Eksperci ostrzegają, że rosnące obciążenia fiskalne przedsiębiorstw znacząco spowalniają rozwój całego kraju.

O ile pod względem czasu, jaki firmy muszą poświęcić na płatności podatków, wypadamy najgorzej w Europie, to w kwestii samego opodatkowania zysków firm plasujemy się nie najgorzej. O ile z każdych 100 zarobionych złotych polska firma musi oddać państwu 42,3 zł, to niemiecka ponad 48 zł, austriacka – 55,5 zł, a włoska rekordowe 68,6 zł. Na drugim końcu skali znajduje się Luksemburg, gdzie firmy oddają w podatkach tylko 21,1 proc. swoich zysków.

– Problem w tym, że w przypadku Europy Zachodniej mówimy głównie o państwach wysoko rozwiniętych, podczas gdy my jesteśmy ciągle krajem rozwijającym się. Niemcy czy Francja miały podobny PKB per capita jak my obecnie w latach 60. i wtedy opodatkowanie zysków tamtejszych firm było na poziomie 30 proc. Jeszcze niższe było w Korei Południowej czy Singapurze, gdy kraje te były na ścieżce szybkich wzrostów – zwraca uwagę Ireneusz Jabłoński, ekonomista z Centrum im. Adama Smitha.

Zatem aby Polska mogła szybko gonić Zachód pod względem dobrobytu i poziomu rozwoju gospodarczego, państwo powinno zmniejszyć obecne obciążenia podatkowe o 10 – 15 proc. – Firmy wykorzystałyby te pieniądze znacznie efektywniej niż państwowa biurokracja, choćby poprzez inwestycje, zwiększenie zatrudnienia etc. – zwraca uwagę Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców. A państwo wcale nie byłoby z tego powodu uboższe, ponieważ część z utraconych w ten sposób wpływów budżetowych odzyskałoby w podatkach pośrednich i konsumpcyjnych, jak choćby VAT.

Wysoki podatek dochodowy jest najgorszym z możliwych. – To wręcz forma kary dla firmy. Im lepiej sobie radzi, im bardziej jest innowacyjna i więcej zarabia, tym więcej pieniędzy musi oddawać państwu – mówi Jabłoński.

Zaś możliwość dokonywania odliczeń od podatku – zdaniem samych firm – czasami ociera się o śmieszność. – Gdy poszedłem do US zarejestrować się jako VAT-owiec, usłyszałem, że za złożenie deklaracji VAT-R muszę zapłacić 170 zł, ale kwotę tę mogę automatycznie zaliczyć do kosztów uzyskania przychodu. Przecież to jakiś podatkowy Monty Python – komentuje Jarosław Skolima, właściciel małej firmy meblarskiej z Myślenic. Dopóki podatki będą pożerały niemal połowę zysków przedsiębiorców, a oni sami będą musieli nakombinować się przy różnego rodzaju odliczeniach, dopóty pod względem zamożności Europę będziemy gonili w tempie ślimaka, a nie zająca.