O prawo używania znaku GTS będzie mógł się ubiegać każdy zakład mięsny, który udowodni, że kabanosy są produkowane w technologii niezmienianej od co najmniej 25 lat. Makron, należący do PKM Duda, już zdecydował, że postara się o certyfikat.

– W naszej ofercie są „Kabanosy oryginalne” sygnowane marką Stół Polski, które kwalifikują się do oznaczenia jako GTS. Przygotowywane są według receptury pochodzącej z lat 60. ubiegłego wieku – mówi „DGP” Piotr Mamrowicz z Maktonu. Jego firma już obecnie eksportuje swoje kabanosy do Wielkiej Brytanii. – Umieszczenie na opakowaniu znaku potwierdzającego zgodność produkcji ze standardami certyfikatu GTS niewątpliwie podniesie prestiż naszego produktu – dodaje Mamrowicz.

W sposób niezmienny od co najmniej 25 lat kabanosy produkuje w Polsce wiele zakładów, m.in. Olewnik, ZM Karol czy ZM Skiba. Jeśli będą one chciały uzyskać unijny certyfikat, wystarczy, że udadzą się do jednej z pięciu działających w kraju jednostek certyfikujących, która potwierdzi zgodność stosowanej technologii z wymogami znaku GTS. Taka procedura kosztuje od 1 do 2 tys. zł netto.

– Koszt produkcji kabanosów spełniających normy GTS jest o 30 – 40 proc. wyższy niż zwykłych – zastrzega Witold Choiński z branżowej organizacji Polskie Mięso. Przekonuje jednak, że o znak GTS warto walczyć, bo jest rozpoznawalny w całej UE.

W polskiej branży mięsnej kabanosy to trzeci po kiełbasie myśliwskiej i jałowcowej produkt, który uzyskał prawo używania unijnego certyfikatu GTS.