W rozmowie z dziennikarzami premier podkreślił, że ma dobre wrażenie, jeśli chodzi o osobiste zaangażowanie przewodniczącego Barroso.

"Szukamy rozwiązań, (...) które zagwarantują maksimum możliwości w Szczecinie i Gdyni na kontynuowanie działalności stoczniowej. Tak aby i w Szczecinie i w Gdyni, po zakończeniu tego przedsięwzięcia prywatyzacyjnego, mogli z czystym sumieniem powiedzieć, że zrobiliśmy wszystko - i skutecznie, że w przyszłości także będą tam budowane statki" - mówił szef rządu.

O Stoczni Gdańskiej powiedział, że ta ma prywatnego właściciela, dlatego nie jest przedmiotem bezpośrednich negocjacji między polskim rządem a Komisją.

"Jeśli chodzi o Gdańsk, to komisja jest mniej krwiożercza, tak bym to powiedział i chyba tam ten scenariusz jest prostszy" - ocenił Tusk.

Nie wchodząc w szczegóły Tusk mówił, że będziemy szukali takich wzorów również z innych krajów europejskich, które w innych branżach miały podobne problemy, a przy pomocy KE i zaangażowaniu samego przewodniczącego Barroso z tych problemów wyszły.

"Ten optymizm od samego początku w przypadku stoczni nie jest zbyt duży i powiedziałbym, dość skomplikowany, ale krok po kroku te rozwiązania stają się coraz bardziej realistyczne" - mówił szef rządu.

Decyzja KE spodziewana jest jeszcze w październiku

"Czasu jest coraz mniej, to fakt. Dlatego umówiliśmy się z przewodniczącym Barroso, że to już musi być w ciągu kilku tygodni albo w te, albo we w te" - zapowiedział premier.

Jeśli KE nie zaakceptuje przesłanych przez polski rząd 12 września planów restrukturyzacyjnych stoczni, zakłady będą musiały zwrócić pomoc publiczną, którą otrzymały po przystąpieniu Polski do UE, co może oznaczać ich bankructwo. Decyzja KE spodziewana jest jeszcze w październiku.

Źródła rządowe informują, że jeśli KE zdecyduje się odrzucić plany prywatyzacyjne dla polskich stoczni, to Polska może zdecydować się "upolitycznić" sprawę stoczni i podnieść ją na którymś z kolejnych szczytów.

Źródła te podkreślają też, że w sytuacji, kiedy inne kraje członkowskie "wpompowują" miliardy w ratowanie banków przed bankructwem, nie powinny oponować przeciwko pomocy jakiej Polska chce udzielić stoczniom.