Dotychczas w Polsce likwidowało się kopalnie, a nie inwestowało w ich rozwój. Obecna sytuacja na rynku energetycznym nakazuje z szacunkiem podchodzić do paliwa, jakim jest węgiel. Trzeba inwestować w kopalnie, bo inaczej wydobycie będzie się gwałtownie kurczyć. A problemów będzie coraz więcej, bo kopalnie się starzeją, trzeba schodzić coraz głębiej z wydobyciem, co z kolei wiąże się ze wzrostem zagrożeń naturalnych.

- Albo trzeba sięgnąć po środki z giełdy, albo prywatyzować spółki węglowe poprzez inwestorów strategicznych. Jednak trzeba pamiętać, że czasy się zmieniają, a górnicze związki pozostały takie same. Jeżeli nie będzie środków na inwestycje, to nie uda się utrzymać miejsc pracy w górnictwie. Myślę, że załogi górnicze to rozumieją - mówi Jerzy Markowski, były wiceminister gospodarki.

Akceptacja pracowników

Prezesa Górniczej Izby Przemysłowo-Handlowej (GIPH) Janusza Olszowskiego niepokoi fakt, iż nie są podejmowane decyzje odnośnie do prywatyzacji spółek węglowych.

- Jak tak dalej pójdzie, to my przegadamy tę prywatyzację. O prywatyzacji mówi się od lat i nic. Potrzebne są decyzje natury politycznej, by tę prywatyzację przyspieszyć. Przecież Jastrzębska Spółka Węglowa czy kopalnia Bogdanka już od dwóch lat powinny być na giełdzie - mówi Janusz Olszowski.

Jego zdaniem Katowicki Holding Węglowy (KHW) zmierza w dobrym kierunku. Ale w jego przypadku też potrzebny jest pewien impuls, by całej sprawy nie przespać.

- Należy pamiętać, że decydujący głos w kwestii prywatyzacji ma właściciel, mają politycy - podkreśla Janusz Olszowski.

W Katowickim Holdingu Węglowym zarząd nie krył radości 27 listopada 2007 r. Wówczas to 52 proc. załogi KHW opowiedziało się za prywatyzacją poprzez giełdę, natomiast 48 proc. było przeciw. Warto tu przypomnieć o bardzo wysokiej frekwencji - głosowało prawie 100 proc. osób obecnych w pracy, czyli ponad 16 tysięcy osób.

- Okazało się, że jest akceptacja na upublicznienie spółki. To bowiem upublicznienie, a nie prywatyzacja. Ta decyzja jest ważna szczególnie dla młodych pracowników, którzy mają przed sobą kilkanaście lat pracy. Upublicznienie spółki stworzy bowiem warunki dla rozwoju firmy w przyszłości - mówi Stanisław Gajos, prezes zarządu Katowickiego Holdingu Węglowego.

Debiut giełdowy KHW miałby nastąpić w 2009 roku. Holding chce pozyskać z rynku minimum 600 mln zł. Zamierza się zaangażować w projekt energetyczny. Chodzi o sięgnięcie po złoża byłej kopalni Niwka-Modrzejów i wybudowanie wraz z partnerem nowej elektrowni w sąsiedztwie byłej sosnowieckiej kopalni. Wiadomo, że jest wielu chętnych na realizację tego projektu wraz z Katowickim Holdingiem Węglowym.

Skarb Państwa ma zachować kontrolę nad kopalniami, utrzymując ponad 50-procentowy udział w kapitale spółek. Kilkanaście procent akcji ma trafić do pracowników.

Tyle że KHW ma duże problemy, spadło wydobycie, a holding - jak twierdzą jego pracownicy - po siedmiu miesiącach 2008 roku wygenerował 10 mln zł strat. Ponadto sytuacja na rynku kapitałowym nie sprzyja wprowadzaniu nowych firm na parkiet. A brak wyasygnowania środków z budżetu na inwestycje początkowe jest czytelnym znakiem dla potencjalnych nabywców akcji firm górniczych. Widzą oni, że państwu nie zależy na górnictwie.

- Wprowadzanie KHW na giełdę w obecnej sytuacji byłoby nonsensem. Tym bardziej że nie załatwiono kwestii dotyczących pakietu pracowniczego. A bez tego o tej prywatyzacji można będzie zapomnieć - mówi Dominik Kolorz, szef górniczej Solidarności.

