Na razie czynione są wstępne przymiarki. Nie wiadomo nawet, jak będą zdefiniowane spółki groszowe. Czy ta kategoria obejmie wszystkich emitentów, których akcje kosztują mniej niż 1 zł, czy granicą będzie 50 gr, a może jeszcze niższa wartość. Giełda ma dążyć do tego, aby tego typu spółek było na rynku jak najmniej. Preferowanym sposobem na osiągnięcie tego celu będzie namawianie emitentów do przeprowadzania tzw. odwrotnego splitu: scalenia akcji. Bierze się też pod uwagę usunięcie takich spółek z notowań ciągłych. Przedstawiciele giełdy zapewniają, że spółki i ich akcjonariusze będą mieli dużo czasu, aby przygotować się do zmian.

Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych uważa inicjatywę za krok we właściwym kierunku, bo notowanie na głównym parkiecie spółek, których kapitalizacja może z dnia na dzień się podwoić, podważa wiarygodność całego rynku. – Obawiam się jednak, że w przypadku spółek groszowych trudno będzie znaleźć rozwiązanie, które usatysfakcjonuje wszystkie strony – ocenia Jarosław Dominiak, prezes SII.

Nie wszyscy muszą być jednak zadowoleni. Jest spora grupa inwestorów z powodzeniem spekulujących na silnych wahaniach groszowych papierów.