Może nieco dziwić, że brytyjski fiskus dobrał się do skóry akurat tak mało znacznym biznesmenom. Ale za podatki multimilionerów i ich firm wziął się już poprzedni rząd Partii Pracy. Tę batalię kontynuuje zresztą obecny, konserwatywno-liberalny. Specjalnym podatkiem - przezwanym "daniną" - obłożono nawet ostatnio banki, na które społeczeństwo jest szczególnie cięte po krachu finansowym z 2008 roku.

Lista dotyka tylko najmniejszych

Ale jeszcze większe oburzenie Brytyjczyków budzi legalne wykorzystywanie luk w prawie podatkowym przez wielkie firmy globalne, jak Amazon, Google, czy gigant kawowy Starbucks. Google zapłacił w zeszłym roku podatek w wysokości półtora procent swoich wpływów na Wyspach Brytyjskich, Amazon - 6 dziesiątych promila, a Starbucks nie zapłacił ani pensa przez trzy kolejne lata. 

Miarą oburzenia społecznego jest prywatna petycja internetowa dwojga właścicieli niezależnej księgarni. Wzywają oni do bojkotu zakupów w Amazonie, który rujnuje małe biznesy, płacące skrupulatnie swoje podatki. W ciągu niewielu dni podpisało ją 90 tysięcy osób.