W pierwszym kwartale 2009 r. na warszawskim parkiecie ma się też znaleźć kopalnia Bogdanka. Zamierza ona pozyskać z giełdy 300-600 mln zł. Bogdanka chce w ciągu trzech lat uruchomić pole wydobywcze Stefanów II. Dzięki temu produkcja węgla wzrosłaby dwukrotnie. W Bogdance oceniają, że ta inwestycja pochłonie ok. 0,8-1 mld zł.

Grupa węglowo-koksowa

Komplikuje się natomiast sprawa debiutu giełdowego Jastrzębskiej Spółki Węglowej (JSW), która produkuje poszukiwany na rynku węgiel koksowy. Od lat obowiązywały plany debiutu giełdowego całej grupy węglowo-koksowej zbudowanej na bazie Jastrzębskiej Spółki Węglowej. Do JSW miały zostać dołączone koksownie z Wałbrzycha i Zabrza (w grupie JSW są już m.in. koksownia Przyjaźń i Polski Koks). Spółka dodatkowo zyskałaby wówczas na konkurencyjności.

- Gdyby ostatecznie nie dołączono koksowni z Zabrza i Wałbrzycha do JSW, byłoby to działanie z kategorii sabotażu gospodarczego. Sytuacja z włączaniem obu tych koksowni do JSW jest przykładem nieudolności administracji. Zarówno ekonomiści, jak i nawet przedstawiciele związków zawodowych od lat są pozytywnie nastawieni do zamysłu włączenia koksowni z Zabrza i Wałbrzycha do Jastrzębskiej Spółki Węglowej i tym samym utworzenia poważnej grupy węglowo-koksowej.

- Nie widzę tu żadnych, ale to żadnych przeciwwskazań - ocenia Janusz Steinhoff, były wicepremier i minister gospodarki.

Zdanie Janusza Steinhoffa podzielają przedstawiciele przedsiębiorstw górniczych, a także związkowcy. Nie można jednak zapominać o oporze zarządu koksowni z Wałbrzycha, która nie chce utracić samodzielności.

-Oczywiście, że każdy chciałby być samodzielny. Ale racjonalność nakazuje włączenie koksowni z Wałbrzycha i Zabrza do Jastrzębskiej Spółki Węglowej. Tak, aby na bazie obu tych koksowni, Jastrzębskiej Spółki Węglowej oraz koksowni Przyjaźń, powstała konkurencyjna grupa węglowo-koksowa. ArcelorMittal Poland ma największą w Polsce koksownię, czyli Zakłady Koksownicze Zdzieszowice, a poza tym ma koksownię w Krakowie, przy dawnej Hucie im. Sendzimira. Tym bardziej należałoby do JSW dołączyć koksownie z Wałbrzycha i Zabrza. Patrząc pod kątem przyszłości całej polskiej gospodarki - utworzenie grupy węglowo-koksowej na bazie Jastrzębskiej Spółki Węglowej wydaje się całkowicie uzasadnione - przyznaje Janusz Steinhoff.

W Kombinacie Koksochemicznym Zabrze deklarują, że chcą powiązania kapitałowego z Jastrzębską Spółką Węglową. Zarząd KK Zabrze widziałby jednak mniejszościowy udział JSW we wspólnej spółce, wynoszący ok. 40 procent.

Nie chcemy, by udział JSW przekraczał 51 procent. Liczymy na to, że następnie środki wniesie inwestor giełdowy bądź branżowy. Najpierw jednak chcemy się połączyć kapitałowo z Jastrzębską Spółką Węglową. Wówczas umocnimy naszą pozycję i poprawimy wizerunek u odbiorców koksu i instytucji finansowych. Liczymy na powiązanie kapitałowe z JSW, a w kolejnym etapie na pozyskanie środków z giełdy bądź od inwestora branżowego - mówi Zdzisław Trzepizur, prezes Kombinatu Koksochemicznego Zabrze.

Taka kolej rzeczy wymagałaby korekty strategii dla górnictwa do 2015 roku, w której zapisano utworzenie grupy węglowo-koksowej, jednak z dominującym udziałem Jastrzębskiej Spółki Węglowej.

