Choć na rynki do krajów starej Unii Europejskiej – Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii, Włoch, Hiszpanii i innych – nadal trafia ponad połowa polskiego eksportu, to dla naszych producentów coraz większe znaczenie mają rozwijające się rynki Europy Centralnej i Wschodniej.

Ukraińska perspektywa

Widać to już także w liczbach. Choć np. na rynek rosyjski trafia mniej niż 4 proc. naszych wyrobów, to przez pierwsze pięć miesięcy tego roku w porównaniu z analogicznym okresem 2010 r. wartość obrotów z tym krajem wzrosła o 35,8 proc.

– W tej chwili za najbardziej perspektywiczne rynki uważamy Ukrainę i Rosję. W 2009 r. oba kraje, szczególnie Ukrainę, dotknął kryzys. Od 2010 r. sytuacja wydaje się jednak stabilizować. To duże państwa, w których budujemy szeroką dystrybucję i zamierzamy realizować wysokie obroty – mówi Zbigniew Kreft, szef eksportu w firmie Oceanic, produkującej znane marki kosmetyków. Oceanic wszedł do Ukrainy w tym roku i już podbija rynek.

Również dla producentów serów i wyrobów mleczarskich kraje Europy Wschodniej, przede wszystkim Rosja, są najbardziej perspektywiczne. – Popyt rośnie tam dynamicznie, a miejscowi producenci nie są w stanie nadążyć ze zwiększeniem podaży – mówi Edward Bajko, prezes SM Spomlek.

Jako główny problem ekspansji w Rosji eksporterzy wymieniają jednak groźbę decyzji politycznych ograniczających wolny handel. Bardzo interesują się Białorusią, jednak to też trudny rynek. – Zmienna sytuacja polityczna ma bezpośredni wpływ na gospodarkę i niestabilność kontraktową kontrahentów z tego kraju – wyjaśnia Zenon Marasek, prezes Fabryki Maszyn Ożarów. Ta sytuacja martwi producentów AGD, kosmetyków i żywności.

Jednak w oczekiwaniu na uspokojenie sytuacji na Białorusi eksporterzy uważają, że warto wejść lub wzmocnić swoją pozycję także w innych państwach regionu. – Oprócz Rosji i Ukrainy chodzi o Czechy, Słowację, Węgry, Rumunię i Bułgarię, które łagodniej niż wiele państw Unii Europejskiej przechodzą przez kryzys. W tych krajach ciągle są duże możliwości wzrostu – uważa Janusz Płocica.

Liczy się jakość

Powodem ekspansji na te rynki jest to, że są one wciąż nienasycone. – Kraje Europy Środkowej i Wschodniej są mniej podatne na wahania, bo gospodarstwa domowe pragną się bogacić. Gdy podczas kryzysu Niemiec zdecyduje się na zakup nowego sprzętu, tylko gdy stary mu się popsuje, to mieszkaniec naszego regionu podejmie taką decyzję, gdy zobaczy, że do sprzedaży wszedł lepszy, nowocześniejszy model – podkreśla Remigiusz Chrzanowski, odpowiedzialny za promocję marki Łucznik, producenta małego AGD. Firma kryzys wykorzystała do wejścia na Ukrainę i do Rosji.

Polscy producenci podkreślają, że oprócz Wschodu warto także walczyć o rynki skandynawskie i amerykański, gdzie cenione są polskie marki i polska jakość. Fabryka Maszyn Ożarów w lipcu domknęła kontrakt ze szwedzkim koncernem Atlas Coco, producentem platform wiertniczych. Maciej Meyer, rzecznik Belvedere, podkreśla, że w tym roku pierwszy raz w historii sprzedaż wyrobów grupy w Stanach Zjednoczonych będzie wyższa niż w Polsce. Także pierwszy raz eksport grubo przekroczy 50 proc. sprzedaży ogółem.

Eksporterzy z nadzieją patrzą także na Azję: Chiny Wietnam i Indie. Podkreślają, że choć chłonne, są to rynki odrębne kulturowo i bez spójnej promocji polskich produktów zaistnieć tam bardzo trudno. Nie ukrywają, że bardzo przydałoby im się wsparcie państwa, na które do tej pory nie mogli liczyć.