Towarzystwa coraz częściej dodają do polis OC komunikacyjnego również opcję holowania poszkodowanego w wypadku. Przy czym starają się wprowadzać w warunkach takiego ubezpieczenia limity i ograniczenia kosztów takiej pomocy. Starają się więc wprowadzić górną granicę kosztów takiej usługi w wysokości 400-600 zł lub ograniczenia dotyczące miejsca holowania. Zapisują na przykład, że odholują samochód poszkodowanego, ale tylko do najbliższego warsztatu lub parkingu.

Większe prawa poszkodowanych

Poszkodowani nie muszą jednak za bardzo przejmować się tymi ograniczeniami. W praktyce towarzystwo, które wystawiło sprawcy ubezpieczenie OC komunikacyjnego, jest zobowiązane pokryć bowiem wszelkie szkody związane z wypadkiem, których nie poniósłby, gdyby nie stłuczka. A do takich niewątpliwie będą zaliczone dodatkowe koszty holowania samochodu.

Ubezpieczyciel musi zwracać je do wysokości rzeczywiście poniesionych kosztów. Oczywiście nie jest tak, że ubezpieczyciel zapłaci za holowanie auta warszawiaka, który miał stłuczkę w stolicy, np. do Białegostoku. Ale też z drugiej strony wymagania towarzystw, żeby holować auto tylko do najbliższego warsztatu czy parkingu, nie mają uzasadnienia. Może to generować dla poszkodowanego dodatkowe koszty związane np. z koniecznością wynajęcia drugiego holownika i przewiezienia samochodu do warsztatu bliżej miejsca zamieszkania. Zgodnie z prawem takie koszty towarzystwo powinno również pokryć.

W interesie towarzystwa

Skąd taka skłonność (mimo pewnych ograniczeń) do oferowania usług pomocy poszkodowanym? Jeśli towarzystwo pozwoli, żeby poszkodowanego odholował samochód niewspółpracujący z nim, to koszty będą z pewnością dużo wyższe niż usługa holownika, który ma umowę o współpracy. Dlatego woli wysłać na miejsce swojego przedstawiciela. Nie jest to bez znaczenia, bo w ten sposób towarzystwa ograniczają możliwość wyłudzeń. Jeśli sprawca wypadku nie wezwie na miejsce operatora holownika, będzie to dla ubezpieczyciela pierwszy sygnał, że może mieć do czynienia np. z fikcyjnym wypadkiem.

W ten sposób ogranicza nie tylko swoje koszty i usuwa ryzyko sporu z poszkodowanym, dotyczącego kosztów usługi. Towarzystwa bardzo często kwestionują bowiem wysokość przedstawionych przez klienta faktur (o których odebraniu od holownika trzeba pamiętać), argumentując, że można znaleźć tańszego usługodawcę. Nie uwzględniają tego, że klient bezpośrednio po wypadku nie ma głowy do tego, żeby robić konkurs ofert na najtańszą usługę i bierze tego, który pierwszy przyjedzie.

W ramach pakietów poszkodowani mogą też liczyć na usprawnienie pojazdu po wypadku na miejscu. To też bonus, który jest korzystny dla towarzystwa. Na przykład po stłuczce holownik może np. odgiąć zagięte nadkole i umożliwić tym samym samodzielną podróż. To również znakomicie ogranicza koszty. Jeśli poszkodowany musiałby być odholowany, z pewnością byłyby one większe.

ZE STRONY PRAWA

Również sprawca wypadku może liczyć na pokrycie pewnych kosztów poniesionych w związku z wypadkiem. Prawo przewiduje, że w granicach sumy gwarancyjnej OC komunikacyjnego zakład ubezpieczeń jest obowiązany zwrócić ubezpieczającemu, uzasadnione okolicznościami zdarzenia, koszty poniesione w celu zapobieżenia zwiększeniu szkody. W tym przypadku zwykle będą to stosunkowo drobne wydatki np. na zużytą do gaszenia drugiego auta gaśnicę.

400-600 złotych

wynoszą zwykle limity na koszty holowania w polisach assistance. Mogą mieć one zastosowanie tylko do posiadaczy polis, bo osoby poszkodowane muszą mieć refundowane pełne koszty

Podstawa prawna

Art. 15 ustawy o ubezpieczeniach obowiązkowych z 22 maja 2003 r. (Dz.U. nr 124, poz. 1152).