statystyki

Morawski: Najpierw rząd musi ściąć deficyt, a dopiero później podatki

autor: Ignacy Morawski07.04.2015, 07:31; Aktualizacja: 07.04.2015, 08:25
Ignacy Morawski

Ignacy Morawskiźródło: Materiały Prasowe
autor zdjęcia: mat. prasowe

Jesteśmy w środku kampanii prezydenckiej, ale najważniejsza kampania i najważniejsze wybory odbędą się jesienią. 

Reklama


To wybory parlamentarne zadecydują o kształcie sceny politycznej i kierunku polityki rządu w najbliższych latach. Ponieważ wiele wskazuje, że wyścig polityczny będzie bardzo zacięty i bliski remisu, rządzący mogą odwołać się do pewnych obietnic, które przechylą szalę na ich stronę. Obawiam się, że jedną z takich obietnic może być zapowiedź bezwarunkowej obniżki podatków w pierwszych latach po wyborach. Z politycznego punktu widzenia złożenie takiej obietnicy mogłoby być bardzo atrakcyjne, ale mogłoby to też oznaczać zaprzepaszczenie unikalnej szansy trwałego ustabilizowania finansów publicznych. Choć sam jestem zwolennikiem obniżania kosztów pracy w długim okresie, to w perspektywie dwóch – czterech lat kluczowym wyzwaniem powinno być obniżenie deficytu finansów publicznych. To może dać gospodarce ogromne korzyści.

Skąd obawa o podatkowe obietnice? Mam wrażenie, że wśród wszystkich liczących się sił politycznych panuje przekonanie, iż po obniżeniu deficytu finansów publicznych poniżej 3 proc. PKB i wyjściu z procedury nadmiernego deficytu (to taki unijny czyściec dla krajów z nadmiernym deficytem) będziemy superbezpieczni. Słyszałem od wysoko postawionego urzędnika, że o ile w rządzie jest zrozumienie dla konieczności obniżenia deficytu do poniżej 3 proc. PKB, o tyle dalsze oszczędności nie są traktowane jako konieczne. Niedawno Ludwik Kotecki, główny ekonomista Ministerstwa Finansów, powiedział, że gdy wyjdziemy z unijnej procedury nadmiernego deficytu, otworzy się przestrzeń do obniżek podatków. Jego wypowiedź była bardzo ostrożna, ale wielu polityków może sobie ostrzyć zęby na wolny pieniądz publiczny, który pojawi się po wyjściu z unijnej procedury karnej.

Tymczasem zejście z deficytem poniżej 3 proc. PKB to za mało, by mówić o stabilnych finansach publicznych. To minimum minimorum. Naszym celem powinien być średni deficyt w okolicach 1–2 proc., a w dobrych czasach 0–1 proc. PKB. A droga do tego jest wciąż bardzo daleka. Polska, mimo relatywnie bardzo dobrej sytuacji gospodarczej, ma wciąż wysoki deficyt finansów publicznych. Poprawa koniunktury oraz spadek kosztów obsługi długu w wyniku trwałego spadku stóp procentowych mogą nam dać w najbliższych latach ok. 1,5 proc. PKB oszczędności. Ale to wciąż za mało. Jeżeli zakładamy, że czeka nas kilka tłustych lat w gospodarce – a taki jest konsensus prognoz – to powinniśmy dążyć do deficytu na poziomie 1 proc. PKB w 2017 lub 2018 r. To wymaga znalezienia dodatkowych oszczędności po wyborach w wysokości ok. 1–1,5 proc. PKB, czyli ok. 20 mld zł.


Pozostało jeszcze 70% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję
Więcej na ten temat

Reklama


Artykuły powiązane

Polecane

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Polecane

Reklama