Wszystko wskazuje na to, że proces ruszy na początku stycznia przyszłego roku. PGNiG liczy na szybki finał. – Żadnej ze stron nie zależy na przeciąganiu postępowania. Jeżeli arbitraż zostanie rozstrzygnięty na naszą korzyść, Gazprom będzie musiał nie tylko obniżyć aktualną cenę dostaw, ale również skorygować cenę wstecz do dnia, w którym zwróciliśmy się do niego z wnioskiem o korektę cen, a więc do kwietnia 2011 r. – tłumaczy Michał Szubski, prezes PGNiG.

To oznacza, że Rosjanie powinni zapłacić PGNiG różnicę między ceną faktycznej sprzedaży gazu od kwietnia a ceną uznaną przez Trybunał Arbitrażowy w Sztokholmie. Z naszych informacji wynika, że obecnie może być to 200 – 300 mln dol.

PGNiG nie potwierdza tych szacunków. Przedstawiciele spółki przyznają jednak, że chodzi o setki milionów dolarów. – Gdy postępowanie się wydłuża, ta kwota rośnie – zastrzega prezes Szubski.

Bez szans na ugodę

PGNiG wynająło już kancelarię prawną – Weil, Gotshal & Manges. – Wykonaliśmy pierwszy krok. Złożyliśmy wniosek o wszczęcie postępowania arbitrażowego, wyznaczyliśmy również swojego arbitra. Teraz Gazprom ma 30 dni na wskazanie własnego kandydata na arbitra – wyjaśnia Jarosław Kołkowski, reprezentujący PGNiG w kancelarii Weil.

Jak tłumaczy, kolejny miesiąc zajmie wybranie przez obu arbitrów trzeciego przewodniczącego składu. – Dopiero po ukonstytuowaniu się trybunału złożony zostanie właściwy pozew wraz z uzasadnionymi żądaniami i wnioskami dowodowymi. Zakładamy, że nastąpi to w styczniu – mówi mec. Kołkowski.

Gaz ziemny. Fot. Shutterstock

Gaz ziemny. Fot. Shutterstock

źródło: ShutterStock

Prawnicy PGNiG liczą, że postępowanie przed arbitrażem zakończy się w ciągu kilku miesięcy. Według nich nie musi wcale dojść do sytuacji, w której trybunał wyda werdykt. Strony mogą bowiem dojść do kompromisu.

– Arbitraż, co do zasady, ma rozstrzygać spory polubownie – przyznaje Marcin Asłanowicz, partner w kancelarii Baker & McKenzie.

Koncerny skarżą Gazprom

Taką ugodą zakończył się niedawno spór włoskiej firmy Edison z Gazpromem. Szanse na podobny finał w przypadku PGNiG wydają się jednak niewielkie. Rozbieżności co do wysokości cen są zbyt duże.

– Dotychczasowe negocjacje z Gazpromem nie pozwoliły nam zbliżyć na tyle swoich stanowisk, by można było mówić, że w niedługiej przyszłości zdołamy to zmienić. Rozbieżności są na tyle istotne, że nie rokują na porozumienie w toku kolejnych spotkań – przyznaje Radosław Dudziński, wiceprezes PGNiG.

Eksperci, z którymi rozmawialiśmy, sądzą, że postępowanie arbitrażowe PGNiG –Gazprom może trwać nawet wiele lat. Z reguły podobne sprawy toczą się 2 – 4 lata, a czasami dłużej. Samo uznanie wyroku trybunału przez sądy krajowe może zabrać drugie tyle.

– Przykładem może być sprawa Elektrim – Vivendi. W tym przypadku uznanie wyroku przed sądami krajowymi zajęło 6 lat – twierdzi Jarosław Kołkowski. Elektrim przegrał spór z Vivendi.

Teraz nasze szanse na wygraną są większe. Tym bardziej że polska spółka nie jest osamotniona w swoich żądaniach. O niższe ceny w Gazpromie dopominają się m.in. Litwini, Shell czy francuski GdF Suez. Do sądu pozwy złożyło już kilka firm, m.in. włoskie ENI oraz niemiecki E.ON.

Popyt na gaz maleje

– Argumenty za obniżką są po naszej stronie. Popyt w Europie na gaz mocno się skurczył, przed nami widmo kolejnego spowolnienia gospodarczego, poza tym mamy do czynienia ze sporą nadpodażą LNG, który jest konkurencją dla gazu rosyjskiego – tłumaczy Radosław Dudziński.

Janusz Steinhoff, były wicepremier, twierdzi, że problem sprowadza się do pytania: czy cena gazu powinna wynikać tylko z ceny ropy, jak chcą Rosjanie, czy uwzględniać realia rynku, na którym handluje się gazem skroplonym LNG, dużo tańszym od surowca dostarczanego przez Gazprom. Według niego miks tych dwóch uwarunkowań byłby najbardziej racjonalny.

Windowanie cen zarzucają też Gazpromowi Włosi, Litwini i Niemcy

Czy będzie zgoda na wyższe taryfy?

Od połowy roku Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo traci na handlu gazem. 2/3 surowca kupuje bowiem w kontraktach opartych na cenie ropy naftowej, a sprzedaje po cenach zatwierdzanych w taryfie przez Urząd Regulacji Energetyki. Jak tłumaczy PGNiG, spółce nie sprzyjają otoczenie makroekonomiczne – słaby złoty wobec dolara (w tej walucie koncern kupuje surowiec) – oraz wysokie ceny ropy naftowej (do jej notowań indeksowane są ceny gazu ziemnego importowanego w ramach kontraktu jamalskiego). Dlatego PGNiG wystąpiło do regulatora o kolejną podwyżkę. Spółka domaga się korekty obowiązującej do końca tego roku taryfy oraz złożyła nowy wniosek taryfowy na I kwartał 2012 r. Nieoficjalnie mówi się, że gazowa spółka od nowego roku żąda prawie 20-proc. wzrostu cen.

PGNiG odmawia jakichkolwiek komentarzy na temat szczegółów wniosku. Regulator przyznał jednak w ubiegłym tygodniu, że gazowy koncern domaga się podwyżki. – PGNiG chce wysokiego wzrostu cen gazu – ujawnił Piotr Olędzki z URE.

Regulator wniosek spółki powinien rozpatrzyć do połowy grudnia. Jeśli zatwierdzi zaproponowaną przez PGNiG podwyżkę, nowe, wyższe ceny wejdą w życie od początku 2012 r.