To może być początek odbicia w konsumpcji prywatnej, choć nie będzie ono duże – twierdzą ekonomiści.

Dane GUS to niespodzianka, bo fundament, jakim dla konsumpcji jest rynek pracy, wcale się nie wzmocnił. Co prawda w maju bezrobocie spadło do 13,5 proc. z 14 proc. w kwietniu, ale analitycy tłumaczą to sezonowym wzrostem zatrudnienia w budownictwie.

Marcin Mazurek, analityk BRE Banku, uważa, że wzrost sprzedaży może wynikać z coraz większego realnego dochodu do dyspozycji gospodarstw domowych. To zasługa spadającej inflacji (w maju wynosiła 0,5 proc.). Drugi powód to niskie oprocentowanie depozytów. W maju gospodarstwa domowe wycofały z banków ok. 3 mld zł. I choć eksperci jeszcze kilkanaście dni temu tłumaczyli to szukaniem bardziej zyskownych inwestycji, to teraz mówią, że część tych pieniędzy mogła trafić do sklepów.

Sprzedaży pomaga też ostra konkurencja wśród sprzedawców, którzy walczą o klienta przede wszystkim niskimi cenami. Świadczy o tym to, że licząc sprzedaż w cenach stałych, wzrosła ona o 1,2 proc. w skali roku. To znaczy, że w handlu detalicznym ceny w ciągu roku spadły. Dowodem na teorię, że motorem handlu jest niska cena, jest też ciągły wzrost obrotów w niewyspecjalizowanych sklepach. To kategoria, która obejmuje supermarkety i dyskonty. W poprzednim miesiącu zwiększyły one sprzedaż o 10,7 proc.

Czy to wszystko może oznaczać ożywienie konsumpcji prywatnej? Tak, ale jest ono niewielkie. Jakub Borowski, główny ekonomista Credit Agricole mówi, że w II kw. konsumpcja mogła wzrosnąć o ok. 0,3 proc. Podobnie uważa Tomasz Kaczor z Banku Gospodarstwa Krajowego. – Trudno to nazwać wyraźną poprawą, tym bardziej że korzystnie zaczyna działać efekt niskiej bazy z poprzedniego roku – mówi Jakub Borowski.

– Jeśli nastąpi jakaś znacząca poprawa, to od drugiej połowy roku. W III kw. wzrost konsumpcji powinien przyspieszyć do ok. 0,7 proc. – dodaje Kaczor.

1,2 proc. o tyle wzrosła sprzedaż w maju w cenach stałych

0,3 proc. to prognoza wzrostu konsumpcji w II kw. 2013 r.