Jego zdaniem konsekwencją decyzji unijnego szczytu w sprawie Europejskiego Mechanizmu Stabilizacyjnego powinno być odłożenie planowanego na piątkowy wieczór głosowania obu izb parlamentu Niemiec nad ratyfikacją EMS. Przełożenia głosowania zażądali tż w piątek opozycyjni niemieccy socjaldemokraci, by mieć czas na przeanalizowanie postanowień z Brukseli.

Belke uważa, że umożliwienie bezpośredniej rekapitalizacji banków z EMS nie wpłynie na ograniczenie oprocentowania obligacji borykającej się z kryzysem bankowym Hiszpanii, co było celem tej decyzji, podjętej w nocy z czwartku na piątek przez przywódców eurolandu.

To nie kryzys bankowy, ale gospodarczy

"Oprocentowanie obligacji teoretycznie mogłoby spaść, ale nie spadnie, o czym przekonaliśmy się po ogłoszeniu decyzji szczytu. Podstawowym problemem Hiszpanii nie jest kryzys bankowy, ale słabość konkurencyjna gospodarki i strukturalne kłopoty na rynku pracy. Mówienie o kryzysie bankowym służy tylko odwróceniu uwagi od istoty rzeczy" - powiedział ekspert.

Skrytykował także ułatwienie państwom z problemami dostępu do środków EMS. Kraje strefy euro, które wypełniają roczne cele, wyznaczone przez Komisję Europejską, będą mogły uzyskać pomoc z funduszu ratunkowego bez dodatkowych surowych warunków dotyczących reform i oszczędności. Tę decyzję wynegocjował premier Włoch Mario Monti.

Pozytywnie ocenił postanowienia szczytu dotyczące budowy europejskiego nadzoru bankowego i unii bankowej. "Działania w tym kierunku mogą pomóc w wydostaniu się z błędnego koła pomiędzy zadłużeniem a ratowaniem banków oraz ułatwiłyby tzw. haircut, czyli redukcję długów państw. Miałoby to funkcję dyscyplinującą rynki" - ocenił Belke. Dodał, że warunkiem powstania unii bankowej jest poprawa konkurencyjności gospodarek państw eurolandu.

Dobrą decyzją jest też - zdaniem Belke - rezygnacja z warunku, że w przypadku udzielenia państwu kredytu z EMS fundusz ma pierwszeństwo w odzyskiwaniu należności w przypadku niewypłacalności tego państwa. "Jeśli prywatni wierzyciele wiedzą, że należności mogą egzekwować w ostatniej kolejności, to żądają jeszcze większych odsetek od pieniędzy pożyczonych państwom zagrożonym plajtą" - tłumaczył ekspert.

Nie uważa on, by wyniki szczytu UE były dla Niemiec tak katastrofalne, jak opisują to niemieckie media, które w większości uznały, że kanclerz Niemiec Angela Merkel przegrała szczyt. "Decyzje są raczej złe niż dobre, chociaż szczyt przyniósł więcej konkretnych decyzji, niż się spodziewałem" - ocenił.

"Wygląda na to, że Merkel jest w UE niemal w izolacji - szczególnie, gdy chodzi o uwspólnotowienie długów. Ale wydaje się też, że wyborcy w kraju popierają jej stanowisko. Według sondaży około 70 proc. Niemców nie chce euroobligacji. Dlatego powściągliwa w tej sprawie jest także nawet opozycyjna socjaldemokracja" - zauważył Belke.

Jego zdaniem wspólne ręczenie za długi mogłoby wręcz doprowadzić na dłuższą metę do dezintegracji strefy euro, bo wyborcy z państw o lepszej kondycji finansowej i gospodarczej niechętnie będą zgadzać się na udzielanie gwarancji krajom w kłopotach.