Szczególnie dotkliwie odczuwają to małe przedsiębiorstwa, których pozycja przetargowa w relacjach z dużymi podmiotami zazwyczaj jest gorsza.

Według ostatniego raportu BIG InfoMonitora aż 83 proc. pytanych o to firm twierdzi, że nieregulowanie w terminie wystawianych przez nie faktur to przeszkoda w prowadzeniu biznesu. Z danych wynika, że najgorzej pod tym względem jest w budowlance, gdzie problem zatorów wskazało aż 87 proc. firm.

Niezależnie od podziałów branżowych szczególnie duży kłopot w uzyskiwaniu zapłaty na czas mają małe i średnie firmy. Z natury rzeczy stoją na gorszej pozycji w relacji z dużym kontrahentem. Duże przedsiębiorstwa płacą na czas przede wszystkim należności wobec podmiotów równych sobie. Faktury na niskie kwoty płacone są z opóźnieniem, bo dla dużej firmy w całej masie jej obrotów mają drugorzędne znaczenie.

– Tymczasem w przypadku małego przedsiębiorstwa faktura na kilka, kilkanaście tysiecy złotych to często być albo nie być. Przedłużanie czasu spłaty zobowiąznia przez kontrahenta powoduje, że mniejsza firma musi podjąć większy wysiłek, by utrzymać płynność finansową – mówi Mariusz Hildebrand, prezes BIG InfoMonitor. I dodaje, że wymuszanie kredytu kupieckiego jest powszechną zasadą w realcjach między firmami w Polsce. To mali przedsiębiorcy są w tej grze poszkodowaną stroną, na co wskazują niezależne badania – na przykład Narodowego Banku Polskiego. Z najnowszej edycji raportu o stanie koniunktury przedsiębiorstw, jaki opublikował bank centralny wynika, że wielkość kredytu kupieckiego brutto pod koniec ubiegłego roku rosła właśnie w sektorze MŚP i to już drugi kwartał z rzędu.

– Tradycyjnie sektor dużych przedsiębiorstw w mniejszym stopniu finansował swoich kontrahentów (kredyt handlowy netto pozostał na poziomie sprzed kwartału) niż sektor MŚP – napisali analitycy NBP w raporcie.

Dlaczego mali przedsiębiorcy się na to godzą? Bo boją się stracić dużego klienta. Zakładają też, że jeśli zaczną dociskać zbyt mocno większych partnerów, to w ogóle mogą wypaść z rynku.

– Powstaje jednak pytanie, czy taka gra jest warta świeczki. Bo może jest tak, że tracimy zbyt dużo energii na odzyskanie należnych nam pieniędzy, co szkodzi naszemu biznesowi – mówi prezes Hildebrand. I zwraca uwagę na koszty zbyt dużego pobłażania kontrahentom. Po pierwsze: trzeba jakoś ratować płynność finansową. Firmy sięgają więc po narzędza finansowe, np. faktoring, albo kredyt obrotowy. Mogą też ubezpieczać należność. W każdym z tych przypadków muszą dodatkowo zapłacić.

– Często jednak w takiej sytuacji same przestają płacić faktury swoich poddostawców. Dochodzi do powstania klasycznego zatoru płatniczego. To początek prawdziwych problemów, bo w stosunku do małych firm ich kontrahenci nie mają oporów przed zamieszczaniem informacji o długach w bazach danych. Dużemu może się upiec, małemu raczej nie – mówi Mariusz Hildebrand.

Szef BIG InfoMonitora radzi zacząć od prewencji. Przede wszytskim sprawdzić potencjalnego kontrahenta przed zawarciem z nim umowy – choćby nawet była to firma duża i rozpoznawalna na rynku. Szczególnie istotna informacja to moralność płatnicza.

– Powinniśmy się dowiedzieć, w jaki sposób firma reguluje swoje płatności. Jeśli ma z tym problem – to może w ogóle nie warto podejmować z nią współpracy. Przedsiębiorcę można oczywiście sprawdzić w biurach informacji gospodarczej, ale warto też zasięgnąć języka na rynku – mówi Hildebrand. I dodaje, że gdy już dojdzie do opóźnienia w zapłacie, mała firma powinna robić wszystko, aby jak najszybciej zmotywować kontrahneta do wypłacenia pieniędzy. Przede wszystkim powinna zacząć od wpisania dłużnika do rejestru biura informacji gospodarczej. To stosunkowo prosta metoda i spełnia przy tym swoją rolę – wpisana firma traci na wiarygodności u innych potencjalnych partnerów biznesowych, ma problemy np. z pozyskiwaniem finasowania. Żeby zniknąć z rejestru musi spłacić w całości swój dług. Wierzyciel nie powinien zbyt długo czekać z dokonaniem wpisu. Im dłużej będzie trwała zaległość, tym trudniej może być ją wyegzekowować. Sami przedsiębiorcy zresztą postrzegają proces egzekucji długów jako kosztowny i – w związku z tym – mało efektywny. Firmy dobrze to rozumieją, dlatego skracają jak mogą terminy kredytów kupieckich. Wskazują na to cytowane już badania NBP. Wynika z nich, że średni okres zamrożenia środków pieniężnych w należnościach skrócił się w IV kw. ub.r. do 42,7 dnia – o 0,5 dnia w porównaniu do III kw.

– Jeśli uzyskanie zapłaty od dużej firmy jest trudne, a brak płatności zagraża istnieniu naszej firmy, to może lepiej zrezygnować z relacji z tym dużym podmiotem i poszukać kilku mniejszych kontrahentów. Dzięki temu ryzyko, że pieniądze dostaniemy z opóźnieniem, rozłoży się na kilka faktur – mówi Mariusz Hildebrand.

PARTNER OPRACOWANIA