Niestety inwestorzy i kredytobiorcy powinni być przygotowani na to, że nerwowe chwile powrócą jeszcze dzisiaj.

W piątek, po czwartkowym odwróceniu trendu spadkowego, euro zyskało do franka szwajcarskiego nieco ponad 1 proc. i kosztowało do 1,09 franka. Wczoraj było jeszcze lepiej – za europejską walutę trzeba było zapłacić 1,12 franka. Dzięki temu umocnił się również polski złoty – wczoraj przez krótką chwilę szwajcarska waluta warta była już „tylko” 3,6 zł, czyli ponad 40 groszy poniżej rekordu, jaki ustanowiła w ubiegłym tygodniu.

Pierwsze od kilkunastu dni pozytywne nastroje udzieliły się także w piątek warszawskiej giełdzie i działo się to pomimo dosyć kipskich informacji napływających z Unii. – Dotyczyły one głównie zerowego wzrostu PKB we Francji i dużego spadku PKB Grecji – wylicza Marek Rogalski, analityk DM BOŚ, i dodaje, że na szczęście informacje te skontrowane zostały pozytywnymi danymi ze Stanów Zjednoczonych na temat sprzedaży detalicznej. W lipcu w porównaniu z czerwcem wzrosła ona o 0,5 proc. I choć analitycy przewidzieli właśnie taki wzrost, to już sam brak negatywnych informacji wpłynął na nastroje inwestorów.

Zdaniem analityków należy się spodziewać, że w tym tygodniu rynek giełdowy i walutowy ponownie dotknie huśtawka nastrojów. Będzie to miało bezpośredni związek z decyzjami finansowymi zapadającymi w poszczególnych krajach strefy euro. Niewykluczone, że indeksy zaczną testować kolejne dna, a bank Szwajcarii znów będzie miał dużo pracy z osłabianiem swojej waluty.