Aż 30 tys. zł miesięcznie może zarobić prostytutka, jeśli przepracuje 20 nocy i od każdego klienta zainkasuje średnią stawkę nocną. Od przyszłego roku jej dochody zwiększą poziom krajowego bogactwa. Główny Urząd Statystyczny szykuje się do szacowania czarnej gospodarki. Sprawdziliśmy, czy można ją oszacować.

Urząd, aby ustalić PKB, od przyszłego roku będzie badał przede wszystkim rynek usług erotycznych. Dziś nikt nie zna go dokładnie. Panie i panowie trudniący się prostytucją nie płacą podatków i nie składają deklaracji o swoich dochodach w urzędach skarbowych. O konieczności ustalenia tych dochodów, by wyliczyć PKB, pisaliśmy jako pierwsi 23 lipca.

Prostytucja, narkotyki, przemyt: Dochody z tych profesji będą częścią PKB. GUS będzie musiał je zliczyć

Obecnie GUS pracuje nad metodami, którymi będzie badał nierząd. Muszą być one zaakceptowane przez Eurostat, czyli biuro statystyczne Unii Europejskiej. – Prawdopodobnie wykorzystamy różne źródła administracyjne oraz dane z policji i organizacji, które zajmują się seksbiznesem – mówi Artur Satora, rzecznik prasowy prezesa GUS. Możliwe jest jednak, że urząd sięgnie także do portali internetowych, na których zamieszczane są ogłoszenia związane ze świadczeniem usług erotycznych.

Tylko w Warszawie ponad 2 tys. kobiet oferuje każdego dnia seks za pieniądze. W innych dużych miastach pań takich jest po kilkaset – np. w Krakowie, Łodzi, Gdańsku, Katowicach i we Wrocławiu. Ale oprócz nich ogłaszają się na portalach osoby z co najmniej 170 innych, mniejszych miast – zwłaszcza przygranicznych i kurortów.

Stawki za usługi erotyczne są w dużych miastach wyrównane. Za godzinę trzeba zapłacić od 70 zł do 1 tys. zł, a średnio 150–200 zł. Z kolei noc spędzona z prostytutką kosztuje od 700 zł do 4 tys. zł lub nawet 4,5 zł. Ale średnio jest to 1,2–1,5 zł. Nie ma jednak równości płci. Mężczyźni, którzy trudnią się prostytucją, oferując swoje usługi paniom albo osobom tej samej płci, są na ogół tańsi. Za godzinę biorą 100–200 zł, a za noc średnio 1,2 zł. Przy tym według danych międzynarodowej organizacji TAMPEP (zrzeszającej organizacje pomagające pracownikom seksualnym) mężczyzn oferujących usługi erotyczne było w Polsce w 2008 r. wśród osób trudniących się nierządem co najmniej 15 proc. Prawdopodobne jednak, że ten odsetek mógł się do dziś zwiększyć, gdyż wzrosło bezrobocie, które sprzyja rozwojowi prostytucji.