Według szefa górniczej Solidarności Dominika Kolorza skandalem jest to, że koksownie z Wałbrzycha i Zabrza nie zostały do tej pory włączone do Jastrzębskiej Spółki Węglowej.

- Teraz zapowiada się zmianę strategii dla górnictwa, by uszczuplić grupę Jastrzębskiej Spółki Węglowej. To jest niepoważne, to działanie na szkodę JSW i całej polskiej gospodarki. Przecież wiadomo, że obecnie na rynku radzą sobie większe podmioty. Dlatego trzeba te koksownie włączyć do JSW - mówi Dominik Kolorz.

Wykorzystać koniunkturę

Jarosław Zagórowski, prezes zarządu Jastrzębskiej Spółki Węglowej, stale zaznacza, że koksownie z Wałbrzycha i Zabrza powinny wzmocnić grupę węglowo-koksową budowaną na bazie Jastrzębskiej Spółki Węglowej.

- Przygotowaliśmy analizy i scenariusze przemawiające za takim rozwiązaniem i ukazujące nasze przyszłe relacje. Decyzja pozostaje jednak w rękach rządu - podkreśla Jarosław Zagórowski.

- Czas dobrej koniunktury na rynku węgla trzeba należycie wykorzystać. Po to, byśmy się nie obudzili za jakieś dwa, trzy lata z niesprywatyzowanym górnictwem, które ledwie zipie - podkreśla Janusz Steinhoff.

Pojawiają się też ostatnio głosy, że być może warto wrócić do koncepcji prywatyzacji spółek węglowych poprzez inwestorów strategicznych.

- Przed laty była próba takiej prywatyzacji, ale skończyło się na niczym, bo spotkała się ona ze zdecydowanym sprzeciwem. Moim zdaniem należy kontynuować próbę prywatyzacji spółek węglowych poprzez giełdę. Jednak tu potrzebna jest o wiele większa aktywność ze strony rządu - ocenia były wiceminister gospodarki Krzysztof Tchórzewski.

OPINIE

ANDRZEJ BARCZAK

Akademia Ekonomiczna w Katowicach

Przyszłość polskiego górnictwa nie rysuje się najlepiej. Kwestia prywatyzacji się przeciąga, więcej się tu mówi niż robi. A trzeba pamiętać, że nie tylko w Polsce, ale w całej Europie są takie tendencje, by organizować strajki i protesty. I w razie protestów nasze górnicze związki mogą wesprzeć związkowcy z zagranicy, w tym z Francji, z Niemiec. A zatem może być gorąco i może dojść do fali demonstracji. Oby tylko związkowcy nie stawiali zarządom spółek węglowych ultimatum choćby w kwestiach dotyczących podwyżek płac. Właśnie tego należy się obawiać, pamiętając chociażby przebieg pamiętnego strajku w kopalni Budryk.

WIESŁAW BLASCHKE

Zakład Ekonomiki PAN

Mamy koniunkturę na międzynarodowym rynku węgla. Jednak polskie górnictwo nie korzysta z tej koniunktury, bo brakuje węgla, który można by z zyskiem sprzedawać. Obecnie zaczyna brakować węgla na potrzeby krajowe, a więc trudno tu mówić o jego eksporcie. W polskich kopalniach brakuje nowych frontów wydobywczych, wieloletnie zaniedbania inwestycyjne dają o sobie znać. Należy wreszcie sporządzić rzetelną analizę dotyczącą rentowności poszczególnych kopalń. Powinien być sporządzony program dotyczący dalszej polityki w stosunku do górnictwa węgla kamiennego, która uwzględniałaby zarówno zabezpieczenie potrzeb rynku krajowego, jak i potencjalny eksport, na którym można by zarabiać.

MAREK GROWIEC

szef JOY Maszyny Górnicze

Oczekuję, że obecnej ekipie rządzącej uda się doprowadzić do prywatyzacji górnictwa. Prywatyzacja jest kluczem do sukcesu, bez niej polskie górnictwo będzie się kurczyć. Potrzebne są bowiem środki na realizację niezbędnych inwestycji, bez których nie utrzyma się obecnego poziomu wydobycia. A te środki może zapewnić prywatyzacja sektora węglowego, bo przecież dotowania górnictwa już nie będzie. Większość sektorów gospodarki zostało już sprywatyzowanych. I górnictwo również należy sprywatyzować.