Miesięczny obrót nawet powyżej 10 tys. zł, ale kosztem sporej inwestycji i 10 godzin dziennie za kierownicą - z takimi opiniami spotkaliśmy się najczęściej, zbierając materiał do tego tekstu.

- Taksówkarz to w naszej rodzinie zawód rodzinny - mówi Andrzej Krauze z warszawskiej korporacji Extra Taxi.

- Ojciec jeździł, więc i ja jeżdżę. Do tej pracy namawiam też mojego syna, ale on ma jeszcze trochę czasu na podjęcie decyzji.

Pan Andrzej, inaczej niż przeciętny taksówkarz narzekający na swój zwód, bardzo sobie chwali możliwość zarabiania na chleb za kierownicą samochodu.

- Jeżdżę wtedy, kiedy chcę. Nie jestem śpiochem, więc zaczynam nawet o 5 rano, ale jazda wtedy to same plusy, przede wszystkim nie ma korków - mówi Krauze. Na jakie zarobki może liczyć początkujący taksówkarz?

- Jest różnie, ale miesięczną normą jest obrót nawet powyżej 10 tys. zł. Po wszystkich opłatach, zostaje tyle, ile mi potrzeba. Według danych Miejskiego Przedsiębiorstwa Taksówkowego jeden kurs wart jest średnio 35-40 zł.

- Tylko od kierowcy zależy, ile będzie jeździł. Im więcej, tym większy zarobek - mówi Kinga Zielińska z MPT.

Żaden taksówkarz nie wie jednak, ile w danym miesiącu zarobi. Tym bardziej że w wielu miastach maksymalne ceny za usługę ustala samorząd. I tak w Warszawie rada miasta ustaliła, że za 1 km jazdy dziennej cena nie może przekroczyć 3 zł. Z największych miast ceny uwolnił na razie tylko Kraków.

Rynek usług w stolicy szacowany jest na 0,5 mld zł rocznie. A licencjonowanych taksówkarzy jest ok. 8 tys.

Kręta droga po licencję

Aby zostać taksówkarzem, nie wystarczą dobre chęci i samochód. Wciąż najważniejsza jest licencja, którą zdobywa się na odpowiednich płatnych kursach organizowanych przez urzędy miejskie i powiatowe (kilkaset złotych, w zależności od miasta i szkoły). Licencja wydawana jest przez urzędy miejskie lub urzędy powiatowe. Koszt wydania dokumentu to nawet 900 zł, w zależności od czasu, na jaki jest wydawana. Wcześniej trzeba jeszcze zdać egzamin (koszt do 500 zł) obejmujący m.in. znajomość topografii miasta, przepisów o transporcie i ruchu drogowym, prawie miejscowym, prawie pracy, przepisach BHP.

Z licencjami bywają niestety kłopoty, bo np. większość miast, działając pod wpływem lobby taksówkarzy, blokuje wydawanie nowych, wprowadzając roczne limity ilościowe. Dlatego uzyskanie licencji jest niezwykle trudne. W stolicy na dokument czeka około 200 chętnych. W Łodzi ta liczba dwukrotnie przewyższa liczbę dostępnych licencji.

Pod tym względem szykuje się rewolucja. Propozycje zmiany w ustawie o transporcie drogowym zakładają, że gminy nie będą już decydowały, ile w danym roku udzieli licencji na taksówki.

- To krok w dobrym kierunku - ocenia Andrzej Sadowski z Centrum im. Adma Smitha.

Licencjonowani taksówkarze bronią się przed nową konkurencją. Obawiają sie, że uwolnienie rynku popsuje rynek, a nowe firmy przewozowe zabiorą im klientów. Już teraz liczba aut świadczących usługi przewozowe (taką formę dopuszcza ustawa o transporcie drogowym) rośnie w dużym tempie. Według różnych szacunków po Warszawie jeździ już nawet 2 tys. takich samochodów. Są bardzo podobne do taksówek, ale nie mają charakterystycznych numerów bocznych w barwach żółto-czerwonych, herbu miasta, hologramu na szybie.

Liczba nielicencjonowanych przewoźników szybko wzrasta, bo rynek jest bardzo chłonny, zapotrzebowanie na taksówki nie maleje, a liczba licencji jest ograniczona.

Taksówkarze nie chcą zrównania, chcą zlikwidowania tego procederu, ale i zwiększenia limitów licencji, tak by więcej chętnych mogło zostać taksówkarzami. - Przewóz osób nie gwarantuje dobrej jakości usług. Tamtejsi kierowcy często nie znają nawet miasta, bo nie muszą zdawać egzaminu z topografii i jeżdżą na licencji właściciela firmy - mówi Andrzej Krauze.

Projekt ustawy zrównujący taksówki z przewozem osób trafił właśnie do Sejmu. Kiedy wejdzie w życie i w jakiej postaci, nie wiadomo.

Na razie jednak obowiązuje stare prawo. Zgodnie z ustawą o transporcie drogowym z 2001 roku wykonywanie transportu drogowego taksówką może podjąć osoba, która ukończyła 21 lat, ma prawo jazdy kategorii B oraz przedstawi zaświadczenie lekarskie stwierdzające brak przeciwwskazań zdrowotnych do pracy w charakterze kierowcy. Listę potrzebnych druków i zaświadczeń publikujemy w ramce poniżej.

