Sprzedaż detaliczna wzrosła w sierpniu w porównaniu z sierpniem ubiegłego roku o 11,3 proc. To znacznie powyżej sprzedaży lipcowej – 8,2 proc. – i oczekiwań ekonomistów, którzy spodziewali się wzrostu o 9,1 proc.

Największe, 28,9-proc. wzrosty miały sklepy niewyspecjalizowane, z czego wniosek, że Polacy coraz więcej zakupów robią w tańszych hipermarketach. O 17 proc. zwiększyła się wartość sprzedaży paliw, czemu sprzyjały wakacje, ale także podwyżki cen ropy, benzyny i gazu. Wysoki, niemal 16-proc. wynik osiągnęły również kosmetyki i farmaceutyki.

– Na ten wzrost mógł mieć znaczny wpływ nieoczekiwany wyskok inflacji CPI, który w sierpniu wyniósł 4,3 proc. wobec 4,1 proc.w lipcu – studzi optymizm Adam Czerniak, ekonomista Invest-Banku.

Obliczył on, że po oczyszczeniu danych z wpływu inflacji dynamika sprzedaży detalicznej wyniosłaby w sierpniu 6,9 proc. i 4,2 proc. w lipcu. Spodziewa się, że roczne tempo wzrostu konsumpcji wyhamuje z 3,5 proc. w drugim kwartale do 3 proc. w czwartym.

– Konsumpcja na pewno będzie zwalniała w kolejnych kwartałach, choć nie dojdzie do jej załamania. Nie tu tkwi ryzyko. Jeśli dojdzie w Polsce do spowolnienia wzrostu PKB lub nawet recesji, to w wyniku stagnacji lub załamania inwestycji – uważa Ignacy Morawski, ekonomista PBP.

– Wyraźnie gorszych danych z Polski spodziewam się między październikiem a listopadem – dodaje Morawski.

Na razie jednak inwestorzy uwierzyli, że z polską gospodarką nie jest tak źle. W piątek złoty większość dnia zyskiwał na wartości. A gdy zaczął się osłabiać, to po godz. 14 interweniował BGK i NBP, wyprzedając waluty na rynku.

Marek Rogalski, analityk DM BOŚ, uważa, że rozwój wydarzeń na rynku walutowym w tym tygodniu będzie zależał od tego, jak mocno inwestorzy uwierzą w deklaracje, które padły na szczycie grupy G20.