Dziesięć lat, tyle według Anegli Merkel zajmie Europie wychodzenie z kryzysu zadłużenia. Niemiecka kanclerz nie mówi tego wprost, ale z Berlina coraz częściej dochodzą sygnały o rozpoczynającej się straconej dekadzie na wzór japoński. Sytuację pogarsza jeszcze bardziej chaos polityczny, który panuje w Grecji i we Włoszech.

Premier Georgios Papandreu i lider opozycji Antonis Samaras doszli wczoraj do porozumienia w sprawie nowego rządu Grecji. Nie będzie nim kierował Papandreu. We Włoszech władzy nie chce oddać – nawoływany do tego przez przywódców G20 – Silvio Berlusconi. Dziennik „Financial Times” polityczną burzę na południu Europy, która zagraża gospodarce Eurolandu określa mianem Papandemonium.

Pieniądze za spokój

W sobotę Grecja próbowała uspokajać inwestorów. Rzecznik rządu Ilias Mosialos przypomniał, że jego kraj musi ratyfikować przed końcem 2011 r. plan redukcji zadłużenia uzgodniony pod koniec października w Brukseli przez strefę euro. Mosialos krytycznie odniósł się do reakcji lidera prawicowej opozycji Antonisa Samarasa, który po raz kolejny odmówił w sobotę udziału w rządzie koalicyjnym zaproponowanym przez socjalistów z partii PASOK. Skrytykował też to, że Samaras zwlekał z poparciem planu z Brukseli i dopiero w środę zgodził się poprzeć ratyfikowanie przez parlament planu ratowania kraju.

Niezależnie od tego, co teraz Grecy mówią, ich wiarygodność jest ograniczona. Tym bardziej że dzień po sobotnich, uspokajających komunikatach, Atenami znów wstrząsały gabinetowe wojny.

Berlusconi musi odejść

Na temat gier politycznych w Atenach i Rzymie, które zagrażają euro i światowym giełdom, dyskutowano na szczycie G20 w Cannes. O ile bankructwo Grecji jest groźne głównie dla Europy, o tyle niewypłacalność Włoch dotknie cały świat. Jak pisze „Financial Times”, 1,9 bln euro włoskiego długu wystarczy, by wpędzić świat w recesję. Państwo rządzone przez Berlusconiego jest czwartym najbardziej zadłużonym w skali globu. W 2012 r. Włochy będą musiały refinansować 300 mld euro długu. Na razie Rzym zgodził się, by MFW monitorował dyscyplinę finansową Włoch. Według „FT”, aby działania Funduszu były skuteczne, do dymisji musi podać się Berlusconi.

Oliwy do ognia dolał wczoraj gubernator Banku Francji Christian Noyer. Jego zdaniem: „rolą Europejskiego Banku Centralnego nie jest finansowanie tych państw w nieskończoność”. To aluzja do Włoch, których obligacje skupuje EBC. Wczoraj też szef francuskiej dyplomacji Alain Juppe przyznał, że „Włochy mają problem wiarygodności”.

Biznes czeka na drachmę

Sensacyjne doniesienia na temat stosunku biznesu do Grecji przyniósł wczoraj dziennik „Bild”. Według największej niemieckiej bulwarówki koncern turystyczny TUI zażądał od greckich hotelarzy podpisania nowych umów, które regulowałyby także wzajemne rozliczenia w wypadku opuszczenia przez Grecję strefy euro i powrotu do drachmy. Chodzi o zapis, który zagwarantuje rozliczenia po pierwszym kursie drachmy ustalonym przez rząd, czyli przed deprecjacją. – Musimy się zabezpieczyć przed takim ryzykiem walutowym. Możliwość opuszczenia przez Grecję strefy euro jest więcej niż teoretyczna – mówił „Bildowi” rzecznik TUI Robin Zimmermann.

Prezes niemieckiego instytutu badań nad gospodarką Ifo i zwolennik wyjścia Grecji z unii walutowej Hans-Werner Sinn przekonuje, że powrót do drachmy wymagałby zamknięcia greckich banków na tydzień i przestawienia wszystkich kont bankowych, bilansów oraz zadłużenia państwa na walutę narodową. Potem nastąpiłaby dewaluacja drachmy, a Grecja częściowo odzyskałaby konkurencyjność.