejkach. Wówczas paliwa sprowadzane z Litwy nie były już tak konkurencyjne - twierdzi Pietrzak. Ewentualnej podwyżki nie odczują wszyscy kierowcy.

- Duże sieci nie zaopatrują się w paliwo importowane z Białorusi. Diesel taki kupują małe, prywatne stacje, głównie z północno-wschodniej Polski i to jedynie ich klienci mogą się obawiać - wyjaśnia Maciej Janiec.

Na planach Orlenu mogą stracić jednak również drobni importerzy, którzy zostaną wyrugowani z rynku. Według analityka ich znaczenie dla dostaw do Polski jest jednak niewielkie.