„TTIP to nie tylko wymiana handlowa, ale też szansa wzrostu, nowe miejsca pracy i strategiczne bezpieczeństwo” - mówił Donald Tusk w Waszyngtonie, gdzie przekonywał Baracka Obamę m. in. do eksportu gazu z USA do Unii Europejskiej. Obecny stan prawny uniemożliwia jego wysyłkę do krajów, z którymi Ameryka nie ma zawartego porozumienia o wolnym handlu. Gdyby umowa TTIP została podpisana i ratyfikowana, stałoby się to możliwe.

Komisji Europejskiej zależy na realizacji tego projektu, ponieważ liczy, że eksport paliwa z USA, nie tylko doprowadziłby do obniżki cen surowca, ale przede wszystkim stałby się alternatywą dla dostaw gazu z Rosji. Sceptycy twierdzą , że jeśli do faktycznie niższej obecnie ceny gazu amerykańskiego doliczyć koszty jego skroplenia, transportu i regazyfikacji, okaże się, że rachunek ekonomiczny nie jest już taki oczywisty. Na obecnym etapie rozmów nie to jest jednak największym problemem, ale fakt, że Stany Zjednoczone nie wyrażają dużego zainteresowania tym pomysłem.

Zapewne do czasu. Postawa USA może ulec zmianie, gdy w zamian za gaz, Unia zaproponuje Ameryce coś dla niej ważnego. Jest kilka takich kluczowych punktów w umowie TTIP, a w czołówce z pewnością znajduje się klauzula ISDS.

Karta przetargowa - ISDS?

Dla Stanów Zjednoczonych obecność ISDS w TTIP jest warunkiem negocjacji. Tymczasem na początku stycznia 2015 roku, KE opublikowała wyniki konsultacji społecznych w sprawie klauzuli rozstrzygania sporów państwo-inwestor (ISDS). Pokazały one ogromny sceptycyzm społeczeństwa w tej sprawie. Unijna komisarz ds. handlu Cecilia Malmström przyznała wtedy, że kwestia ochrony inwestycji w umowie TTIP od początku była "toksycznym tematem" i zapowiedziała "szczerą i otwartą dyskusję na temat ochrony inwestycji (...)Musimy działać z rozwagą" - zapewniła.

- W konsultacjach społecznych przeprowadzonych przez Komisję Europejską w sprawie ISDS wzięło udział 150 tys. osób, z czego 97 proc. respondentów odrzuciło tę klauzulę. Z całą pewnością jest to jeden z powodów, dla którego 18 marca br. Cecilia Malmström zaprezentuje nowe propozycje dotyczące zapisu o arbitrażu w TTIP – mówi eurodeputowana Lidia Geringer de Oedenberg.

Grupa robocza S&D INTA, przyjęła projekt stanowiska, w którym wyrażono sprzeciw wobec włączenia ISDS do umów handlowych, w których dostępne są inne opcje egzekwowania ochrony inwestycji. - Projekt podnosi również temat reformy ISDS w stosunku do umów handlowych, w których tego typu rozwiązania pozostają konieczne (np. ewentualnego porozumienia z Chinami) – wyjaśnia eurodeputowana. Jak podkreśla, obecnie odbywają się w PE dziesiątki spotkań i seminariów na temat TTIP, mówi się coraz głośniej o potrzebie zreformowania ISDS. - Zobaczymy jaki będzie ciąg dalszy, na razie EPP i ECR odrzuciły wniosek S&D o ustne pytanie w tej sprawie z możliwością przyjęcia rezolucji na sesji plenarnej w marcu – przyznaje Geringer de Oedenberg.

