Dodał, że wzrost PKB w 2009 r. zamknie się w granicach 3,5 - 4 proc.

We wtorek Rada Ministrów przyjęła mapę drogową wejścia Polski do strefy euro. Jak podało we wtorkowym komunikacie Centrum Informacyjne Rządu, intencją rządu jest, aby w 2011 r. Polska spełniała nominalne kryteria konwergencji. Pozwoli to, po wydaniu przez Komisję Europejską pozytywnej opinii dotyczącej wejścia Polski do strefy euro i uchyleniu derogacji przez Radę ECOFIN, na przyjęcie przez nasz kraj wspólnej waluty europejskiej 1 stycznia 2012 r.

We wtorek odbyło się również posiedzenie Rady Gabinetowej. Premier Donald Tusk mówił po posiedzeniu, że udało się przekonać prezydenta Lecha Kaczyńskiego do cieplejszej oceny wejścia Polski do strefy euro.

Petru wyjaśnił, że prezydent powinien zadeklarować, iż zgadza się na zmianę konstytucji, co jest niezbędne w procesie wejścia do strefy euro. Dodał, że premier Donald Tusk chce "niedługo" konstytucję zmieniać i dlatego tak ważne jest pozytywne stanowisko prezydenta.

Ekonomista powiedział, że jednoznaczna deklaracja polskiego rządu w sprawie wejścia do strefy euro już wpłynęła na umocnienie złotego.

"Większość uczestników rynku byłaby zaskoczona, gdyby w dobie kryzysu ktokolwiek był przeciwny wchodzeniu do strefy euro" - podkreślił.

Jego zdaniem wzrost PKB w 2009 r. zamknie się w granicach 3,5 - 4 proc., a nie jak obecnie zakłada rząd 4,8 proc.

Petru zaznaczył, że przyjęcie mapy drogowej (dochodzenia do euro) było konieczne, ale za pół roku sytuacja na rynkach finansowych może być tak samo zmienna oraz niepewna jak obecnie i terminy zawarte w mapie trzeba będzie przesunąć.

Zdaniem ekonomisty, ministerstwo finansów powinno też zrewidować dynamikę wzrostu PKB w 2009 r., ale pod koniec listopada br., kiedy będzie więcej wiadomo o skali spowolnienia gospodarczego w USA i znane będą polskie wyniki gospodarcze za październik. "Ostatnie dane, jakimi dysponujemy w Polsce, dotyczą września, kiedy jeszcze sytuacja była spokojna" - powiedział.

Jego zdaniem wzrost PKB w 2009 r. zamknie się w granicach 3,5 - 4 proc., a nie jak obecnie zakłada rząd 4,8 proc.