Polska jest w ścisłej europejskiej czołówce, jeśli chodzi o dostęp do instytucji oferujących usługi płatnicze. Na każdy milion mieszkańców w 2009 r. mieliśmy 1022 placówki instytucji oferujących usługi płatnicze oraz placówki instytucji płatniczych, takie jak np. kasowe okienka. Lepszy wynik ma tylko Cypr (1482), a unijna średnia to niespełna 600.

Tak duża liczba instytucji oferujących usługi płatnicze bierze się z upodobania Polaków do gotówki. Na dodatek z badań wynika, że lubimy korzystać z instytucji płatniczych, ale niekoniecznie z usług banków. Stąd popularność okienek płatniczych, mimo przypadków przestępstw, gdy punkty znikały wraz z pieniędzmi.

Pod względem liczby kont bankowych na mieszkańca znacznie odbiegamy od europejskich statystyk. Na jednego Polaka przypadało w 2009 r. średnio 0,93 konta, gdy unijna średnia to 1,26. Z 23 unijnych państw, które przekazały dane o liczbie kont do Europejskiego Banku Centralnego, gorzej od nas wypadły tylko Włochy i Hiszpania. Poniżej unijnej średniej znaleźli się nasi sąsiedzi, tacy jak Niemcy czy Czechy. Najwięcej rachunków, powyżej trzech na mieszkańca, przypada na Malcie, Litwie i Cyprze.

Rośniemy szybciej niż UE

Patrząc na dane historyczne, widzimy kolosalny postęp, jaki dokonał się w Polsce w ostatniej dekadzie. Gdy np. w 2001 r. wskaźnik ubankowienia wynosił w UE 1,2, to w Polsce był blisko trzy razy niższy. Na jednego Polaka przypadało wtedy statystycznie 0,45 rachunku bankowego. W sumie na koniec 2009 r. w Polsce prowadzono niespełna 32,8 mln kont bankowych dla osób fizycznych, rolników i firm. Po doliczeniu rachunków w spółdzielczych kasach oszczędnościowo-kredytowych (SKOK) było ich 35,3 mln.

Tymczasem kraje, które mają więcej niż Polska rachunków bankowych per capita, wykazują również wyższą niż Polska aktywność w zakresie wykorzystywania bezgotówkowych instrumentów płatniczych. Odliczając wypłaty pieniędzy z bankomatu, w 2009 r. na jednego mieszkańca Polski przypadało 18,5 transakcji z użyciem kart płatniczych rocznie. Statystyczny mieszkaniec UE dokonywał kartami średnio ponad 3 razy więcej transakcji bezgotówkowych, a np. Szwedzi i Duńczycy korzystali z kart blisko 10 razy częściej niż Polacy.

Ale i tu różnica między Polską a UE szybko topnieje. W 2006 r. w Polsce przeciętny Polak dokonywał tylko 9,3 płatności kartami płatniczymi, w 2009 r. 99 proc. więcej. Mimo to wyprzedzamy jedynie Węgry, Czechy, Grecję, Rumunię i Bułgarię.

Mimo że rośnie ubankowienie społeczeństwa i coraz więcej nas posiada kartę płatniczą, to wciąż silne jest przywiązanie do transakcji gotówkowych. Dwie trzecie Polaków preferuje taką formę zapłaty, nawet jeżeli posiada kartę płatniczą. Z badań prowadzonych m.in. na zlecenie NBP wynika, że obawiamy się o bezpieczeństwo bezgotówkowych transakcji. Korzystanie z kart kojarzy się też Polakom z mniejszą kontrolą nad domowymi finansami.

Bezstykowe w modzie

Fakt, że Polska przez lata była zacofana względem Europy Zachodniej, ma też swoje pozytywy. Luki na rynku często zajmują najnowocześniejsze technologie. Dobrym przykładem są terminale, przy których od razu wdrażamy najnowsze rozwiązania.

– Technologie związane z obrotem bezgotówkowym są coraz prostsze i szybsze dla klientów. Europejski świat płatności kartowych przestawia się teraz na płatności bezstykowe – mówi Andrzej Pelczar, prezes OPTeam. Część firm przeskoczyła nawet etap tradycyjnych terminali płatniczych. – Postanowiliśmy wykorzystać to, że jesteśmy w tyle, jeśli chodzi o liczbę terminali płatniczych wobec państw zachodnich i od razu wprowadzać najnowocześniejsze rozwiązania – mówi Pelczar. – Spółka Polskie ePłatności, której jesteśmy udziałowcami, była pierwszym centrum kart, które zdecydowało się na instalowanie wyłącznie takich urządzeń, które akceptują karty zbliżeniowe – dodaje Pelczar.

Barierą ceny kont i transakcji

Rozwój płatności bezgotówkowych to system naczyń połączonych. Zależy nie tylko od liczby posiadaczy rachunków i kart, ale też punktów akceptacji płatności. Problemy są też z tym drugim. Koszty transakcyjne powodują, że część sklepów i punktów obsługowych z terminali rezygnuje lub wprowadza limity dla płatności – np. od 20 zł. Kartą nie zapłacimy np. w sklepach Biedronka, choć na ich terenie i w pobliżu stoją bankomaty. Tyle że koszt transakcji pokrywa wtedy klient lub jego bank.

Właściciele placówek wśród przyczyn braku akceptacji kart wymieniają koszt wypożyczenia terminalu, wysokość prowizji od transakcji oraz długi czas oczekiwania na przelew środków za transakcje kartowe na konto przedsiębiorcy.

– Przytaczane przez właścicieli sklepów argumenty nie zmieniają się od lat, mimo że stawki prowizyjne uległy obniżeniu, a czas obsługi przelewów bankowych uległ znacznemu skróceniu – mówi Renata Gawkowska, dyrektor marketingu Polskich ePłatności.