statystyki

Ochrona przed wrogim przejęciem: KGHM i Grupa Azoty na liście to dopiero początek

autor: Patryk Słowik11.05.2016, 07:26; Aktualizacja: 11.05.2016, 11:25

Wszystkie spółki istotne z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa powinny podlegać szczególnej ochronie przed wrogim przejęciem – twierdzą politycy PiS. Co to oznacza? Ano tyle, że wskazanie dwóch gigantów, którzy już za chwilę znajdą się pod czujnym okiem ministra skarbu, to jedynie pierwszy krok. Lada moment pod ochronę państwa powinny trafić następne.

Reklama


Przypomnijmy: kilka dni temu resort skarbu opublikował projekt rozporządzenia, zgodnie z którym zostanie rozciągnięty państwowy parasol ochronny nad Grupą Azoty oraz KGHM Polska Miedź. Na czym on będzie polegał? Zgodnie z ustawą o kontroli niektórych inwestycji (Dz.U. z 2015 r. poz. 1272) bez zgody ministra nabywca walorów w spółce objętej państwową ochroną nie będzie mógł ani wykonywać z nich prawa głosu, ani realizować innych uprawnień. Jedyne, co może zrobić, to zbyć udziały albo akcje. Mówiąc najprościej: każde nabycie większego pakietu walorów będzie musiało zostać zaakceptowane przez ministra. Ma to uchronić kluczowe z punktu widzenia państwa spółki przed wrogim przejęciem, np. przez Rosjan. Tego typu próby dotyczyły już i Azotów, i KGHM. Ustawowym warunkiem objęcia ochroną jest jednak to, aby dana spółka została wpisana na specjalną listę w rozporządzeniu. I właśnie te dwa giganty w najbliższym czasie na nią trafią.

– To początek. Potrzebne jest to, aby na liście znalazło się znacznie więcej podmiotów, w tym chociażby Orlen czy Lotos. Musimy się bronić przed wrogimi przejęciami – mówi Andrzej Jaworski (PiS), przewodniczący sejmowej komisji finansów publicznych. Jego zdaniem rząd musi mieć zapewniony realny wpływ na strategiczne dla Polski sektory. – Nie możemy ich oddać zagranicznym, prywatnym podmiotom – twierdzi poseł.

Z naszych informacji wynika, że mimo iż rozporządzenie obejmujące ochroną dwie spółki nie weszło jeszcze w życie, to trwają już prace nad tym, by parasol rozciągnąć na kolejne.

Profesor Tomasz Siemiątkowski, partner w kancelarii Głuchowski Siemiątkowski Zwara oraz jeden z twórców koncepcji ustawy o kontroli niektórych inwestycji, twierdzi jednak, że należy jak najszybciej zaprzestać analizy, które spółki powinny znaleźć się na liście, i znowelizować samą ustawę.


Pozostało jeszcze 51% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję
Więcej na ten temat

Reklama


Artykuły powiązane

Polecane

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Polecane

Reklama