Od czasu zauważalnych dla zachodnich gospodarek skutków kryzysu finansowego, także dla Polski skorygowano w dół prognozy wzrostu gospodarczego. Pamiętajmy jednak o dwóch fundamentalnych sprawach. Po pierwsze, w Polsce nie mamy do czynienia z recesją, a jedynie spowolnieniem. Po wtóre, to nie kryzys finansowy jest bezpośrednim powodem spowolnienia naszej gospodarki. Już w I kwartale wiadomo było, że wysoka dynamika wzrostu gospodarczego nie jest do utrzymania. Głównym hamulcem były rosnące koszty w gospodarce, zwłaszcza cena pracy i surowców, które zbliżyły się do poziomów, których ciężar, przestał być akceptowany przez przedsiębiorców. Rosnąca inflacja wymusiła na banku centralnym podwyżki stóp, które wygasiły presję inflacyjną, ale także schłodziły realną gospodarkę. Dodatkowo umacniający się od kilku lat złoty stał się bardzo poważnym problemem eksporterów. Jednocześnie obserwujemy osłabienie popytu krajowych konsumentów. Spożycie gospodarstw domowych słabnie, gdyż rynek pracy zbliżył się do punktu zwrotnego, a jednocześnie kryzys finansowy utrudnił i podrożył kredyty. Ograniczenie dostępu do pieniądza jest też bardzo uciążliwe dla firm. Już za chwilę będziemy obserwować tego konsekwencje dla gospodarki w postaci niższych inwestycji oraz nieco słabszej konsumpcji.

Dwa podstawowe wskaźniki sfery realnej tracą dynamikę. Produkcja przemysłowa wzrosła we wrześniu o 7 proc. wobec spadku o 3,8 proc. w sierpniu. Podobnie sprzedaż detaliczna wzrosła o 11,6 proc. wobec 7,7 proc. w sierpniu. Poprawa wynikała głównie z większej liczby dni roboczych niż w analogicznym okresie 2007 roku. Cykl danych świadczących o sile gospodarki zmierza ku końcowi.

Zrewidowane w dół prognozy wzrostuuwzględniają już te negatywne tendencje. Według KE tempo wzrostu w Polsce wyniesie w 2009 roku 3,8 proc. wobec prognozowanych 5 proc. Jedne z bardziej pesymistycznych prognoz przedstawił NBP, który szacuje, że w 2009 roku polski PKB wzrośnie o około 2,8 proc. Z kolei optymistyczne prognozy utrzymuje resort finansów, który w ustawie budżetowej przyjmuje wzrost na poziomie 4,8 proc. Konsensus rynkowy oscyluje wokół 3 proc. dla całego 2009 roku. Podobny konsensus zakłada powrót na ścieżkę rosnącej dynamiki gospodarki (powyżej 4 proc.) już w 2010 roku.