Obecność ISDS w TTIP krytykuje też prof. Leokadia Oręziak ze SGH w Warszawie, uzasadniając, że jest to klauzula sprzeczna z zasadami jednolitego rynku. – To zwyrodniały mechanizm oddziaływania korporacji na państwo. ISDS służy tylko do ochrony inwestorów i jest spadkiem po kolonializmie – przekonywała prof. Oręziak podczas debaty na temat TTIP zorganizowanej w Warszawie przez Instytut Globalnej Odpowiedzialności w lutym br. - Dawniej inwestorzy z bogatych krajów zabezpieczali się w biednych , rozwijających się krajach. Ale dlaczego my w tym jarzmie tkwimy? – pytała profesor Orięziak.

Skąd takie obawy w stosunku do ISDS? Bo ten mechanizm rozstrzygania sporów na linii państwo-inwestor, pozwala firmom ponadnarodowym zaskarżać rządy państw do arbitrażu, a nie do sądu, przy każdym wprowadzeniu przepisów, które ograniczałyby zyski tychże. - W praktyce, egzekwowanie ISDS należy do trybunału arbitrażowego złożonego z 3 arbitrów (mianowanych przez inwestora, państwo oraz obie strony), a jego orzeczenie jest wiążące – mówi Lidia Geringer de Oedenberg. I podkreśla, że procedury stosowane przez trybunał nie są objęte wymogami przejrzystości stosowanymi w tradycyjnym wymiarze sprawiedliwości. Nie ma też możliwości odwołania się.

W UE mamy obecnie 1400 umów z mechanizmem ISDS. Polska ma ich 60. Efektem jest m. in. sprawa Vivendi za zrzeczenie praw do PTC (firma domagała się 2,2 mld euro odszkodowania) czy Abris Capital Partners, który zapowiada pozew przeciw Polsce. Będzie domagał się odszkodowania w wysokości 2 mld złotych, uzasadniając skargę utraconymi planowanymi korzyściami. Pamiętać trzeba, że nawet jeśli zgodnie z oficjalnymi danymi, 40 proc. spraw wygrywają państwa, a inwestorzy 30 procent, to pozostałe 30 proc. spraw kończy się ugodami. Ile kosztuje ugięcie się państwa przed inwestorem? Słynna sprawa Eureco, której Polska musiała zapłacić 9 mld zakończyła się ugodą!

Przeciwne ISDS w TTIP są Francja, Niemcy czy Austria. Ale nie Polska, która broni klauzuli, twierdząc, że nowa umowa, z punktu widzenia interesów naszego kraju w większym stopniu zabezpieczy możliwość wygrania sprawy w postępowaniu arbitrażowym, w którym skarżącym będzie inwestor zagranicznym.

W Polsce odbyło się 16 spraw z ISDS, o których wiemy. To stawia nasz kraj na 8. miejscu państw najczęściej pozywanych przez inwestorów. Lidia Geringer de Oedenberg przypomina, że w głosowaniu nad rezolucją PE w sprawie TTIP w 2013 r., niemal cała S&D poparła poprawkę, która postulowała „zaniechanie włączenia ISDS do ewentualnego porozumienia o handlu i inwestycjach z USA i popierała prawo do wprowadzania regulacji w ogólnym interesie społeczeństwa". - Niestety zapis ten został odrzucony przez europosłów z PO zasiadających w grupie EPP oraz PiS z grupy ECR. Z tego, co wiem obie te grupy dalej popierają wprowadzanie ISDS do umowy – mówi eurodeputowana. I zaznacza, że Komisja Europejska i wiele krajów członkowskich w tym Polska, popierają włączenie ISDS do umów handlowych między gospodarkami rozwiniętymi. Mechanizm ISDS jest już np. w umowie o wolnym handlu CETA (UE-Kanada). - Jeśli chodzi o ochronę europejskich inwestorów w USA, w tamtejszym systemie prawnym nie istnieje ryzyko dramatycznych, nieprzewidywalnych zmian. Do tej pory żadnemu europejskiemu inwestorowi nigdy nie odmówiono dostępu do wymiaru sprawiedliwości w USA. Ochrona inwestorów po obu stronach oceanu jest gwarantowana istniejącym już prawem, zatem ISDS w TTIP nie jest potrzebny – tłumaczy Geringer de Oedenberg.