Samotnie czy w korporacji

Gdy upragniona licencja trafi już do kieszeni kierowcy, staje się on pełnoprawnym taksówkarzem. Potrzebuje oczywiście narzędzia pracy, czyli samochodu. Można sprawić sobie nowe, kupując je w salonie (ostatnio fabryczne wozy staniały nawet o 10 proc.) albo kupić samochód używany. To najczęściej wybierana opcja. Najchętniej kupowane są auta z silnikami Diesla. Wielu wybiera też silniki benzynowe, a potem montuje instalację gazową. Za litr oleju napędowego, mimo gigantycznych spadków cen ropy, na stacji benzynowej wciąż musimy zapłacić ok. 4 zł za litr. Benzyna jest o kilkanaście groszy droższa. Tymczasem litr gazu LPG to wydatek rzędu 2,3 gr za litr.

Kolejny krok to zainstalowanie taksometru oraz kasy fiskalnej. Przeznaczyć trzeba na to ok. 2 tys. zł. Oba urządzenia muszą mieć homologację. Taksówkarze muszą też zarejestrować własną działalność gospodarczą.

Obok decyzji o zakupie auta, równie ważny jest wybór dalszej formy pracy: samodzielna czy też w korporacji. Praca na własną rękę zmusza taksówkarza do samotnego poszukiwania klientów. Można zdobyć kilku stałych zleceniodawców, można też cierpliwie czekać na postoju. Ulubione miejsca wszystkich taksówkarzy to dworce, okolice lotnisk, lokalizacje atrakcyjne turystycznie.

Drugą opcją prowadzenia działalności taksówkowej może być przyłączenie się do korporacji. Wówczas płaci się miesięczny ryczałt za przynależność oraz przekazane zlecenia. Dla przykładu, warszawskie MPT pobiera od kierowców 570 zł opłaty za przynależność do sieci oraz 90 groszy za każde zlecenie. Podobne rozwiązania stosuje wiele korporacji. Po zapłaceniu ZUS, podatków oraz kosztów utrzymania samochodu, reszta zarobków z kursów trafia już wyłącznie do kieszeni taksówkarza.

Dobre perspektywy

Czy warto więc zostawać taksówkarzem? Mimo rosnącej konkurencji ze strony nielicencjonowanych przewoźników, perspektywy są dobre. Według nieoficjalnych szacunków tylko rynek warszawski wart jest już 1 mld zł rocznie i stale będzie rosnąć. Tylko warszawskie MPT wozi około 250 tys. pasażerów miesięcznie. Wszystko z powodu szybkiego rozwoju gospodarczego kraju i wzrostu zamożności Polaków, co powoduje wzrost zapotrzebowania na usługi taksówkowe.

- Będzie coraz więcej chętnych do jeżdżenia taksówkami - przyznaje Paweł Biedrzycki, prezes korporacji Super Taxi.

JAKIE DOKUMENTY

Licencji na przewozy drogowe taksówką udziela się na pisemny wniosek przedsiębiorcy.

Wniosek powinien zawierać:

• oznaczenie przedsiębiorcy, jego siedzibę i adres;

• numer w rejestrze przedsiębiorców albo w ewidencji działalności gospodarczej;

• określenie rodzaju i zakresu, a w krajowym transporcie drogowym taksówką - także obszaru;

• rodzaj i liczbę pojazdów samochodowych, którymi dysponuje przedsiębiorca ubiegający się o udzielenie licencji,

• czas, na jaki licencja ma być udzielona.

Do wniosku o udzielenie licencji należy dołączyć:

• odpis z rejestru przedsiębiorców albo z ewidencji działalności gospodarczej;

• kserokopię zaświadczenia o nadaniu numeru identyfikacji statystycznej (REGON);

• kserokopię zaświadczenia o nadaniu numeru identyfikacji podatkowej (NIP);

• zaświadczenie z rejestru skazanych stwierdzające niekaralność oraz oświadczenie o zamiarze zatrudnienia kierowców spełniających warunki co do kwalifikacji i niekaralności;

• wykaz pojazdów samochodowych wraz z kserokopiami krajowych dokumentów dopuszczających pojazd do ruchu, a w przypadku gdy przedsiębiorca nie jest właścicielem tych pojazdów - również dokument potwierdzający prawo do dysponowania nimi.

OPINIA

PAWEŁ BIEDRZYCKI

prezes Super Taxi

Pracy dla taksówkarzy w najbliższych latach nie zabraknie. Największe korporacje już teraz zrzeszają nawet powyżej tysiąca kierowców. Nie ma co prawda szacunków, ilu nowych kierowców potrzeba, ale to, że rynek rośnie, wiemy z doświadczenia. Problemem są usługi świadczone przez kierowców podszywających się pod taksówki. Tzw. przewóz osób jest korzystny dla klientów tylko na krótką metę. Być może czasami zapłacą oni mniejszą stawkę za przejechanie 1 kilometra, ale nikt nie zagwarantuje im wysokiej jakości usług i bezpieczeństwa. Przepisy nowej ustawy powinny regulować wszystkie te czynniki, jak np. obowiązkowe przeglądy techniczne samochodów. Obecnie zwykli przewoźnicy nie muszą też korzystać z zalegalizowanych taksometrów, które są zintegrowane z kasami fiskalnymi. Daje to ogromne pole do nadużyć, np. wykazywania mniejszych obrotów niż w rzeczywistości. W rezultacie do kasy państwa trafia mniej podatków, traci też ZUS. W efekcie osoby, które mogłyby otrzymać licencję na taksówkę, wolą jeździć jako przewóz osób.