Propozycja przestawienia się na odnawialne źródła energii bywa w pewnych kręgach modna. Dobrze jest oczywiście dbać o naturę i wspierać przyjazne środowisku rozwiązania, jednak wiara w to, że z dnia na dzień kilkoma regulacjami prawnymi da się o 180 stopni obrócić politykę energetyczną, jest śmieszna. Ale nie tylko śmieszna. Jest również bardzo szkodliwa, jeśli służy jako narzędzie walki z priorytetami bezpieczeństwa energetycznego Polski.

Ekoradykałowie uważają, że koszty są sprawą drugorzędną wobec dobroczynnych efektów ekologicznej energii. Przypomina to roszczenia związkowców, dla których koszty pracy są nieważnym szczegółem wobec konieczności rozbudowania świadczeń socjalnych. A przecież na problem zmian klimatu i transformacji energetyki w kierunku większego wykorzystania źródeł odnawialnych trzeba patrzeć także z perspektywy konkurencyjności gospodarki oraz cen dla odbiorców domowych.

Rachunek kosztowy w dużym uproszczeniu wygląda następująco: energia z węgla 200 zł, energia z wiatru 400 zł, energia ze słońca 800 zł. I trzeba jasno powiedzieć, że jeśli będziemy wspierać obecnie te najdroższe technologie, to cena energii znacząco wzrośnie. Czy mamy pomysł, jak te różnice zniwelować? Bo absurdalne koncepcje dodatkowego opodatkowania przedsiębiorstw energetycznych nie są warte tego, aby się nad nimi pochylić.

Fani oparcia energetyki na OZE chętnie powołują się na przykład Niemiec, gdzie istniejące regulacje zdecydowanie preferują takie źródła. Należy jednak pamiętać, że w Niemczech cena energii dla odbiorcy domowego (uwzględniająca wszystkie elementy – także opłaty dystrybucyjne oraz wsparcie OZE) jest dwa razy wyższa niż w Polsce.

Mało tego: jeśli się uwzględni siłę nabywczą polskiego społeczeństwa, istotnie niższą niż w Niemczech, te ceny są już równe. Mamy więc w tej chwili nad Wisłą jedną z najdroższych energii w Europie w parytecie siły nabywczej. Idąc jednak za radą ekoradykałów, możemy zająć w tej kategorii pierwsze miejsce.

Warto dodać, że według opublikowanego niedawno oświadczenia operatora niemieckich sieci energetycznych w przyszłym roku Niemcy dopłacą do produkcji energii z OZE nieco ponad 20 mld euro. OZE miały produkować prąd coraz tańszy, ale jak widać, przewidywania co do kosztów zielonej energii z 2009 r. nie znalazły potwierdzenia w rzeczywistości.

Jeśli chcemy inwestować w energetykę przyjazną środowisku, nie możemy pomijać OZE, ale musimy trzeźwo oceniać otaczającą nas rzeczywistość. Z polskiej perspektywy energetyka musi być oparta na węglu, strategicznym polskim surowcu. Zamiast skupiać się na utopijnych rojeniach, trzeba opracować rozsądny plan modernizacji istniejących już zakładów, tak by stały się jak najmniej uciążliwe dla środowiska.

„Węgiel zabija” – głosi Greenpeace. Obawiam się, że głupota bywa bardziej zabójcza...

Andrzej Arendarski, prezes Krajowej Izby Gospodarczej