Kryzys zadłużeniowy w strefie euro rozprzestrzenia się na wschodnią część kontynentu za pośrednictwem powiązań handlowych i bankowych, wyhamowując odrodzenie wschodzących gospodarek Europy po krachu z 2009 roku. I chociaż trzyletnie pożyczki EBC w łącznej kwocie 489 mld euro pomogły uniknąć „wielkiej katastrofy”, tempo wzrostu gospodarczego wyraźnie zwalnia, a kredyty są mało dostępne – podkreśla Piroska Nagy. ekonomista EBOR, cytowany przez agencję Bloomberg. 

„Nie popadamy w euforię w związku z akcję EBC” – mówi Nagy, który jest dyrektorem EBOR ds. strategii i polityki – „Jesteśmy zadowoleni z tego, iż ostatecznie EBC zrobił to, czego można było oczekiwać po banku centralnym. Ale ze względu na tempo wzrostu gospodarczego, przepływy kapitałów i trendy w sferze finansowania handlu, jesteśmy bardzo ostrożni, aby zadeklarować, że już znaleźliśmy się poza strefą niebezpieczeństwa”.

Sępią włoskie, austriackie i francuskie banki-matki

Bloomberg przypomina, ze tacy kredytodawcy, jak włoski UniCredit, austriacka Erste Group Bank i francuski Societe Generale, którzy wspólnie z innymi kontrolują trzy czwarte sektora bankowego w naszym regionie, nadal sprzedają swoje aktywa i zwiększają rezerwy kapitałowe, aby sprostać rygorystycznym wymaganiom regulatorów. Równocześnie banki te zmniejszą pule kredytów dostępnych dla gospodarstw domowych i przedsiębiorstw.

EBC już na najbliższą środę, 29 lutego zaplanował drugą rundę długoterminowych pożyczek dla banków komercyjnych Eurolandu. Według Nagy środki te mają bezspornie fundamentalne znaczenie dla uniknięcia katastrofy. „Ale banki dalej wyprowadzają fundusze i będą to robić dalej ponieważ uporządkowanie ich bilansów jest niezbędnie konieczne”.
W raporcie przygotowywanym przez EBOR, do którego dostęp uzyskała agencja Bloomberg stwierdza się, że sytuacja finansowa pogarsza się w Europie Środkowej, w krajach bałtyckich i na Bałkanach, natomiast Polska – jak podkreślono – jest bardziej uodporniona ze względu na silniejszy wzrost gospodarczy i wzrost wartości lokalnych depozytów. Tym niemniej od lipca do listopada odpływ netto funduszy z naszego kraju osiągnął równowartość 2 proc. PKB.