Najchętniej wybieramy towary nie droższe niż 15 tys. zł. A sprzedawcy pilnują, by wyliczyć opłaty na naszą kieszeń.

Największe sieci ze sprzętem RTV i AGD, takie jak Saturn, Mediamarkt czy Euro notują wzrost sprzedaży ratalnej średnio o 4-5 proc. w porównaniu z rokiem ubiegłym. Podobne wzrosty notuje także Castorama i niektóre sieci meblarskie, takie jak Agata czy Vox. Renesans zakupów na raty potwierdza najnowszy raport spółki finansowej Żagiel, z którego wynika, że w tym roku kupiliśmy na kredyt towary za 13 mld zł. To wprawdzie o 2 mld zł mniej niż w rekordowym roku 2008, ale analitycy spodziewają się dalszych wzrostów.

Zwiększony apetyt na raty to m.in. efekt coraz ciekawszej oferty handlowej. Duże sieci oferują dziś pralki, lodówki, odtwarzacze MP3 czy iPady, które można kupić w kilkunastu czy nawet kilkudziesięciu miesięcznych ratach z zerowym oprocentowaniem. Wiele z nich wprowadza sprzedaż ratalną w porozumieniu z producentami. – Każdy schodzi trochę ze swojej marży i dzięki temu klient dostaje tańszy towar, a handlowcy i wytwórcy mają zyski ze sprzedaży – tłumaczy Karol Stec, ekspert od handlu z Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji. Rekordzistą okazał się sklep internetowy neo24.pl, który po wprowadzeniu nieoprocentowanej oferty kredytowej w ciągu kilku miesięcy odnotował prawie 200-proc. wzrost sprzedaży.

Swój udział w powrocie do rat mają też banki, które zliberalizowały nieco politykę kredytową. Wprawdzie rekomendacja T Komisji Nadzoru Finansowego zabrania dziś udzielania kredytów osobom, których suma rat przekracza 50 proc. dochodów, ale handlowcy odpowiedzialni za sprzedaż tak wyliczają raty, żeby klient nie przekroczył tego progu. Bankom, które żyją z kredytów, to się opłaca. Zwłaszcza że muszą sobie jakość zrekompensować spadek konsumpcyjnych kredytów gotówkowych. W I półroczu tego roku ich suma wyniosła 27,7 mld zł, podczas gdy w ostatnim przed kryzysem półroczu 2008 r. w gotówce pożyczyliśmy aż 36,1 mln zł. Przemysław Barbiuch ze Związku Banków Polskich wskazuje, że na zakup na raty nie mają szans osoby bez dochodów, bo każdy kupujący sprawdzany jest w Banku Informacji Kredytowej. – Banki tak rozbudowały dziś bazę danych, że nawet mysz się nie prześliźnie – zapewnia.

Polacy najchętniej kupują na raty produkty od 2 do 15 tys. zł. Jest to sprzęt elektroniczny i komputery, ale także wyposażenie mieszkań. Np. w Ikei są to meble kuchenne i komplety wypoczynkowe. Z kolei w Saturnie hitem są iPady, telewizory LCD oraz najnowszej generacji sprzęt muzyczny. Obecnie meble i AGD mają 41-proc. udział w sprzedaży ratalnej. To o 6 proc. mniej niż w 1998 r., gdy ta forma sprzedaży dopiero zdobywała w Polsce popularność.

Zdecydowanie natomiast spada sprzedaż ratalna samochodów. Z raportu Open Finance oraz Instytutu Badań Rynku Motoryzacyjnego Samar wynika, że w drugim kwartale tego roku banki udzieliły 27 tys. pożyczek na kwotę 1,9 mld zł. To prawie o 17 proc. mniej ilościowo i 7,5 proc. mniej wartościowo niż w analogicznym okresie ubiegłego roku.

Nowym segmentem, w którym system sprzedaży ratalnej będzie się szybko rozwijał, jest rynek sprzętu rehabilitacyjnego. Dziś produkty te stanowią 16 proc. rynku ratalnego, gdy w latach 90. takich produktów nikt na kredyt nie kupował.

Drugi segment z perspektywami wzrostu to usługi kosmetyczno–medyczne. Już dziś w dużych klinikach oferujących operacje plastyczne czy implanty niemal 40-50 proc. zabiegów finansowanych jest kredytem. A ich liczba będzie rosła w miarę, jak starzeć się będzie społeczeństwo.