ANALIZA

Prasowe doniesienia o możliwości przejęcia przez Gazprom sieci stacji benzynowych koncernu BP w Polsce potwierdzają krążące wcześniej w branży plotki o zainteresowaniu Rosjan stacjami paliw. Pod koniec 2006 roku, wkrótce po przejęciu przez Łukoil należących do Conocno Philips stacji Jet, na rynku pojawiły się informacje o możliwości wymiany polskich aktywów BP na udziały w złożach ropy w Rosji. Teraz, gdy informacje te zaczynają się uwiarygodniać, warto zastanowić się, jaki może być efekt przejęcia przez Gazprom sieci ponad 300 stacji BP.

Zdaniem ekspertów, wejście kolejnego rosyjskiego koncernu na polski rynek będzie związane z pojawieniem się nowej marki - prawdopodobnie GazpromNieftu, dawniej Sibnieft. Trudno bowiem przypuszczać, żeby poza okresem przejściowym koncern BP zgodził się na używanie jego logo. Z drugiej strony sam Gazprom zapewne będzie chciał budować swoją markę.

- W pierwszym okresie po zmianie logo kierowcy mogą zyskać, gdyż Gazprom będzie musiał ich do siebie przekonać. Przejęte stacje będą więc prawdopodobnie tańsze niż należące obecnie do wyższego segmentu placówki BP - mówi Urszula Cieślak z monitorującego rynek paliw biura Reflex. W tym okresie na rynku może dojść do rywalizacji dwóch rosyjskich koncernów - Gazpromu i Łukoila.

- Można przypuszczać, że docelowo Łukoil też będzie chciał zwiększyć liczbę stacji do 200-300 placówek, prawdopodobnie przejmując niezależne stacje prywatne - dodaje.

Obecnie Łukoil ma ok. 110 placówek.

Zdaniem Andrzeja Szcześniaka, niezależnego eksperta rynku paliw, bardzo złym objawem jest to, że z polskiego rynku znikają wysokiej jakości marki, jak JET, Esso czy ewentualnie BP.

- W ich miejsce pojawiają się takie, które nie mają długiej tradycji i raczej nie będą ciągnęły w górę polskiego rynku pod względem standardu - ocenia Andrzej Szcześniak. Podkreśla, że z przeprowadzonych kilka lat temu badań wynika, iż jeżeli na rynku konkuruje ze sobą kilka dużych i dobrych firm, to jakość usług jest znacząco wyższa. Ekspert wątpi też, aby w dłuższym okresie rosyjskie firmy, kontrolowane przecież przez władze w Moskwie, silnie ze sobą konkurowały.

- Rosyjskie firmy najczęściej współpracują za granicą, np. tworząc wspólne joint venture. Nie wiem, czy byłoby to możliwe w Polsce ze względu na przepisy antymonopolowe, ale Łukoil i GazpromNieft agresywnie by ze sobą nie walczyły - mówi Andrzej Szcześniak.

Po ewentualnym wyjściu BP, na polskim rynku pozostałyby tylko dwa duże koncerny zachodnie Shell i Statoil.

Eksperci nie mają wątpliwości, że niepotwierdzone doniesienia wkrótce mogą się ziścić.

- Dla dużych koncernów paliwowych, takich jak BP, najbardziej wartościowymi aktywami są udokumentowane zasoby ropy w złożach, gdyż to jest podstawą wyceny firmy. Dlatego firmy te przesuwają się w kierunku wydobycia. Tu jest okazja, żeby na stałe wejść w złoża rosyjskie, w zamian za aktywa mało dochodowe - ocenia Andrzej Szcześniak.

334 stacje ma w Polsce sieć BP

KRZYSZTOF GRAD

krzysztof.grad@infor.pl