Zdaniem b. wiceprezesa NBP prof. Krzysztofa Rybińskiego, zamieszanie w strefie euro związane m.in. z możliwym niekontrolowanym bankructwem Grecji może w ciągu najbliższych kilku miesięcy skończyć się "potężną przeceną euro". Według niego niewykluczone, że dolar do euro będzie notowany według parytetu jedno euro do jednego dolara.

Zapłacimy 5 zł za dolara i euro

"Słabnące euro bardzo mocno pociągnie za sobą w dół waluty peryferyjne, co dla złotego będzie oznaczało silne tąpnięcie. Jeżeli dojdzie do niekontrolowanego bankructwa Grecji i silnego wzrostu rentowności obligacji włoskich, to nie wykluczałbym, że w ciągu najbliższych kilku miesięcy zobaczymy poziom 5 zł za dolara i euro" - powiedział.

Strefa euro ma już praktycznie jednego bankruta

Rybiński zaznaczył, że nie należy łączyć bankructwa Grecji z koniecznością wyjścia tego kraju ze strefy euro. "To dwie różne rzeczy luźno ze sobą związane. Bankructwo Grecji stało już niemal faktem, a Grecja ciągle jest w strefie euro" - powiedział profesor.

Rybiński uważa, że Grecja opuści jednak strefę euro, jeżeli nie uda się jej przywrócić wzrostu gospodarczego i odzyskać konkurencyjności. "Jeżeli Grecja nie wyjdzie z recesji w ciągu roku, czy dwóch, to naród ten więcej oszczędności nie przyjmie. Jedynym wyjściem będzie przyjęcie przez Grecję własnej waluty i jej dewaluacja. W początkowej fazie będzie się to wiązało z pogłębieniem kryzysem, ale w dłuższej perspektywie Grecja odzyska konkurencyjność, a gospodarka zacznie rosnąć" - powiedział.

Według Rybińskiego Grecja może wyjść ze strefy euro w perspektywie 2-3 lat, a prawdopodobieństwo ziszczenia się takiego scenariusza wynosi ponad 50 proc.

Główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu Janusz Jankowiak nie wierzy jednak, że w Grecji dojdzie do referendum, które mogłoby w przyszłości skutkować wyjściem tego kraju ze strefy euro.

"To w tej chwili tylko spekulacje. Jeżeli do referendum by doszło i odpowiedź Greków byłaby negatywna, to otworzyłoby to drogę do sporów o procedury wyjścia Grecji ze strefy euro. Byłoby to jednak kłopotliwe i trwałoby jakiś czas. Ja nie widzę przyczyn dla takiego referendum i myślę, że do niego nie dojdzie" - powiedział Jankowiak.

Przypomniał, że greckie referendum ma poprzedzić procedura wotom zaufania dla rządu Jeorjosa Papandreu. Jankowiak uważa, że pomysł referendum jest elementem wewnętrznej rozgrywki politycznej w Grecji "zawistowanym bardzo wysoko i ryzykownie".

Do referendum czekają nas turbulencje na rynkach finansowych

Według Jankowiaka, w krótkim okresie sprawa referendum i związane z nią zamieszanie będzie negatywnie oddziaływać na waluty peryferyjne. "Jeżeli do referendum nie dojdzie, albo prawdopodobieństwo takiego referendum - po piątkowym, pozytywnym dla rządu głosowaniu w sprawie wotum nieufności - znacznie się zmniejszy, to nastroje znowu się poprawią i wahadło wychyli w drugą stronę" - uważa ekonomista.

Zdaniem analityka DM BOŚ raczej nie można powiedzieć, że grecki premier zapowiadając w poniedziałek możliwość przeprowadzenia społecznego referendum nie wiedział co robi. "Jeorjos Papandreu to doświadczony polityk. Bardzo dobrze zdaje sobie sprawę, jaki może być wynik referendum, jeżeli zapyta się Greków o to, czy chcą nadal zaciskać pasa. Sondaż Kapa Research pokazuje, że tylko 13 proc. Greków przyjęło ze zrozumieniem ustalenia ostatniego euro szczytu" - powiedział analityk.

Dodał, że być może Papandreu zagrał va banque chcąc wymusić większą pomoc dla Grecji w zamian za mniejsze reformy, pokazując, że w innym przypadku jego referendum może rozsadzić strefę euro.

Zdaniem Rogalskiego, mało prawdopodobne jest jednak, aby Grecja opuściła strefę euro. "Mało realne wydaje się wyjście Grecji ze strefy euro, czego domagają się niektórzy demonstranci na ulicach Aten. Wydaje się, że społeczeństwo ma wciąż za małą wiedzę odnośnie obecnej sytuacji, a także ewentualnego +czarnego scenariusza+, czyli powrotu do drachmy. To spowodowałoby załamanie systemu bankowego i silne zubożenie społeczeństwa. Wątpliwe jednak, aby w ciągu kilku tygodni, politycy byli w stanie przeprowadzić masową edukację, zwłaszcza, że +ulica+ po prostu im nie ufa" - stwierdził analityk.

Grecki rząd, obradujący w nocy z wtorku na środę na kryzysowym posiedzeniu, jednomyślnie poparł pomysł premiera Grecji Jeorjosa Papandreu, by jak najszybciej zorganizować referendum ws. drugiego pakietu pomocy dla Aten. Rząd poparł także wniosek szefa rządu, by zwrócić się o wotum zaufania do parlamentu. Głosowanie ma się odbyć w piątek. Decyzja premiera Grecji dotycząca przyjęcia pakietu pomocowego i programu drastycznych oszczędności było zaskoczeniem dla rynków. Głębokie spadki dotknęły giełdy, na wartości mocna traciło euro oraz waluty naszego regionu.