Sukces czy porażka – inwestorzy nie wiedzieli wczoraj, jak ocenić wynik negocjacji i wstępnych porozumień przed środowym szczytem strefy euro i całej UE.

O ile rano kurs euro do dolara umacniał się, a indeksy największych giełd europejskich zyskały 0,5 – 1 proc., o tyle po południu wspólna waluta osłabła, a indeksy poszły w dół.

Zdaniem analityków poranny optymizm wynikał zresztą nie tylko z oceny postępów walki z kryzysem w strefie euro, lecz także z dobrych wyników eksportu Japonii i wzrostu gospodarczego Chin, które wskazują, że globalna gospodarka ma jeszcze szansę uniknąć pod koniec roku recesji.

Przywódcy Unii wciąż jeszcze nie rozstrzygnęli dwóch bardzo trudnych spraw: skali strat banków na inwestycjach w greckie obligacje oraz sposobu, w jaki zostanie zwiększony Europejski Instrument Stabilności Finansowej (EFSF). To będzie ciążyło na nastrojach rynku – zwraca uwagę Robert Peston, szef działu gospodarczego BBC World.

Berlusconiemu nie udało się namówić koalicji do reform

Innym powodem niepokoju są Włochy. Wczoraj pod naciskiem Nicolasa Sarkozy’ego i Angeli Merkel premier Silvio Berlusconi zwołał w Rzymie nadzwyczajne posiedzenie rządu. Miał ustalić scenariusz reform strukturalnych, które pozwolą krajowi na odzyskanie wzrostu gospodarczego. Paryż i Berlin chcą, aby ustalenia w tej sprawie zapadły jeszcze przed środowym szczytem UE. Jednak wczoraj Berlusconiemu nie udało się nakłonić sojuszniczej Ligi Północnej do poparcia niektórych kluczowych zmian, jak przesunięcie wieku emerytalnego do 67 lat.

Mimo wszystko stonowana reakcja giełd pokazuje, że mniej ambitny od francuskiego plan ratowania strefy euro, jeśli zostanie uzgodniony, będzie wystarczający, aby uspokoić inwestorów. Angela Merkel odrzuca zarówno zaangażowanie Europejskiego Banku Centralnego w pomoc dla zadłużonych krajów strefy euro, jak i zwiększenie bezpośredniej składki państw unii walutowej w EFSF. Możliwości finansowe tego ostatniego miałyby zostać zwiększone tylko dzięki kredytom zaciągniętym pod zastaw głównego kapitału (tzw. lewarowanie).