To znacznie poniżej oczekiwań ekonomistów, którzy na początku tygodnia przewidywali 3,8 proc., a jeszcze w ubiegłym tygodniu, że będzie na poziomie z kwietnia. – Niższy odczyt inflacji zawdzięczamy spadkowi cen w kategorii rekreacja i kultura, co wynikało z promocji telewizji cyfrowej i kablowej, a także wyhamowania dynamiki wzrostu cen paliw – tłumaczy Ernest Pytlarczyk, główny ekonomista BRE Banku.

Ważne było jednak przede wszystkim obniżenie dynamiki cen żywności i napojów bezalkoholowych – z 3,2 proc. r./r. w kwietniu do 2,7 proc. w maju, wynikające z normalizacji cen jaj. Po ich nadmiernym wzroście w I kwartale teraz mieliśmy 6,1 proc. spadek m./m. Do tego doszedł spadek cen masła o 3,0 proc. Także warzywa i owoce drożały wolniej, niż oczekiwali analitycy. – Na spadek inflacji złożyły się też obniżki cen paliw.

Roczna dynamika w tej kategorii wyniosła w maju 12,7 proc. r./r. wobec 13,4 proc. w kwietniu – mówi Adam Czerniak. W jego opinii spadek tempa wzrostu cen całego spektrum towarów i usług w maju sygnalizuje, że czynnikiem obniżającym inflację może być trwające od połowy ubiegłego roku spowolnienie dynamiki popytu konsumpcyjnego. A to w sytuacji wygasania proinflacyjnego wpływu osłabienia kursu złotego z ostatniego kwartału 2011 r. oddziałuje w kierunku spadku inflacji CPI.

Eksperci podkreślają, że wysoki poziom inflacji przy słabnącym popycie to specyfika nie tylko Polski, lecz także Czech, w których w maju wzrost cen wyniósł 3,2 proc., i Węgier – 5,3 proc. – To rezultat posiadania przez kraje naszego regionu własnej waluty. Gdy inwestorzy odpływają z państw wschodzących, to cierpi na tym nie tylko złoty, lecz także forint i korona – wyjaśnia Ernest Pytlarczyk.

Różni nas natomiast podejście władz monetarnych do problemu. Węgrzy muszą trzymać dosyć restrykcyjną politykę ze względu na rentowność długu. Czesi inflację traktują jako przejściową. Nasza RPP w maju podwyższyła stopy. Ale, choć w opinii ekspertów jeszcze w czerwcu możemy zobaczyć 4-proc. inflację, to jednak już do końca roku rada powinna się powstrzymać z kolejnymi podwyżkami. Tym bardziej że w kolejnych miesiącach wzrost cen znów powinien hamować.

Mniejszy odczyt inflacji za maj i prawdopodobne jej hamowanie latem powinno ucieszyć posiadaczy lokat. – Klienci po raz pierwszy realnie zarobili na bankowych depozytach po tym, jak wcześniej 14 miesięcy z rzędu tracili. Średni zysk z rocznej lokaty po uwzględnieniu podatku oraz wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych wyniósł w maju 0,31 proc. – obliczył Michał Sadrak z Open Finance. – Przyjmując, że w czerwcu 2013 r. inflacja wyniesie zgodnie z projekcją Narodowego Banku Polskiego ok. 2,8 proc., to obecnie zakładane najwyżej oprocentowane 12-miesięczne depozyty przyniosą ponad 2 proc. realnego zysku. Średni zysk wyniesie wtedy 1,22 proc., a straty poniosą natomiast klienci, którzy wybierają lokaty z oprocentowaniem poniżej 3,46 proc. brutto – dodaje.