Czy problemy Unii Europejskiej są do rozwiązania, czy też zmierza ona do systemowego rozpadu? – relacjonuje agencja Bloomberg kluczowe tezy dyskusji uczonych. Znamienne są opinie czterech wybitnych ekonomistów, którzy argumentowali zarówno za scenariuszem wieszczącym katastrofę, jak i przeciw niemu.
Peter Boone i Simon Johnson należeli do pesymistów. Ich zdaniem problemy Europy są gorsze niż powszechnie się przyznaje i nie ma „wiarygodnej drogi wyjścia z kryzysu”.

Fred Bergsten, dyrektor instytutu i Jacob Funk Kirkegaard uważają natomiast, że takie stawianie sprawy jest przesadne. „Przemożny europejski imperatyw zmierzający do zachowania projektu integracji z pewnością skłoni przywódców do utrzymania euro i przywrócenia zdrowej kondycji gospodarczej kontynentu” – podkreślali dwaj ekonomiści.

Ale żadna ze stron nie była dostatecznie precyzyjna. Boone i Johnson nie sądzą bowiem, że systemowa katastrofa jest pewna, z kolei Bergsten i Kirkegaard nie mówią, iż jest to niemożliwe. Ale pierwsza dwójka uczonych twierdzi, że ekonomiczna wyrwa jest znacznie głębsza, a próby wydostania się z niej znacznie trudniejsze, niż uważają Bergsten i Kirkegaard. 

Na przykład na pytanie, czy Włochy są wypłacalne, dwaj pierwsi uczeni bez zmrużenia oka stawiają Italię w jednym szeregu z Grecją, Irlandią i Portugalią. Przypominają, że na zadłużenie Europy w łącznej kwocie 8,4 bilionów euro, dług włoski stanowi 1,9 bln euro. Europejski Bank Centralny nie zdoła zaradzić katastrofie, gdyby Włochom groziło bankructwo. Bank musiałby bowiem wykupić trzy czwarte całego europejskiego długu. W przeciwnym razie odsetki za papiery dłużne rządów na rynku wtórnym zawierałyby tak ogromną premię za ryzyko, że kraje niewypłacalne dalej pozostałyby niewypłacalnymi. 

Jeśliby dodać Hiszpanię do listy zbankrutowanych państw, wtedy EBC musiałby wykupić długi na kwotę od 2,5 bln euro – gdy wszystko poszłoby dobrze – do 4,5 bln euro w razie większych problemów. Wtedy udział Niemiec w zabezpieczeniu tej akcji ratunkowej wyniósłby 1,2 bln euro, czyli 45 proc. niemieckiego PKB. A na to, zdaniem Boone i Johnsona, Niemcy nie pójdą.