Polimex-Mostostal jest liderem zwycięskiego konsorcjum, do którego trafił astronomiczny kontrakt na budowę dwóch bloków energetycznych o łącznej mocy 1800 MW o wartości blisko 11,4 mld zł. Skład uzupełniają Mostostal Warszawa i Rafako.

Szefowie trzech koncernów zaangażowanych w opolski projekt przeżywają ciężkie chwile związane z finansowaniem bieżącej działalności. Powód? Dwa pierwsze narażone są na liczone w milionach straty z kontraktów drogowych, które z powodu 40-proc. podwyżek cen materiałów budowlanych stały się obciążeniem dołującym wyniki. Ostatni sparzył się przy realizacji kilku kontraktów energetycznych i musi się bronić przed wielomilionowymi roszczeniami. Przykładowo Alstom tylko za jeden kontrakt żąda blisko 29 mln euro kary.

– Nie mam wiedzy na ten temat – uciął Konrad Jaskóła, prezes Polimeksu-Mostostalu, pytany o dodatkowy audyt spółki podyktowany sytuacją koncernu. Banki współpracujące z PGE też nie chciały zająć oficjalnego stanowiska. Nie wypowiedziało się także PGE.

Jak jednak mówią nasi informatorzy z branży energetycznej, instytucje finansowe naciskają na PGE, żeby sprawdzić, czy Polimex-Mostostal faktycznie nie zawiązał rezerw na poczet ewentualnych strat na drogowych kontraktach. Bo jeśli nie, mizerne już dzisiaj wyniki spółki mogą jeszcze się pogorszyć. Po I kw. 2012 r. koncern wykazał zaledwie 17 mln zł zysku. Na dodatek nie sprzedał części nieruchomości, które miały poprawić płynność. Sektor finansowy ma w pamięci spektakularny upadek Dolnośląskich Surowców Skalnych, innej giełdowej spółki, która do ostatnich chwil maskowała fatalną kondycję.

– Nie zakładamy strat na drogowych kontraktach – tłumaczył podczas ogłaszania wyników prezes Jaskóła. W taki scenariusz mało kto jednak wierzy. Tylko wysokość roszczeń spółki wobec Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad sięga 114 mln zł. A to standardowy sposób na poprawienie rentowności kontraktów drogowych, choć GDDKiA szalenie rzadko zgadza się płacić.

Sytuację Polimeksu-Mostostalu dodatkowo komplikuje podział obowiązków w opolskim konsorcjum, w którym koncern ma 42 proc. i odpowiada za zakup turbiny do produkcji energii. To wydatek rzędu nawet 500 mln euro. Takiej kwoty nie pokryje zaliczka wypłacona spółce przez PGE.

Konrad Jaskóła nie traci rezonu i liczy na wsparcie sektora finansowego. – Mamy dobrą współpracę z bankami, która zapewnia nam dostęp do środków finansowych dla realizacji wszystkich naszych kontraktów, nie tylko tego dla Opola – zapewniał w wywiadzie dla DGP.

Nasi rozmówcy z branży mówią, że niepokój sektora finansowego bierze się także stąd, że realizacja dużych projektów energetycznych wartych miliardy rozciągnięta jest na 5 – 7 lat, a to rodzi bardzo duże ryzyko finansowe, z jakim większość polskich firm budowlanych dotąd nie miała do czynienia.

– Polskie kontrakty w energetyce oferują dobre marże i zaliczki. Do 2016 r. kontrakty pozwolą spółkom prezentować dobre wyniki i przepływy pieniężne – mówi DGP Maciej Stokłosa, analityk Domu Inwestycyjnego BRE. Ale zaraz dodaje, że w latach 2016 – 2017 nastąpi ostra weryfikacja założeń budżetowych.