Wynika z nich, że w czasie rozgrywek te towary w największym stopniu znikają ze sklepowych półek. Bo choć wielu Polaków nie poszło na mecz na stadion czy do strefy kibica, to postanowiło piłkarskie emocje przeżywać w szerszym gronie w domu. Dlatego preferowano menu nieangażujące zbyt gospodarzy, którzy też chcieli śledzić sportowe zmagania. – Sprzedaż chipsów, paluszków czy orzeszków wzrosła w niektórych regionach nawet dwukrotnie. Przykładem może być Wrocław, gdzie sklepy sprzedały ich o 83 proc. więcej w porównaniu z 2011 r. – wyjaśnia Maciej Ptaszyński, dyrektor generalny Polskiej Izby Handlu.

Jak dotąd kibice wypili też o 50 proc. więcej piwa oraz o 12 do 25 proc. więcej soków i napojów. – Wpływ na ożywienie popytu tych ostatnich może mieć też pogoda. Zrobiło się upalnie, co sprzyja dobrej sprzedaży napojów bezalkoholowych – tłumaczy Maciej Ptaszyński.

Ale śledząc remisy i porażkę naszej reprezentacji, kibice krzepili się też mocniejszymi niż piwo trunkami. Sprzedaż alkoholu wzrosła o ok. 8 proc. w porównaniu z zeszłym rokiem. – Największym powodzeniem cieszą się tanie czyste wódki, choć wzrosła też sprzedaż win i ready to drink. Po te ostatnie sięgają zwłaszcza kobiety, które towarzyszą parterom w oglądaniu meczów – mówi Stanisław Tyszkiewicz, właściciel małego sklepu spożywczego w centrum Warszawy. Jak dodają eksperci, na pobudzenie sprzedaży w tych właśnie kategoriach miało też wpływ przygotowanie przez placówki handlowe stref kibica, wypełnionych właśnie chipsami, orzeszkami i piwem.

Mimo to handel nie zarobi na Euro 2012 kokosów. Pozostałe kategorie produktów sprzedają się bowiem podobnie jak w roku ubiegłym, mimo że sklepikarze nie podnieśli cen, jak pierwotnie planowali. Wzrosły one najwyżej o kilka procent i to tylko w wybranych kategoriach. Nie chcieli bowiem powtórzyć błędu hotelarzy, którzy żądając zbyt dużo za nocleg, odstraszyli tylko kibiców, co w efekcie odbije się na ich zysku. Już wiadomo, że najlepiej na turnieju wyjdą te markety, które położone są blisko stref kibica czy stadionów. Podobnie jest w przypadku centrów handlowych. W czasie kiedy Rosjanie buszowali po warszawskich Złotych Tarasach, Galeria Mokotów świeciła pustkami.