"Decyzję tę traktuję jako polityczną i uważam, że ma ona związek z postępowaniem przeciwko mojej osobie w sprawie tzw. afery taśmowej, które toczy się w prokuraturze. Wraz z moimi bliskimi będziemy składać na nią skargę" - napisał Falenta w oświadczeniu.

Zwrócił uwagę, że decyzja KNF dotyczy wydarzeń sprzed lat, w sprawie toczącej się od 2009 r.

"Została wydana jednak dwa dni przed tym, jak postanowieniem sądu prokuratura została zobowiązana do oddania mi nieadekwatnego poręczenia majątkowego w wysokości 1 mln zł. W moim przekonaniu zbieżność nie jest przypadkowa. Jak dotąd nie przedstawiono mi bowiem żadnych dowodów świadczących o moim rzekomym udziale w aferze taśmowej. Od kilku tygodni próbuje mi się jednak przypisać udział w kilku różnych sprawach noszących znamiona przestępstwa. Parafrazując klasyka, człowiek już jest. Teraz szuka się na niego paragraf" - stwierdził Falenta. 

Dodał, że działania KNF odbiera jako "próbę nacisku łudząco przypominającą obecną sytuację tygodnika 'Wprost' czy też mechanizmy prezentowane w nagraniu rozmowy Ministra Bartłomieja Sienkiewicza i prezesa Marka Belki, stosowane wobec Zbigniewa Jakubasa".

"Nie mam jednak wiedzy na temat ich ewentualnego motywu. Być może zbyt późno ogłosiłem swoją decyzję dotyczącą wycofania się z biznesu" - skonkludował inwestor.

Falenta ogłosił na początku lipca, że prowadzi rozmowy na temat sprzedaży wszystkich swoich udziałów w Hawe i liczy na jej finalizację do końca lipca. Powodem podjęcia tej decyzji jest negatywny wpływ na spółkę oskarżeń skierowanych wobec niego w tzw. aferze taśmowej. Później poinformował, że udzielił wyłączności na negocjacje w tej sprawie jednemu z zainteresowanych inwestorów. Termin wyłączności upływa z końcem lipca.