Ministerstwo Finansów ponownie skupiło wczoraj bony skarbowe za 2,5 mld zł. Łącznie z aukcją przeprowadzoną w zeszłym tygodniu udało się mu zrobić zakupy za 4,7 mld zł. Termin wykupu bonów mijał w lutym, marcu i maju przyszłego roku. Pierwotnie resort deklarował, że chce skupić bony o wartości 16,7 mld zł, ale inwestorzy nie chcieli się ich pozbywać, uznając je za korzystne inwestycje.

Wcześniejszy wykup pozwala ministrowi finansów zmniejszyć dług publiczny, którego stan na koniec roku odnotuje GUS. – Nie ma ryzyka przekroczenia progu 55 proc. – zapewnia Piotr Marczak, dyrektor departamentu długu publicznego resortu finansów.

Resort ma w tych działaniach wsparcie samorządu warszawskiego, który zgodził się na podobne działanie. Na rynku wtórnym kupi bony za blisko 0,5 mld zł. Ma tego dokonać jeszcze w tym tygodniu.

Zgodnie ze statystyką dotyczącą długu publicznego GUS, podając dług, nie zalicza do niego wzajemnych zobowiązań wewnątrz sektora finansów publicznych, czyli np. między rządem a samorządami. Dlatego działanie Warszawy będzie miało identyczny skutek jak wykup papierów przez resort Jacka Rostowskiego. To znaczy, że dług publiczny do końca roku zmniejszy się o ponad 5 mld zł. – Poprzednia aukcja pozwoliła zmniejszyć dług o 0,15 pkt proc. PKB, a wczorajsza o 0,16 pkt proc. PKB. – mówi rzeczniczka resortu finansów Małgorzata Brzoza.

Łącznie z działaniem Warszawy procentowy udział długu w relacji do PKB do końca roku może spaść o prawie jedną trzecią punktu procentowego PKB. Do tego budżet ma dosyć komfortową sytuację, deficyt po listopadzie był niski i wyniósł 21 mld zł wobec planowanych 40,2 na cały rok, a resort miał w zapasie 49 mld zł wolnych środków. Ile ma obecnie – nie chce informować przed końcem roku, podobnie jak o stanie posiadanych euro, by nie wspomagać ewentualnych działań spekulacyjnych.

– Działanie MF znacząco oddaliło ryzyko przekroczenia 55 proc. długu do PKB. Dlatego można się spodziewać, że do końca tygodnia możemy nie zobaczyć znaczącej obecności BGK na rynku walutowym – komentuje Marek Rogalski, analityk DM BOŚ. Złoty się umacnia. Choć jeszcze niepełne dwa tygodnie temu euro kosztowało rekordowe 4,60, to wczoraj spadło poniżej 4,40. To blisko prognozowanej przez rząd we wrześniu wartości 4,35 zł za euro, co miało gwarantować, że relacja długu publicznego do PKB nie przekroczy 53,8 proc. A sytuacja na rynku walutowym nie powinna się zmienić do końca roku. –Obecnie rynek jest płytki i mało płynny. Sama świadomość możliwości interwencji tak ze strony BGK, jak i NBP zniechęca inwestorów do spekulacji i wspomaga złotego. Tyle że to wsparcie może być krótkotrwałe. W nowym roku na rynki mogą powrócić stare lęki – uważa Rogalski.