Pamięć w pececie, telefonie, laptopie, tablecie, aparatach, czytnikach książek. Z roku na rok ich objętości rosną w zawrotnym tempie, a ilość danych, jakie wytwarzamy i przechowujemy, jest coraz większa. Na pędzie do produkcji zdjęć, tekstów, filmów, muzyki, aplikacji i grafik zbudowała swój biznes polska firma rodzinna z coraz poważniejszymi światowymi ambicjami. I choć o rynek pamięci zaciekle walczą tuzy globalnej elektroniki, to firma z Łazisk Górnych, jedyny w naszej części Europy producent pamięci i dysków SSD, sprawnie wchodzi na coraz więcej zagranicznych rynków.

A zaczynała niemal od garażu. – Na początku lat 90. mieliśmy z kolegą małą firmę, która zajmowała się produkcją rozszerzeń pamięci do atari, które miały 64 kB pamięci. Znaleźliśmy wygodną metodę, ale rynek był dosyć ograniczony, bo niewielu ludzi miało wtedy komputery. Zaczęły się jednak pojawiać commodore’y i sinclairy. One też potrzebowały rozszerzeń i specjalnych kartridży do gier – wspomina Wiesław Wilk. Wtedy jego firma zajęła się importem komponentów do produkcji pamięci. – Większy ruch zaczął się, gdy około 1993 r. wybuchł boom na PC. Mieliśmy już doświadczenie na rynku i kontakty, więc byliśmy na tyle sprawni, by w ciągu trzech dni sprowadzić pamięci z Azji i dostarczyć producentom komputerów – wspomina prezes.

Wilk Elektronik zaczął zdobywać klientów z firm i instytucji, praktycznie nie mając w Polsce konkurencji. Wtedy jednak uznał, że import to stanowczo za mało. Wilk wiedział, że popyt na moduły pamięci do pecetów zacznie rosnąć lawinowo. Jeździł po świecie, oglądał fabryki, porównywał technologie. W końcu uznał, że jeżeli chce rozwijać firmę, musi postawić na produkcję. Gdy w 2003 r. w Irlandii trafiła się atrakcyjna okazja zakupu nowoczesnej linii technologicznej, zaryzykował i nabył prawie nieużywane, nowoczesne linie technologiczne Fuji do produkcji pamięci RAM.

W budowę i wyposażenie hali produkcyjnej w Łaziskach Górnych sporo zainwestował. Opłaciło się. Choć to trudny rynek, polska firma zdobyła na nim poważną pozycję. W Europie Zachodniej rynek w 80–90 proc. zdominowali amerykańscy i azjatyccy potentaci z miliardowymi obrotami, jak Samsung, Kingston czy Micron. Trudno, by Wilk porównywał się z nimi. Ale już w Europie Środkowej i Wschodniej jest jedynym producentem pamięci, z kolei w zachodniej części kontynentu ma zaledwie jednego konkurenta.

– Kiedy zaczęliśmy produkcję, nasze pamięci Goodram były nierozpoznawalne. Musieliśmy zawalczyć, by zbudować ich markę – wspomina Wilk. Ale jako że mieli renomę jako importer, powoli przekonywali do siebie kolejne firmy w Polsce. W pierwszym roku udało im się sprzedać 400 tys. sztuk pamięci. Gdy już ugruntowali pozycję na rodzimym rynku, zapadła decyzja o eksporcie. – Postanowiliśmy zacząć od najbliższych rynków, a konkretnie od Ukrainy. I to był dobry pomysł. Dosyć szybko udało nam się tam zbudować silną pozycję: uzyskaliśmy 30-proc. udział na rynku modułów pamięci i 20-proc. na rynku pamięci flash – opowiada Wilk.

Dzisiaj udział eksportu w sprzedaży firmy przekracza 60 proc. – I to mimo że poważnie zagroził nam kryzys ukraiński. Ale cóż, stał się on dla nas sygnałem, że trzeba szukać także innych rynków, i w pewnym sensie wymusił na nas dalszy rozwój – tłumaczy prezes. Dziś Wilk Elektronik nie tylko ma dystrybutorów u naszych sąsiadów, ale też odważniej sięga po rynki zachodnie. – W ubiegłym roku do Francji sprzedaliśmy 700 tys. sztuk pamięci, czyli tyle, co na Ukrainę. A teraz dołączamy Hiszpanię i Włochy – zapewnia. Łącznie producent jest obecny w 22 krajach.

W efekcie rosną też obroty firmy. A Wilk Elektronik myśli o dalszym rozwoju. – Zatrudniamy w naszej fabryce 150 osób, ale wciąż brakuje nam mocy przerobowych, więc do końca roku chcemy zwiększyć zatrudnienie do 170 osób i mocniej wejść zwłaszcza na rynek pamięci dla przemysłu samochodowego, AGD oraz innych branż związanych z internetem rzeczy – zapewnia prezes Wilk. Nie będzie mu łatwo, bo największe korporacje teoretycznie porozdawały już tam karty. Ale w końcu do odważnych biznes należy.