Nowe przepisy mają obowiązywać od 2015 r. Przywilej nie będzie jednak dotyczył wszystkich. Obowiązkiem zazieleniania zostaną bowiem objęte gospodarstwa o powierzchni powyżej 15 ha. A takich jest w Polsce 13 proc. z ponad 1,5 mln istniejących. W ich rękach pozostaje jednak większość z 15 mln ha gruntów ornych.

– Do 2017 r. rolnik miałby przeznaczyć na ten cel co roku 5 proc. gruntów ornych. Po 2017 r. odsetek ten miałby wzrosnąć do 7 proc. – informuje Czesław Siekierski, poseł do Parlamentu Europejskiego.

To niejedyny wymóg, którzy trzeba będzie spełnić, by otrzymać większą dopłatę z Unii. Innym jest dywersyfikacja upraw. Gospodarstwa o powierzchni od 10 do 30 ha będą musiały prowadzić dwie uprawy, a powyżej 30 ha – trzy. Trzeba też będzie utrzymać trwałe użytki rolne, takie jak na przykład pastwiska. – Rolnik, który spełni te wymogi, otrzyma dopłatę do jednego hektara w wysokości 230–240 euro. Ten, który nie zdecyduje się na zazielenienie, otrzyma o 30 proc. mniejszą dotację, czyli tylko część podstawową – wyjaśnia Czesław Siekierski.

Po 2017 r. rolnik niestawiający na ekologię będzie tracił więcej. Kwota wypłacanej mu dotacji podstawowej zostanie bowiem pomniejszona o 7,5 proc.

Pojawiają się jednak opinie, że nawet ci najwięksi ostatecznie nie wyciągną ręki po dodatkowe pieniądze. Powodem będzie skomplikowana procedura, którą trzeba będzie przejść, by otrzymać dotację. Wreszcie dla rolników mających dobrej klasy ziemię, na której uprawiają warzywa, może się to okazać nieopłacalne rozwiązanie. Więcej zyskają ze sprzedaży swoich plonów na rynku.

Wielu z nich jednak już rozważa dzierżawę ziemi gorszej klasy, tylko po to, by jej część zazielenić.

– W rozporządzeniu nie ma wskazanego górnego pułapu, który będzie można przeznaczyć na ten cel. Zatem rolnicy, którzy cały swój obszar obsieją chwastami, dostaną takie same dopłaty, jak ci, którzy będą prowadzić normalne uprawy – dodaje Janusz Wojciechowski, eurodeputowany PiS, wiceprzewodniczący komisji rolnictwa w Parlamencie Europejskim.

Na nowe przepisy z niepokojem patrzą też producenci żywności.

– Mniej ziemi ornej to mniej upraw. Dlatego niewykluczony jest dalszy wzrost cen żywności, i to w całej Unii. Może ona zdrożeć od kilku do nawet kilkunastu procent, zwłaszcza gdy jednocześnie będzie nieurodzaj – komentuje Andrzej Gantner, dyrektor generalny polskiej Federacji Producentów Żywności.

Wejście w życie rozporządzenia wymaga jeszcze głosowania w Parlamencie Europejskim. Zaplanowano je jesienią. Zdaniem ekspertów nie należy oczekiwać większych zmian w stosunku do obecnego projektu.