Europosłanka wyjaśnia, że jej grupa w debatach parlamentarnych dyskutowała o innych niż arbitraż opcjach, a jedną z nich była klauzula wyboru, w której wskazuje się tryb postępowania wewnątrz kraju lub na arenie międzynarodowej, a jeszcze inną formułą jest mediacja. - Potrzebny byłby klarowny kodeks postępowania, być może stała lista mediatorów – ekspertów w konkretnych dziedzinach. Mechanizm apelacyjny można byłoby wzorować na systemie WTO. Być może wyjściem byłby również stały międzynarodowy sąd, ale z tą opcją wiążą się koszty: budynek, kadry, personel... – komentuje Geringer de Oedenberg.

TTIP: 36 eurocentów na osobę vs. strata 600 tysięcy miejsc pracy

Oficjalnie TTIP to umowa handlowa budowaną z myślą o małych i średnich firmach po obu stronach Atlantyku. Zniesienie barier regulacyjnych oraz obniżenie ceł ma otworzyć przed nimi nowe rynki zbytu. Do niedawna debata w Polsce toczyła się głównie wokół spodziewanych z umowy korzyści.

Z szacunków Komisji Europejskiej wynika, że umowa w sprawie wolnego handlu zwiększyłaby liczbę miejsc pracy, łączny dochód krajów Unii wzrósłby o blisko 120 mld euro, a dochód narodowy USA o blisko 100 mld dol. Nie tylko dzięki zniesieniu ceł, ale również dzięki wprowadzeniu wspólnych standardów. Przeciętne gospodarstwo domowe w UE miałoby skorzystać na tej umowie 545 euro rocznie, a każda amerykańska rodzina 655 euro rocznie.

Należy uściślić, że w przypadku „przeciętnego gospodarstwa” chodzi o 4-osobową rodzinę, więc na jedną osobę przypadnie ok. 136 euro rocznie, czyli 36 eurocentów na dzień. Ponieważ jednak korzyści nie będą równomiernie rozłożone w Europie, statystycznemu Polakowi przypadłaby jeszcze mniejsza kwota. A i to po 2027 roku!

Krytycy TTIP zwracają uwagę, że nie jest to umowa handlowa w czystym wydaniu. Zwracają uwagę na brak przejrzystości negocjacji i niedemokratyczny sposób prac nad TTIP, lobbowanie przez firmy transnarodowe, które staną się jedynymi pewnymi beneficjentami. - Nasz kraj jest szczególnie narażony na konsekwencje nieograniczonej deregulacji i liberalizacji a co za tym idzie prywatyzacji – mówiła prof. Leokadia Oręziak podczas panelu na temat TTIP w Warszawie w lutym 2015. - Czy polskie firmy coś sprzedadzą na rynek amerykański? Nie wiem, może kilka? Sto? To szansa dla małej grupy, a jednocześnie niewiarygodne koszty dla pozostałych obywateli. Ale KE nie bierze pod uwagę kosztów społecznych – dodaje prof. Oręziak.

Niezbyt optymistyczne wnioski płyną także z raportu amerykańskiego Tufts University. Wynika z niego, że wbrew oficjalnym szacunkom, TTIP spowoduje zmniejszenie PKB w Europie, utratę ok. 600 tysięcy miejsc pracy, spadek przychodów budżetowych i niepewność finansową. Badacze z Tufts University, posługując się Global Policy Model (GPM) Organizacji Narodów Zjednoczonych, dokonali symulacji wpływu TTIP na globalną ekonomię w kontekście obecnej sytuacji: trudności i niskiego wzrostu gospodarczego w krajach Unii Europejskiej i w Stanach Zjednoczonych. I uznali, że:

