Rząd odkupił przed terminem bony skarbowe i tym samym zmniejszył dług publiczny. Jak pan ocenia ten ruch?

To nie rozwiązuje problemu. Polski dług publiczny w relacji do PKB jest po Węgrzech drugim największym w regionie. W Bułgarii czy w Estonii wskaźnik ten jest o wiele niższy.

Czy ten zabieg rządu odsuwa niebezpieczeństwo osłabienia się złotego?

Siła waluty nie zależy od przejściowych zdarzeń, ale od zdrowia finansów publicznych. Jeśli chcemy mieć stabilną walutę, powinniśmy wywierać presję na rząd, by zmniejszył rozdawanie nie swoich pieniędzy. Im mniejszy dług publiczny, tym stabilniejsza gospodarka.

Osłabienie złotego jest jednak związane z perturbacjami w strefie euro i podatnością na spekulacje naszego rynku walutowego.

Nasi południowi sąsiedzi są bardziej zależni od strefy euro niż Polska ze względu na większą rolę eksportu w ich gospodarce. Mimo to czeska korona osłabiła się do euro w tym roku o 2 proc., a nasza waluta o 12 proc. Powiązanie ze strefą euro nie tłumaczy zatem osłabienia złotego. Twierdzenie, że wielkość naszego rynku decyduje o spekulacji, też jest bałamutne. W Japonii rynek walutowy jest znacznie większy, a jen się nie osłabia.

Przecież premier niedawno zapowiedział działania na rzecz uzdrowienia finansów publicznych. Rynki w to nie uwierzyły?

Potrzebujemy reform po stronie wydatków. Rozwojowi gospodarczemu nie służy podwyższanie podatków – a na tym opierają się działania zapowiedziane przez premiera. Najgorzej oceniam podwyższenie składki emerytalnej, bo to zwiększa koszty pracy.

Które wydatki należy ograniczyć?

Nie musimy mówić o cięciach. Szczęśliwie ludzie żyją coraz dłużej, należy zatem podwyższyć wiek emerytalny. Tempo zmian proponowane przez premiera jest zdecydowanie zbyt wolne.

Premier zapowiedział też reformę systemu rentowego.

Słusznie, mam nadzieję, że PSL tej reformy nie zatrzyma. W bogatszych od nas krajach wprowadzono reformy na znacznie większą skalę. U nas zapowiedziano obniżkę zasiłków pogrzebowych, które są bardzo wysokie. W Wielkiej Brytanii w latach 80. zlikwidowano te zasiłki. Są one bowiem finansowane zaciąganiem długu.

Czy czekają nas zatem kolejne podwyżki podatków?

Mam nadzieję, że nie. Liczę, że rząd ograniczy antyrozwojowe wydatki i wprowadzi zmiany umacniające wzrost gospodarczy. Trzeba też prywatyzować, niekoniecznie opierać się na sprzedaży przez giełdę. Gdy popatrzymy na doświadczenia rozmaitych krajów, to widać, co Polska mogłaby więcej zrobić we własnym interesie.

Polska ma udzielić pożyczki na rzecz zadłużonych krajów strefy euro. Co pan na to?

Nie zostały przedstawione koszty i korzyści tego rozwiązania. Wzmocnimy swoją pozycję w Unii, ale co jeszcze? Powinniśmy wiedzieć, ile zarobimy na odsetkach i z jakim ryzykiem wiąże się powierzenie MFW części naszych rezerw walutowych. NBP powinien przedstawić dokładną analizę, aby można było rzetelnie powiedzieć: opłaca się lub nie.

Nie wiemy, ile zyskamy ani ile ryzykujemy, pożyczając pieniądze, MFW

Czy opłaca nam się przyłączać do nowych unijnych regulacji dotyczących na przykład przestrzegania dyscypliny budżetowej?

Wszystko, co zapobiega kryzysom finansowym, biorącym się z tendencji do rozdymania wydatków, jest dobre dla ludzi. Państwo powinno mieć ograniczoną możliwość szkodzenia swojemu społeczeństwu. Poczekajmy jednak na konkrety. Odpowiedzmy na pytanie, czy w przypadku zbyt wysokiego deficytu Komisja Europejska miałaby prawo domagać się podwyższania podatków? Czy też, a tak powinno być, sprawa byłaby zostawiona poszczególnym państwom.

Niski wzrost gospodarczy, wysoka inflacja – co nas czeka w przyszłym roku?

Nad poziomem inflacji będzie czuwać Rada Polityki Pieniężnej, która jest odpowiedzialna konstytucyjnie i moralnie. Wzrost gospodarczy zależy od czynników zewnętrznych i od działań wewnętrznych. Potrzeba więcej reform, mniej podwyżek podatków, szybszego poprawiania warunków przedsiębiorcom, więcej konkurencji, a mniej polityki w gospodarce.

Drukowanie euro i wykup obligacji poszczególnych państw. Co pan sądzi o takim pomyśle na rozwiązanie problemów w Unii?

EBC kupowałby obligacje po cenach niższych niż rynkowe. To by oznaczało podwyższone ryzyko inflacji i bomb spekulacyjnych. Byłoby to też jaskrawe naruszenie traktatów europejskich. To rozwiązanie porównałbym z kokainą, a nie antybiotykiem. Mam też nadzieję, że takie pomysły nigdy nie będą dotyczyć naszego kraju.

Wywiad jest zapisem rozmowy z cyklu Salon Ekonomiczny "Trójki" i "Dziennika Gazety Prawnej"