Oba ministerstwa zgadzają się, że część wpływów z przyszłego wydobycia niekonwencjonalnego surowca powinna trafić do samorządów. Spór, jak ustalił DGP, dotyczy tego, jaka to powinna być część. Ministerstwo Środowiska, które przygotowało projekt ustawy o podatku od wydobycia gazu, zamierza dać samorządom więcej, a resort finansów – mniej. Żadne jednak nie chce się przyznać do tego, jaką część podatków od gazu chce przekazać samorządom.

Zdaniem ekspertów to, ile pieniędzy trafi do samorządów, ma ogromne znaczenie. – Te środki powinny być dzielone między gminy, powiaty i regiony. To będzie silny bodziec dla społecznego poparcia całego programu – tłumaczy DGP Piotr Syryczyński, ekspert WS Atkins Polska.

Jacek Protas, prezes Związku Województw RP, nie ma wątpliwości, że zmiana dystrybucji wpływów z opłat i podatków związanych z wydobyciem powinna iść w kierunku skierowania części tych środków do właścicieli gruntów i budżetów wspólnot samorządowych, na których terenie prowadzone są wiercenia.

Eksperci uważają, że z podatku wydobywczego, którego wysokość ma wynieść ok. 40 proc., przynajmniej 15 proc. powinno trafić m.in. do samorządów. Być może, jeśli udział będzie niższy, nie wszystkie samorządy będą partycypowały w zyskach z łupków.

Spór resortów trwa od czerwca i na razie nie widać jego końca. Wszystko wskazuje, że rozstrzygnie go premier. Z nieoficjalnych informacji wynika, że poprze on Ministerstwo Finansów. Takie poparcie premiera uderzy w autora projektu, wiceministra środowiska i głównego geologa kraju Piotra Woźniaka. Jego pozycja i tak jest już nie najlepsza – ma wrogów we wszystkich resortach kluczowych dla projektu łupkowego: Ministerstwie Skarbu Państwa, Ministerstwie Spraw Zagranicznych, a teraz Ministerstwie Finansów. Części politykom PO nie podoba się również to, że wcześniej związany był z PiS.

Najwyraźniej sam premier ma wątpliwości. Otóż 12 lipca zostało ogłoszone rozporządzenie o powołaniu pełnomocnika rządu ds. łupków. Tę funkcję ma pełnić właśnie Woźniak, ale wciąż nie dostał od premiera nominacji. Nie wiadomo nawet, kiedy może to nastąpić. – Oczekujemy na decyzję w sprawie nominacji – wyjaśnia Magdalena Sikorska, rzecznik Ministerstwa Środowiska.

Analitycy ostrzegają przed próbą zagarnięcia wpływów z podatku łupkowego do budżetu. – Planowanie budżetu w oparciu o przychody z wydobycia jest ryzykowne – tłumaczy Grzegorz Pytel z Instytutu Sobieskiego. Jak zaznacza, branża ta jest niepewna, ceny gazu i ropy mocno się wahają, a wiarygodność krajów, które opierają swoje projektowane dochody na surowcach, jest mała. – Takim przykładem jest choćby Rosja. W Norwegii pieniądze z podatku od wydobycia lokowane są na funduszu emerytalnym – wyjaśnia.

To nie pierwszy przypadek, kiedy minister Rostowski chce zasilać budżet wpływami z niestabilnych źródeł. Wcześniej informowaliśmy, że zamierza położyć ręce na pieniądzach pochodzących ze sprzedaży praw do emisji CO2. W tej sprawie wojuje z kolei z resortem gospodarki, który wpływy z tego tytułu chce przeznaczyć m.in. na dopłaty do energooszczędnych lodówek, elektrycznych samochodów oraz na ulgi na zakup polskich zielonych technologii. Ceny praw do emisji także wahają się w zależności od ich podaży i popytu, co może utrudniać prognozowanie wpływów budżetu.

Spór blokuje ustawę

Spór resortów finansów i środowiska całkowicie zablokował prace nad kluczowym dla branży projektem ustawy o wydobywaniu i opodatkowaniu węglowodorów. Miał być on upubliczniony i przekazany do konsultacji społecznych prawie trzy miesiące temu. Wiceminister środowiska i główny geolog kraju Piotr Woźniak niespodziewanie odwołał jednak konferencję, na której miał zostać zaprezentowany projekt. Choć zapewniano, że ujrzy on światło dzienne w wakacje, tak się nie stało. Jeszcze kilka tygodni temu wiceminister Woźniak przekonywał, że projekt będzie przedstawiony w sierpniu. Z naszych informacji wynika, że szanse na zakończenie prac nad ostateczną wersją przepisów we wrześniu są też nikłe. Jeszcze w tym lub w przyszłym tygodniu ma dojść do spotkania ministrów środowiska, finansów, skarbu i spraw zagranicznych.