"Propozycja zaostrzenia przepisów dotyczących agencji ratingowych to próba odciągania uwagi opinii publicznej od istoty problemu. Problem nie wynika z małej konkurencyjności na rynku agencji ratingowych, bo są one tylko trzy, ale z faktu, że rządy pozadłużały się ponad miarę. Wyciąganie termometru - którymi są agencje - przed zmierzeniem do końca temperatury czy wręcz jego stłuczenie nie pomoże, tylko spowoduje zwielokrotnienie strachu, że stan finansów krajów UE jest jeszcze gorszy, niż agencje dziś oceniają.

Jeśli chodzi o możliwość skarżenia agencji przez inwestorów, to mamy tu czynniki świadomego działania z premedytacją. Należałoby dowieść przed sądem, że agencje, mimo swojej wiedzy, świadomie próbowały wprowadzić inwestora w błąd, aby poniósł szkody. To jest bardzo trudne.

Upadek banku Lehman Brothers w 2008 roku pokazał, że agencje ratingowe nie był przygotowane (...). Od tego czasu próbują one odbudować swoją reputację i stąd niektóre ich oceny są przewartościowane. Lepiej dmuchać na zimne".