  • W ciągu dziesięciu lat TTIP doprowadziłby do spadku eksportu netto, w porównaniu do scenariuszy zakładających, że nie dojdzie zawarcia TTIP. Największe straty zanotowałyby gospodarki Europy Północnej (2,07% produktu krajowego brutto), na kolejnych miejscach Francja (1,9%), Niemcy (1,14%) i Wielka Brytania (0,95%).
  • TTIP doprowadziłby do realnego spadku produktu krajowego brutto (PKB). Tak jak w przypadku eksportu netto, także w przypadku PKB największe straty dotyczyłyby gospodarek krajów Europy Północnej (-0,50%), Francji (0,48%) i Niemiec (0,29%).
  • -TTIP doprowadziłby do realnego spadku dochodów z pracy. Największy spadek dotknąłby Francję, ze stratą 5500 euro na pracownika, następnie kraje Europy Północnej (-4800 euro na pracownika), Wielką Brytanię (-4200 euro na pracownika) i Niemcy (-3400 na pracownika).
  • -TTIP zaowocowałby spadkiem zatrudnienia. Unia Europejska straciłaby około 600 tysięcy miejsc pracy. Kraje Europy Północnej odczułyby ten spadek najbardziej dotkliwie (-223 tys. miejsc pracy), za nimi Niemcy (-134 tys. miejsc pracy), Francja (-130 tys.) oraz Europa Południowa (-90 tys.) [Pełne dane raportu: Jeronim Capaldo, październik 2014, „TTIP: Dezintegracja europejska, bezrobocie i niestabilność”. Oraz wersja polska]

Lekcja z NAFTY

Zapowiedź pozyskania dodatkowych miejsc pracy, którymi zwolennicy TTIP szermują po obu stronach oceanu, jest mocno wątpliwa jeszcze z jednego powodu. Wystarczy przyjrzeć się doświadczeniom Meksyku w 20 lat po zawarciu umowy o wolnym handlu z USA i Kanadą (NAFTA). Tylko w sektorze rolniczym doszło tam do utraty ok. 1,6 mln miejsc pracy (raport think-tanku Center FOR Economic and Policy Research „Did NAFTA help Mexico?” - luty 2014)

Stało się tak za sprawą zliberalizowania dostępu do meksykańskiego rynku dla towarów rolnych z USA. – Napływ silnie subsydiowanej przez państwo żywności doprowadził do upadku wielkiej liczby meksykańskich gospodarstw rolnych i likwidacji ponad 2 mln miejsc pracy w rolnictwie. Teraz Meksyk importuje 40 proc. żywności! Do tego dochodzi rabunkowa działalność koncernów, która znalazła wyraz w masowym napływie towarów przemysłowych i destrukcji lokalnej wytwórczości oraz w rabunkowej eksploatacji surowców i zanieczyszczeniu środowiska. Powiększyły się tez różnice społeczne, w wyniku przechwycenia przez małą grupę osób i firm korzyści z liberalizacji handlu – mówi prof. Oręziak (wypowiedź na konferencji IGO, 20 lutego 2015).

Wpuszczenie na europejski rynek produkcji rolniczej i żywności to druga po ISDS wartość dla USA. Wielkie koncerny, typu Monsanto, tylko na to czekają – przestrzegał na konferencji IGO prof. Lech GORAJ z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej. Na razie USA żądają dowodów, że GMO i stosowanie hormonów jest szkodliwe. 

- Aby mieć pewność, że kwestie rolne będą należycie uwzględnione w trakcie negocjacji zapisów umowy TTIP, komisja rolnictwa przygotuje opinię, która zostanie dołączona do raportu komisji handlu międzynarodowego na ten temat. Nie możemy pozwolić, by na rzecz osiągnięcia porozumienia poświęcone zostały standardy jakości produkcji, zdrowia ludzi czy dobrostanu zwierząt. Na pewno nie zgodzimy się w tych kwestiach na ustępstwa, które pogorszą sytuację na naszym rynku i ograniczą wybór konsumentów – zapewnia w mailu biuro eurodeputowanego Jarosława Kalinowskiego.