Jednak z ustaleń „DGP” wynika, że drożej będzie już przed świętami Bożego Narodzenia. A duża część Polaków właśnie gwiazdkę traktuje jako pretekst do wymiany starego telewizora czy lodówki.

Jak mówi Marcin Rosati z Media Saturn Holding Polska, część sprzętu, który trafia teraz do magazynów, jest już droższa. Na półkach sklepowych znajdzie się za kilka dni. Na początek podwyżki sięgną 5 – 10 proc., w zależności od asortymentu. A zdrożeje w zasadzie cała elektronika użytkowa – telewizory, laptopy, ale też duże AGD.

Co więcej podwyżki nie ominą żadnego producenta. Szczególnie telewizorów, bo tylko te są składane w Polsce. – A aż 95 proc. części koniecznych do wyprodukowania odbiornika pochodzi z zagranicy – zauważa Cezary Urynowicz z Sharp Electronics.

Nie oznacza to jednak, że od razu pierwszego dnia wszystkie towary dostępne w marketach będą oferowane po wyższych cenach. Podwyżki będą następowały sukcesywnie, oddzielnie na produkty różnych dostawców.

– To dlatego, że w magazynach wielu producentów znajdują się jeszcze zapasy, które wciąż trafiają na rynek. Wielu dostawców zaopatrzyło się też w duży zapas euro, dzięki czemu wahania kursowe tak bardzo jeszcze ich nie dotykają – tłumaczy Michał Kanownik ze Związku Importerów i Eksporterów Sprzętu Elektronicznego i Elektrycznego.

Zdaniem ekspertów, by wyrównać stratę, jaką ponoszą producenci w związku z osłabieniem złotego, wzrosty cen trafiających obecnie na rynek produktów powinny być większe niż 10 proc. Nie można jednak ich wprowadzić, bo to automatycznie przełożyłoby się na zmniejszenie popytu. A to byłoby niewskazane w najgorętszym dla branży okresie, kiedy zarówno sektor TV, jak i AGD spodziewa się wyrównania strat ze słabych poprzednich miesięcy.

– By nie podnosić cen, producenci przycinają wydatki na promocję i marketing – mówi Cezary Urynowicz. Nie jest jednak wykluczone, że w nowym roku dojdzie do kolejnych podwyżek. Przewiduje to dr Murat Ulgen, główny ekonomista HSBC ds. Europy Środkowo-Wschodniej i Afryki Subsaharyjskiej. – Wzrost cen konsumenckich będzie miał miejsce, jeżeli koszty produkcji, jak i wyrobów gotowych będą rosły w tak szybkim tempie jak w październiku – przyznaje.

Ale to niejedyny problem, z którym muszą się zmierzyć sklepy oraz konsumenci. Z powodu powodzi w Tajlandii może zabraknąć aparatów fotograficznych, telewizorów i laptopów. Tam bowiem znajdują się skupiska fabryk wytwarzających części do tego sprzętu.

– Otrzymujemy takie sygnały, dlatego już teraz staramy się zaopatrzyć nasze sklepy w wystarczającą liczbę produktów – mówi Marcin Rosati.

2 mln telewizorów zostało sprzedanych w Polsce w 2010 r.

28,3 mln telewizorów produkuje się rocznie w polskich fabrykach