Na razie jesteśmy największym beneficjentem polityki spójności. Rocznie odbieramy ok. 9,6 mld euro z unijnego budżetu. Największym zagrożeniem jest ustalenie nowego tzw. limitu wielkości wsparcia. W obecnym budżecie UE (2007 – 2013) odpowiada on 4 proc. PKB kraju beneficjenta. Jednak niektóre państwa, jak Rumunia i Bułgaria, nie są w stanie skutecznie wykorzystać tak dużej kwoty. Stąd pomysł komisarza do spraw pomocy regionalnej, Austriaka Johannesa Hahna, aby obniżyć w nowym budżecie Wspólnoty (2014 – 2020) pułap pomocy do 2,5 proc. PKB.

W ubiegłym roku polski dochód narodowy po przeliczeniu po obecnym kursie (4,4 zł za euro) osiągnął 360 mld euro. Limit forsowany przez Hahna oznaczałby zatem, że w 2010 r. Polska mogłaby otrzymać maksymalnie 9 mld euro.

Jeśli w nadchodzących latach kurs złotego do euro będzie nadal słabł, a wzrost gospodarczy będzie wolniejszy od spodziewanego, propozycja Komisji Europejskiej może ograniczyć wielkość wypłat strukturalnych dla naszego kraju. Dodatkowo europosłanka i była komisarz ds. pomocy strukturalnej Danuta Huebner przyznała podczas spotkania z dziennikarzami w Brukseli w ubiegłym tygodniu, że istnieje ryzyko, iż limit 2,5 proc. zostanie jeszcze bardziej obniżony.

Nowe warunki pomocy strukturalnej muszą zatwierdzić jednogłośnie wszystkie kraje UE, z których te, będące płatnikami netto (m.in. Niemcy, Holandia, Austria, Szwecja, Wielka Brytania i Szwecja) dążą do dalszego ograniczenia wypłat.

Innym problemem jest pomysł Komisji Europejskiej utworzenia odrębnego funduszu (kosztem pieniędzy na politykę spójności) na rozwój infrastruktury w całej Unii („connecting Europe”) o wartości 50 mld euro w latach 2014 – 2020. Miałby on służyć rozwojowi projektów transportowych, energetycznych i ochrony środowiska w całej Unii, a nie tylko w krajach biedniejszych. Pieniądze na ten cel miałyby zostać wygospodarowane z całego pakietu dotacji strukturalnych (376 mld euro), a więc potencjalnie także kosztem dotacji dla Polski. Zasady działania funduszu na połączenie Europy są niejasne.

Nie jest też jasne, na ile korzystna będzie dla naszego kraju propozycja utworzenia od 2014 r. kategorii regionów pośrednich (o poziomie rozwoju między 75 a 90 proc. średniej rozwoju Unii), które nadal korzystałyby z części pomocy strukturalnej. Z perspektywy Brukseli zmiana ma służyć przekonaniu najbogatszych państw Wspólnoty do poparcia dużych wydatków na fundusze strukturalne (nowe rozwiązanie pozwoliłoby np. na utrzymanie dotacji dla wschodnich landów Niemiec). Z nowych regulacji skorzystałoby także Mazowsze, które dzięki dynamicznemu rozwojowi Warszawy osiągnie w 2014 r. 86 proc. średniej rozwoju Unii. Jednak utworzenie kategorii pośrednich regionów może pomniejszyć pulę pieniędzy, jaka zostanie dla pozostałych 15 polskich województw. W latach 2014 – 2020 aż 51 regionów znajdzie się między 75 a 90 proc. rozwoju średniej europejskiej, w tym 9 niemieckich, 11 francuskich, 6 greckich i 4 hiszpańskie.

29 lipca KE przedstawiła projekt nowego budżetu Unii na lata 2014 – 2020, który zakłada nieznaczne (do 39,4 proc.) zwiększenie wydatków na pomoc strukturalną. Jednak płatnicy netto zapowiedzieli już, że będą się domagali ograniczenia łącznych wydatków z budżetu UE, które zdaniem Brukseli powinny wynieść 1 proc. PKB Unii.

– Widzę dwa główne zagrożenia: determinację Francji, aby utrzymać na obecnym poziomie wydatki na wspólną politykę rolną (ok. 52 mld euro rocznie) oraz równie duży upór Wielkiej Brytanii, aby utrzymać specjalną ulgę w naliczaniu składki do budżetu Brukseli. To powoduje, że wszelkie oszczędności w wydatkach Unii dotkną siłą rzeczy drugą największą pozycję w wydatkach: pomoc regionalną – zwraca uwagę „DGP” Nicolas Veron, ekonomista brukselskiego Instytutu Bruegla.