Negatywne prognozy mają wpływ na gospodarkę. Potwierdza to przypadek z listopada 2011 r., gdy agencja ratingowa Standard & Poor’s opublikowała przez pomyłkę komunikat informujący o obniżeniu ratingu Francji. Agencja po godzinie sprostowała swój komunikat, ale inwestorzy nabrali nieufności. Oprocentowanie francuskich obligacji rządowych, które po ukazaniu się tej informacji wzrosło, już nie spadło. Tymczasem gospodarka francuska jest jedną z bardziej stabilnych w Europie – wskaźniki ekonomiczne nie upoważniały do takiej reakcji. Ten mechanizm psychologiczny działa także w Polsce.

Narastanie pesymizmu

Krajowy Rejestr Długów wspólnie z Konferencją Przedsiębiorstw Finansowych prowadzi od początku 2009 r. badania ankietowe wśród grupy ok. 2,5 tys. polskich przedsiębiorstw. Analizuje zarządzanie należnościami, a także wpływ, jaki mają zatory płatnicze na ich kondycję finansową i możliwości rozwoju. Od II połowy 2011 r. nasila się trend, zgodnie z którym firmy nieźle oceniają swoją sytuację finansową i jednocześnie z pesymizmem patrzą w przyszłość. Analiza wskaźników ekonomicznych z ostatnich 3 – 4 kwartałów dowodzi, że jedynym wskaźnikiem, który w tym czasie malał, był PMI – mówiący o poziomie optymizmu przedsiębiorców. Podobnie dzieje się w przypadku konsumentów. Z jednej strony GUS podaje pozytywne wyniki dotyczące wzrostu PKB, a renomowane banki i instytucje finansowe podnoszą na tej podstawie prognozy wzrostu PKB na rok 2012 do 3 proc. z pierwotnych 2,5 – 2,8 proc. Tymczasem z badań TNS OBOP wynika, że Polacy pesymistycznie oceniają zarówno kondycję polskiej gospodarki, jak i swoją przyszłość.

Wskaźnik Nastrojów Ekonomicznych w I kwartale 2012 r. wyniósł 87,2 pkt i spadł o 8,5 pkt w porównaniu IV kwartałem 2011 r. Tymczasem poziom 100 pkt jest uznawany za symboliczną równowagę pomiędzy optymizmem a pesymizmem. W I kwartale 2012 r. spadł również Wskaźnik Ocen Gospodarki o 9,9 pkt w porównaniu do IV kwartału 2011 r. i wyniósł 89,7 pkt., co oznacza przewagę osób negatywnie oceniających stan polskiej gospodarki nad osobami oceniającymi go pozytywnie. Jednocześnie obniżył się Wskaźnik Samooceny Gospodarstw Domowych (spadek o 7,3 pkt) i wynosi on obecnie 85,3 pkt. Pesymizm zaczyna mieć realny wpływ na gospodarkę – część firm zaczęła wstrzymywać płatności dla swoich dostawców, czekając na zapłatę od odbiorców z obawy, że może pozostać bez środków obrotowych, gdy same zapłacą kontrahentom, a nie dostaną zapłaty od klientów. Upowszechnianie się takich postaw nakręca zatory płatnicze.

Nierzetelność płatnicza

Łańcuszek niepłacących sobie wzajemnie firm zaczął się w ostatnich kwartałach wydłużać. Do końca 2011 r. nie miało to większego wpływu na kondycję finansową przedsiębiorstw, bo wysoka sprzedaż i związane z tym zyski niwelowały straty związane z coraz dłuższymi terminami płatności. Ale I kwartał 2012 r. przyniósł już niepokojące informacje. Nadal odsetek firm, które nie mają żadnych kłopotów z uzyskaniem zapłaty lub problem ten u nich maleje (łącznie 30,8 proc.), jest większy niż tych, u których on narasta (23,5 proc.). Jednak różnica między liczebnością obu tych grup jest coraz mniejsza. O ile jeszcze pod koniec 2011 r. wynosiła 15,9 proc., o tyle teraz zmalała do 7,3 proc. Sytuacja ta nie pozostaje bez wpływu na kondycję finansową przedsiębiorstw. W grudniu 2011 r. ok. 25 proc. polskich firm informowało, że ich sytuacja finansowa uległa poprawie, natomiast na początku kwietnia br. takie deklaracje składało już tylko 21 proc. przedsiębiorstw, a prawie tyle samo (19,8 proc.) wskazywało na pogorszenie się ich kondycji finansowej.

W I kwartale 2012 r. wydłużył się także średni czas oczekiwania na zapłatę i wynosi on teraz 4 miesiące i 12 dni, a 25,8 proc. wszystkich faktur jest płaconych po terminie. W 15 proc. z tych przeterminowanych, termin płatności minął 12 miesięcy temu – takie płatności są uznawane już za stracone. Prawie 36 proc. firm nie płaci w terminie swoim kontrahentom, bo same nie otrzymały zapłaty. 35 proc. ogranicza inwestycje z tego powodu. Rosną też średnie koszty ponoszone przez firmy w związku z nieterminowymi płatnościami i sięgają już 8 proc. wszystkich kosztów działalności.

Dostęp do kredytu

Obraz sytuacji firm nie nastraja do optymizmu. Małe przedsiębiorstwa nie inwestują z powodu zatorów płatniczych, średnie i duże firmy pieniądze mają, ale trzymają je na lokatach bankowych. To ponad 180 mld zł, a jeśli dodać do tego wartość wykupionych przez nie obligacji, mamy olbrzymią sumę ponad 320 mld zł, które nie są inwestowane. A nie są inwestowane, bo... bo ma być kryzys, więc lepiej warto przeczekać. Trudno się dziwić przedsiębiorcom, zwłaszcza z sektora MSP, że ulegają ponurym nastrojom – czują niepewność. Podobne nastroje zaczynają dominować w bankach, które przecież zatrudniają rzesze wyspecjalizowanych analityków. Z raportu NBP „Sytuacja na rynku kredytowym” wynika, że w I kwartale 2012 r. banki zaostrzyły politykę kredytową, zwłaszcza w przypadku kredytów długoterminowych dla dużych firm. Podobną postawę zamierzają w najbliższym czasie zajmować w stosunku do pożyczek krótkoterminowych dla sektora MSP.

Jak wyglądają obostrzenia kredytowe? Chodzi głównie o zmianę procedur przez zmniejszenie maksymalnych kwot kredytów, skrócenie okresów kredytowania i zakwalifikowanie wielu przedsiębiorstw, a nawet całych branż do grup podwyższonego ryzyka. Kłopoty z dostępem do kredytu i jednoczesne wkraczanie inwestycji infrastrukturalnych finansowanych z budżetu UE 2007 – 2013 w końcową fazę to czynniki hamujące rozwój gospodarki. Jak sektor bankowy uzasadnia swoją ostrożność? Banki przewidują, że polskie firmy będą w coraz trudniejszej sytuacji ekonomicznej związanej z utrzymującą się niepewnością w gospodarce i narastającymi zatorami płatniczymi. Mamy więc do czynienia z samospełniającą się przepowiednią.

Adam Łącki

prezes zarządu Krajowego Rejestru Długów