Wpływowy niemiecki eurodeputowany pracuje nad projektem prawa unijnego, które ograniczy lub zakaże całkowicie wydobycia gazu łupkowego. Jo Leinen, szef komisji ds. środowiska w PE, nazywa je dyrektywą o jakości energii. Antyłupkowe lobby ochrzciło lewicowego polityka mianem ekologicznego guru, który uchroni Europę przed trzęsieniami ziemi spowodowanymi wydobyciem gazu ze skał. Zapomina jednak przy okazji dodać, że socjaldemokrata to dobry znajomy blisko związanego z Gazpromem Gerharda Schroedera. To właśnie firma, dla której pracuje były kanclerz Niemiec, a nie środowisko, najbardziej skorzysta na regulacjach antyłupkowych.

– Musimy z większą uwagą przyglądać się konsekwencjom wydobycia gazu łupkowego – powiedział w wywiadzie dla „Guardiana” Leinen. Dodał, że taka inicjatywa ustawodawcza ma szansę zyskać poparcie Parlamentu Europejskiego, ponieważ wielu eurodeputowanych niepokoi się rosnącym znaczeniem tego surowca. Według rozmówców „DGP” w PE rzeczywiście powstał klub przeciwników gazu łupkowego. Rząd bada, na ile mogą zaszkodzić planom wydobycia surowca w Polsce.

Sam Jo Leinen nie może wystąpić z projektem dyrektywy. Ma jednak możliwość skutecznego lobbowania za nią, łącznie z przesłaniem Komisji Europejskiej własnego projektu. KE z kolei ma monopol inicjatywy ustawodawczej w UE. Dopóki nie ma żadnych podstaw naukowych, aby kwestionować łupki, Leinen i jego zwolennicy są bez szans. Przemysłowe wydobycie gazu łupkowego nie rozpocznie się w Polsce jednak wcześniej niż za 10 – 15 lat. Do tego czasu liczba lobbingowo-naukowych opracowań przeciw łupkom na pewno się zwiększy. Zwiększą się również szanse deputowanych podzielających poglądy Leinena.

Niemiecki socjaldemokrata Jo Leinen od lat związany jest z energetyką. W latach 80. był jednym z liderów ruchu Anti-AKW, walczącego o obłożenie zakazami energetyki atomowej i pozbycia się amerykańskich głowic nuklearnych z RFN. Organizacja zasłynęła z głośnych demonstracji w całej Europie. Dziś deputowany jest jednym z członków fundacji Eurosolar opowiadającej się za całkowitym przejściem na odnawialne źródła energii.

– Ofensywa ekologów w Parlamencie Europejskim nie jest jeszcze groźna, ale narasta – mówi „DGP” eurodeputowany PO Jacek Saryusz-Wolski. Wraz z innymi polskim posłami z Europejskiej Partii Ludowej założył grupę, której celem jest przeciwdziałanie antyłupkowej legislacji. – Ze wszystkich stron słyszy się, że za tą inicjatywą (prawa antyłupkowego – red.) stoi Gazprom. Gaz łupkowy może przecież całkowicie zmienić układ geopolityczny w Europie Środkowej – tłumaczy Saryusz-Wolski.

Dyrektywa proponowana przez Leinena ma być wzorowana na tej dotyczącej jakości paliw płynnych. W zależności od konsekwencji dla środowiska będzie ona przewidywała limity wydobycia albo opłaty nakładane na użytkowników gazu łupkowego. Problem jednak w tym, że dziś nie wiadomo, jakie są konsekwencje dla środowiska w związku z wydobyciem z łupków. Szacowaniem ich zajmie się dopiero uwielbiany przez ekologów szef Międzynarodowego Panelu Klimatycznego Rajendra K. Pachauri. Już dziś można założyć, że wynik będzie niekorzystny dla zwolenników wydobycia.

Jak do tej pory zakaz wydobycia gazu łupkowego za pomocą amerykańskiej metody szczelinowej udało się wprowadzić we Francji – państwie eksporterze technologii nuklearnych. Ekolodzy mają również sukcesy w Niemczech i Szwecji. W Nadrenii Północnej-Westfalii zieloni zablokowali wydobycie metodą szczelinową, powołując się na skażenie wód gruntowych, które ma ona rzekomo powodować. Z kolei w Szwecji wstrzymano prace poszukiwawcze.

Dla Polski taki trend jest niekorzystny, bo możemy się okazać łupkowym potentatem. W kwietniu amerykańska Agencja ds. Energii (EIA) poinformowała, że Polska ma 5,3 bln m sześc. możliwego do eksploatacji gazu łupkowego, czyli najwięcej ze wszystkich państw europejskich, w których przeprowadzono badania (raport EIA dotyczył 32 krajów). Ta ilość gazu – podkreśliła agencja – powinna zaspokoić zapotrzebowanie Polski na gaz przez najbliższe 300 lat.